Wysyp gier w stylu „extraction shooter” szczególnie nie dziwi. Sukcesy finansowe i nisze stworzone przez gry pokroju Escape From Tarkov i Arena Breakout: Infinite, stworzyły pulę graczy, z których można doić kasę. Powstają gry lepsze i gorsze, a wśród nich również Incursion: Red River. I nawet jest to w sumie wyjątkowa gra.
Ale że jak? Samemu?
Wyjątkowość Incursion: Red River polega na tym, że jest to gra single-player (z opcją gry w kooperacji), która skupia się na fabule i wykorzystuje chyba każdą mechanikę extraction shooterów. No i rzecz jasna duplikuje ich styl. Mamy więc realistyczne bronie. Możemy je modyfikować w dużym zakresie. Każdy nasz wypad to osobna gra na jednej z wielu map. Nasza baza wypadowa to hangar, który możemy ulepszyć. Da się w nim kupować przedmioty z rynku, przyjmować zadania i kompletować zestaw broni na nowy wypad. Te jednak możemy robić samemu albo z grupą znajomych. Nie ma w tej grze ani trochę PvP. To dobrze. Dobrze, ponieważ SI jest… Problematyczne. Walka z innymi by tylko zaogniła frustrację.
Śmiertelne zagrożenie

Frustracja wynika w dużej mierze ze sztucznej inteligencji. Jasne, że w grze jest kilka zadań, których nie da się wykonać. Momentami gra jest niesamowicie toporna, a zadania są bardzo źle skonstruowane. Wszystko da się jednak przeboleć, ale nie SI. Z jednej strony jest dość głupie. Atak z daleka sprawia, że jest niesamowicie bezradne. Z bliska jednak zabija znikąd. Zapewne po części wynika to z systemu penetracji i klas pancerza, którego nie potrafię rozgryźć. Czasami zdarza się, że stoczyłem fajną walkę, mam masę sprzętu i ostatecznie zabija mnie jakiś losowy żołnierz z najgorszą w grze amunicją. Co się stało? Nie wiem. Trafił mnie w głowę? Rękę? A może jego kiepska amunicja przebiła mój pancerz? Chciałbym to wiedzieć. W grze też nie ma żadnego systemu zaawansowanego systemu zdrowia, nie ma więc możliwości oberwania w rękę i konieczności poradzenia sobie z tym problemem. Czuję, że to też może być problemem.
End game

Ostatecznie jednak można w ustawieniach zmienić kilka opcji i ogłupić SI do tego stopnia, że pozwoli się cieszyć fabułą. Ta jest dość standardowa. Należysz do grupy najemników – FANG. Ich celem jest zarobić na niepokoju w Wietnamie. Walczą trzy frakcje. VLF to Wietnamczycy, rebelianci walczący o własne racje. IGC to rosyjscy najemnicy będący w tym dla kasy. UICS to natomiast odpowiednik sił pokojowych ONZ. Każda frakcja ma swoje przekonania i swoje cele. FANG natomiast postanowiło grać z każdym przeciw każdemu, licząc, że nikt się nie zorientuje. Biorą więc zlecenia od każdego. Chcesz zatruć pola i zagłodzić ludność? Żaden problem. Chcesz zemsty za zatrucie pól przez inną frakcję? Pomożemy. I tak naprawdę fabuła jest ostatecznym celem gry. Bez brania w niej udziału w pewnym momencie się zablokujemy. „Loot loop”, który jest często istotnym elementem gry, bo w pewnym momencie masz tyle kasy i reputacji, że jedyne co robisz, to kolejne zadania.
Na szczęście to wczesna wersja

Incursion: Red River to na szczęście wczesna wersja gry we współczesnym modelu. Oznacza to, że w gruncie rzeczy wszystko w niej jest, ale deweloperzy nie chcą odpowiedzialności za błędy i braki treści. Tylko trzy mapy są problemem. Do bólu powtarzalne zadania są problemem. Tak samo, jak brak zaawansowanego systemu zdrowia i nieprzewidywalność SI. W momencie pisania tej opinii, mam na koncie około 33 godzin gry, ukończyłem Akt 1 kampanii i wykonałem około 80 dodatkowych zadań. I to by było na tyle. Jestem zmęczony tą grą, a i tak dość mocno ciągnąłem rozgrywkę dalej, żeby zdobyć wszystkie osiągnięcia (nie udało mi się). Dlaczego? Możliwe, że biegnie cały czas po tych samych mapach, które nie mają żadnej zmienności, jest nużące. Możliwe, że z uwagi na to, że w pewnym momencie nawet nie musisz się starać, bo łatwo zarobić w tej grze pieniądze, a za nie możesz mieć wszystko.
Musi być lepiej

Zapowiedziano już kolejne aktualizacje. Część z nich jest spoko. Będzie można zwijać plecaki, załadować różne rodzaje amunicji tego samego kalibru do magazynka i ma pojawić się nowa mapa. Niektóre jednak nie będą zbyt dobre. Nowe celowniki mają mieć dziwny zielony refleks i w całości zamazany świat dookoła. Jeden, jest to bardzo nierealistyczne. Dwa, nieprzyjemnie się na to patrzy. Zmian jest jednak wiele więcej i widać po nich, że ktoś nad grą pracuje. To natomiast naprawa nadzieją, że Incursion: Red River będzie pewnego dnia fajną grą. Na razie jednak jest ciekawą koncepcją, która jest grywalna, ale oferuje tak naprawdę niewiele. Co najgorsze, im więcej grasz, tym więcej frustruje w Incursion: Red River. Ja na razie grę zostawiam. Wrócę do niej na pewno, gdy Steam powie mi, że gotowa jest nowa aktualizacja.