Około roku temu grałem pierwszy raz w Kingdom Come: Deliverance. Uznałem ją za jedną z najlepszych gier RPG osadzoną w średniowieczu. I jest to nadal prawda. Jednak niedawno gra została dodana do PC Game Pass. Postanowiłem więc zagrać w nią ponownie, z perspektywą tego, jakie jest Kingdom Come: Deliverance 2.
Kingdom Come: Deliverance perspektywy czasu

Nie da się ukryć, że drugie części są zazwyczaj lepsze od pierwszych. Część tej prawdy wynika z doświadczenia, część z lepszych praktyk, a część z przypadku. Kingdom Come: Deliverance było dla Warhorse Studios cenną lekcją. Kingdom Come: Deliverance 2 jest grą znacznie lepszą, przystępniejszą i bardziej rozbudowaną. O ile nie przeszkadzało mi to wcześniej, teraz wiem, że może być lepiej i Kingdom Come: Deliverance jest momentami frustrującą grą. Głównie wiąże się to ze zmianami w menu. Chociaż nawet nie. Samo menu jest po prostu złe. Dwójka nieco błędów poprawia i dodaje nowe funkcje, które znacznie zmieniają rozgrywkę, jak chociażby możliwość posiadania przy sobie zestawów ubrań. Ruszasz w bój? Zbroja. Ruszasz pożyczyć kilka rzeczy? Ciche i ciemne wdzianko. Ile razu frustrowało, gdy zaraz po bitwie było trzeba szukać najciemniejszego ubrania, które niejednokrotnie sprzedawałem z nieuwagi. Po prostu czuć, że Kingdom Come: Deliverance ma już swoje lata.
Są jednak rzeczy, które robi lepiej

Początkowe godziny w Kingdom Come: Deliverance 2 są fajne. Gra jest ładna. Fabuła zaczyna się niedługo po zakończeniu jedynki, kontynuując historię. Jest sensowny powód, dla którego Henry zaczyna prawie od zera. Gdy jednak chwycimy łuk, to okaże się, że przestał być on dobrą bronią. Częściowo wiąże się to tylko z tym, że trafienie przeciwnika w głowę nie powoduje już jego natychmiastowego zgonu. Częściowo też wynika z tego, że kusze i broń palna musiały mieć nad łukiem jakąś przewagę. Rozwiązano to właśnie w ten sposób. Łuk nadal strzela szybko, ale już nie zabija jednym celnym strzałem. Zmieniono też alchemię. Teraz nie można automatyczne warzyć mikstur, a skracanie mikstur do niezbędnego minimum wymaga znacznie więcej zachodu niż wcześniej. Przykładów nie ma jednak wiele więcej, bo jasne jest to, że Kingdom Come: Deliverance 2 jest wersją rozwojową pierwszej gry.
Kingdom Come: Deliverance to nadal ładna i fajna gra

Nadal uważam jednak, że to jest dobra gra. Perspektywa czasu sprawia, że jest nieco toporna, ale nadal przyjemnie się w nią gra. Nadal jest ładna, a miejscami wręcz zachwycająca. Dodatki są moim zdaniem ciekawsze niż w dwójce. Fabuła jest natomiast równie dobra i nadal bazuje w tych samych założeniach. Nie ważne, że wszystko zrobisz dobrze, coś zawsze się spieprzy. W fabule drugiej części w zasadzie ciekawsze są głównie bitwy, których skala jest zawsze większa. Jest więcej faktycznych oblężeń, ale walka o Pribyslavitz, Talmberg i Vranik są nadal dość imponujące i prawidłowo rozwiązane.
Hardcore Henry

Rzecz jasna z uwagi na osiągnięcia w windowsowej wersji gry, musiałem zacząć od gry w trybie hardcore ze wszystkimi możliwymi negatywnymi cechami. Dopiero wtedy widać, jak technicznie dziwną grą jest Kingdom Come: Deliverance. Przede wszystkim wiele zadań da się skrócić do kilku minut, jeśli wiemy, co zrobić. Przykładem może być szukanie fałszerzy monet. Cały łańcuch zadań, który zaczyna się od zdobycia informacji o tym, gdzie zacząć poszukiwania (zaraza w Merhojed), można skrócić do kilku minut. Wystarczy znaleźć i zabić posiadacza informacji i dostarczyć Radzigowi list. Potem, zamiast szukać śladów fałszerzy w okolicy Rovny i Sassau, można bezpośrednio pojechać do kopalni, w której mają obóz. Dobre 4-5 godzin gry zostaje skrócone do kwadransa. Na plus należy jednak liczyć to, że gra na PC jest znacznie stabilniejsza niż na konsolach i problemem było jedyni zadanie Baptism of Fire, które lubi zamknąć grę mniej więcej w połowie.
Ponarzekamy?

Problemem, największym, wydaje się silnik gry. CryEngine to z jednej strony zaskakująco dobrze dopracowany i zoptymalizowany silnik. Z drugiej to nieco przestarzała już technologia. Szczególnie CryEngine 3, którego używa pierwsze Kingdom Come: Deliverance. Mam wrażenie, że współcześnie silnik nie nadąża za kartami graficznymi, co przy moim RTX 5070 powodowało występowanie licznych artefaktów i tekstur, które nie chciały się ładować. Doprowadzało to do sytuacji, gdzie ładnie wygenerowane postacie stały na niskiej jakości, płaskim placu, albo wśród kilku rozmawiających osób jedna składała się z prostych, gładkich elementów. Miało to miejsce szczególnie w momentach nagłych zmian okolicy, jak przeniesienie się w inne miejsce po zakończeniu zadania, czy gdy szybko jechałem na koniu. W pewnym momencie pochodnie też zaczęły lewitować, a w innym moja postać została wystrzelona w powietrze bez powodu, łamiąc sobie obie nogi. Jeśli jednak to są błędy, to znaczy, że Kingdom Come: Deliverance to solidna gra.
Euro promo

Po co jednak wspominać o tak wiekowej grze? Bo warto promować lokalne produkty, a Kingdom Come: Deliverance ma 9/10 punktów w tej kategorii. Opowiada historię osadzoną w Europie i promuje prawdziwe lokalizacje i historyczne obiekty. Na przykład niedokończony klasztor w Sazawie i liczne zamki, w tym ten w Ratajach. Posiada też zasoby historyczne w formie krótkich tekstów opowiadających o miejscach, osobach, kulturze, przedmiotach i wielu innych aspektach. W obecnych, ciężkich czasach, warto pamiętać o tym, skąd się wywodzimy. Że Europa ma bogatą historię i może być źródłem wielu inspiracji. Kingdom Come: Deliverance bierze na tapet prawdziwe wydarzenia i postacie, a potem delikatnie nagina prawdę, żeby wpasować w nie naszego bohatera. Może ktoś żyje dłużej. Może miejsce nie do końca się zgadza, ale w efekcie Kingdom Come: Deliverance oddało wielką przysługę historii i turystyce współczesnych Czech.