Atomfall: The Red Strain nadal popełnia te same błędy

The Red Strain, czyli drugi dodatek fabularny do Atomfall, miał premierę już dawno. Nie zdziwię się, jednak jeśli niewiele osób o nim słyszało. Niewiele osób słyszało albo jeszcze pamięta tę grę. Ja dodatek chwyciłem, gdy dowiedziałem się, że Atomfall opuszcza Game Passa i się cieszę. Szkoda tylko, że aż tyle kosztuje.

Nieco o Atomfall

Atomfall: The Red Strain, Mine
The Red Strain zaczyna się w lokacji, która jest tak bardzo na uboczu, że nigdy w niej nie byłem – kopalni łupków.

Atomfall miało być cudowną grą, która pozwoli Rebellionowi oderwać się od ciągłej produkcji kolejnych części Sniper Elite. Miała to być też cudowna gra, która znacznie zwiększy wartość Game Passa w 2025 roku. Była to jedna z nielicznych gier z premierą w Game Passie w tym roku, w którą Xbox był stosunkowo mało zaangażowany. Atomfall się jednak pojawiło i dość szybko zniknęło z pamięci graczy. Dlaczego? Bo gra miała być jakaś i wcale taka nie była. Atomfall miało być niczym Fallout w klimacie We Happy Few. Okazało się, że jest to w dużej mierze liniowa fabuła w otwartym świecie. W sensie gra posiadała kilka linii fabularnych i masę zakończeń, ale o ostatecznym zakończeniu mogliśmy zdecydować w ostatnich 5 minutach gry. Zero konsekwencji. Nie zachęcało to do rozgrywki, a sama gra nawet nie była długa. Fabuła z przygotowaniem się pod wszystkie zakończenia to dla mnie było jakieś 9 godzin gry.

Nadchodzi The Red Strain

The Red Strain, podobnie jak wcześniejsze Wicked Isle, dodaje nam nowy region, kilka broni, przeciwników i dwa nowe zakończenia. W zasadzie o ile Wicked Isle chciało nam zapewnić synergię z infekcją. To byłe clou dodatku. Tutaj natomiast mamy ów czerwony szczep. Został on opracowany przez zespół C.O.R.E., który pozyskał od B.A.R.D. próbkę Oberona, na której zaczęli eksperymentować. W momencie katastrofy szczep wydostał się z laboratorium i zaczął zarażać wszystko i wszystkich w rejonie Stafell Crag. Fabuła dodatku jest dość krótka, więc nie będę zdradzał co, kto i dlaczego. Powiem tylko, że sama koncepcja jest fajna, chociaż nadal boryka się z ograniczeniami narzuconymi przez grę. Głównie dlatego, że dodatek nie jest całością sam w sobie, a korzysta z ram wyznaczonych przez fabułę podstawowej gry. Dwa zakończenia to więc „zniszcz Oberona” i „nie niszcz Oberona”. Jest tam rzecz jasna pewien niuans.

Nowe bronie to najciekawszy element

Atomfall: Red Strain, M1911
W dodatku są tylko trzy nowe bronie. Dwie palne to wyciszony pistolet i pistolet maszynowy, a bronią do walki wręcz jest sztylet brytyjskich komandosów.

The Red Strain to poza nowym regionem niewiele zawartości. Przeciwnicy albo się powtarzają, albo są czerwoną wersją tych wcześniej niebieskich. Nowe przedmioty to natomiast kilka przepisów, porażające prądem granaty, możliwość tworzenia nowych punktów umiejętności i dwie nowe bronie. Wyciszone. Pistolet M1911 i PM Pearless. Pistolet jak pistolet, bezużyteczny. PM jak to PM. Strzela szybko i dość celnie, więc zabawa kończy się szybko z powodu braku przeciwników lub amunicji. Ciekawe jest jednak to, że przeciwnicy wydają się wolniej reagować na towarzyszy poległych w wyniku ostrzału bronią wyciszoną. Wręcz zdarzyło mi się wyeliminować patrolujące grypy, w których nikt nie zareagował na strzały. Niestety nie można na tej nowej mechanice polegać, ponieważ kolejna grupa zapewne zareaguje inaczej.

The Red Strain pełne ograniczeń

Atomfall: The Red Strain, Commande Center
Stafell Crag to może i nieco puste miejsce, ale jest naprawdę ładnie zaprojektowane. Szczególnie przyjemny widok rozpościera się z centrum dowodzenia.

Ramy narzucone przez grę wydają się nie odpuszczać i w tym dodatku. Kojarzysz może dodatek Far Harbor do Fallouta 4? Był ogromny. Dodawał nowy region, zadania główne, poboczne i miał zupełnie inny klimat. Mimo tego, że The Red Strain kosztuje mniej więcej tyle samo i na pierwszy rzut oka dostarcza dokładnie to samo, to jednak temu dodatkowi czegoś brakuje. Pewnej własnej tożsamości. Wykorzystania okazji na stworzenie czegoś nowego. Ucieczkę z okolic Windscale, zupełnie olewając to, co się tam dzieje. Dla C.O.R.E. podobno pracowały najwybitniejsze umysły (hihi, if you know, you know) w wielu dziedzinach nauki. Dlaczego więc wszystko musi kręcić się nadal wokół Oberona? Moim zdaniem to już druga niewykorzystana okazja, kiedy można było stworzyć coś nowego, a dodano w zasadzie dwa kolejne wątki fabularne, które też różnią się w ostatnich 5 minutach. Gdzie unikalny klimat? Gdzie powiew świeżości? Nie tutaj.

Cieszę się nie z dodatku, a powrotu do Atomfall

Atomfall: The Red Strain, Red Strain
Czerwony szczep jest mniej przydatny niż infekcja w Wicked Isle, ale po odblokowaniu adaptacji, mamy możliwość wpadnięcia w szał.

Wszystkie negatywne aspekty Atomfall nie umniejszają jednak temu, że to solidna gra. Jasne, że deweloperzy popełnili masę błędów w projektowaniu gry, ale przynajmniej Atomfall działa. A jak nauczyło mnie ostatnimi czasy Escape From Tarkov, to nie jest zawsze pewne. Czy The Red Strain to dobry dodatek? Moim zdaniem nie. Czy warto za niego dać około 100 złotych? Nie. Chociaż trudno powiedzieć tak naprawdę dlaczego. Jeśli lubisz tę grę, to może być warto, bo to nadal kilka dodatkowych godzin w grze, którą lubisz. Jeśli polujesz na osiągnięcia, to na pewno masz na koncie gorsze zakupy. The Red Strain też nie próbuje cię oszukać. Jest jasno napisane, że to „rozszerzenie fabularne”. Problem mam głównie z tym, że to powinno być coś więcej.

Jeszcze tak na marginesie

Atomfall: The Red Strain, Fast Travel
Po powrocie do gry po roku, najbardziej ucieszył mnie nie dodatek, za który zapłaciłem 100zł, a system szybkiej podróży.

Włączając grę po około roku, znalazłem ciekawsze rzeczy niż fabuła The Red Strain. W grze pojawił się system szybkiej podróży! Każdy region łącznie z dodatkami, poza węzłem, ma stację szybkiej podróży, która znacznie skraca czas bezsensownego biegania i eliminuje wiele ekranów ładowania. Dodano też „epickie” bronie w ilości trzech. O tak, deweloperzy tak ciężko pracowali nad The Red Strain, że darmowa aktualizacja dodała prawie tyle samo zawartości, co pełnoprawny dodatek. No dobra, przesadzam, ale na pewno rozumiesz, o co mi chodzi. Dodatki do Atomfall nie są genialne. Chociaż też trzeba pamiętać, kto je stworzył. Na pamiętam dodatku wartego swoich pieniędzy, który stworzył Rebellion.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autor
Picture of Łukasz
Łukasz
Leśnik z wykształcenia. Pracownik banku za dnia. Wyznawca Microsoftu w nocy. Xbox, pióra, notatniki i gadżety. Czego chcieć od życia więcej?

OpenCritic Contributor

Kategorie

Taka sobie reklama