Konwencja Genewska, wraz ze swoimi protokołami i protokołami dodatkowymi stanowi podstawowy dokument określający warunki prowadzenia “humanitarnej” wojny. Deweloperzy Battlefielda 6 doszli do wniosku, że jest to tylko sugestia, a wielka tama górująca nad doliną to przeszkoda nie do pokonania. Battlefield 6 ma wiele problemów w kampanii, a to tylko jeden z nich.
Wyczekiwana od lat
Kampanie w Battlefieldzie pojawiały się i znikały — raz obecne, raz porzucone, teraz wracają ponownie. Koncepcje się zmieniały. Ton i tematyka się zmieniały. Zawsze jednak były na akceptowalnym poziomie, zyskując rzeszę fanów z uwagi na humor (Bad Company) i poruszając aktualne tematy, pozwalające na dodatkową twórczość poboczną (3 i 4). Niektóre też opowiadały wiele ciekawych historii, które były krótkie i pełne akcji (1 i V). Nie zawsze jednak seria miała kampanię, bo 1942, 2 i 2042 zupełnie pominęły ten aspekt gry. Szczególnie za to dostało się 2042, więc w najnowszej odsłonie postanowiono naprawić ten błąd. Battlefield 6 ma kampanię dla jednego gracza, jednak jej struktura, długość, problemy z kwestiami prawnymi i ogólna jakość pozostawiają wiele do życzenia. Czy to jednak oznacza, że kampania jest zła? Niekoniecznie.
Napięcia polityczne, konflikty wewnętrzne i rozłam w szeregach

Battlefield 6 fabularnie kręci się wokół rozpadu NATO. W momencie, gdy napięcia między państwami członkowskimi rosną, sojusze się rozpadają. Kluczowi członkowie sojuszu powoli rezygnują z uczestnictwa, a w regionach Azji Środkowej i Bałkanów powstaje nowa siła – Pax Armata. Jest to jednostka najemnicza, która początkowo pracuje jak wszyscy inni najemnicy, jednak okazuje się, że jej wpływ polityczny i czysta siła są znacznie większe, niż może się wydawać, nie wspominając już o motywacji. Naprzeciw Pax Armata staje rzecz jasna wojsko USA i sławione ponad miarę mięso armatnie – US Marines. Sytuacja jest nieciekawa. Pax Armata zajmuje coraz większe tereny, a presja polityczna sprawia, że NATO ustępuje. Konflikt zaczyna się w momencie, w którym Pax Armata chce tego, co NATO wycofuje z ich nowo budowanej bazy w Gruzji – projekt Veles. Pokojowe przejęcie bazy zostaje uprzedzone zmasowanym atakiem najemników i naszym zadaniem jest wykombinowanie, co poszło nie tak?
Dziewięć misji, cztery kontynenty

Fabuła Battlefield 6 pozwoli nam zwiedzić spory kawałek świata w swoich 9 misjach. Głównie akcja będzie dziać się w Tadżykistanie, Egipcie, USA i Gibraltarze. Liczne starcia Pax Armata i NATO będą rzecz jasna tłem dla innych wydarzeń jak morderstwa, zemsta, ataki terrorystyczne i zdrada stanu/wątpliwa moralnie polityka zagraniczna USA. Każda z lokacji jest znacznie odmienna od każdej pozostałej. Nowy Jork to wysokie zabudowania, walka miejska w ciasnych uliczkach i obowiązkowy raj po metrze. Egipt to cicha misja nocna, która poszła nie tak, a później walka pancerna na obrzeżach metropolii. Gibraltar to walka ponad chmurami, która nagle zamienia się w szturm na plażę. Tadżykistan to natomiast otwarte przestrzenie, długie linie ostrzału i liczne taktyczne możliwości. Brakuje tylko dżungli, skakania po wyspach i nieco śniegu, a byłoby bingo. Problemem z lokacjami jest tylko chronologia, która będzie ci przeszkadzać, jeśli też nie lubisz retrospekcji w fabule.
Pachnie spiskiem

Większość akcji, poza pierwszą misją, przedstawiona jest jako wspomnienia podczas rozmowy naszego zespołu z niejaką Mills. Mills pociąga za sznurki w imieniu CIA, mówiąc armii USA, co ma robić i gdzie. Nie wszystko jednak się zgadza. Dlaczego Pax Armata atakuje bazę, którą ma wkrótce pokojowo przejąć? Dlaczego zabijają dowódcę NATO, nie kryjąc tego w najmniejszym stopniu? Skąd wziął się dowódca Pax Armata? Jaki wpływ na Battlefield 6 mają wydarzenia z Battlefielda 3 i 4? Podczas kolejnych pytań i odpowiedzi w formie wspomnień/misji rozszyfrujemy zagadkę, zmuszając Mills do wygadania się o prawie wszystkim. Prawie.
Ciąg dalszy nastąpi?

Jeszcze przed premierą gry na liście osiągnięć widzimy 11 dodatkowych, które są oznaczone jako “SECRET”. To, w połączeniu z dość nijakim zakończeniem gry, czyt. fabułą urwaną w połowie, sugeruje, że Battlefield 6 będzie rozwijany nie tylko jako gra online, ale też jako wieloczęściowa gra dla pojedynczego gracza. 9 misji, które są dostępne w grze, powinny zająć około 5-8 godzin. Przy tym nawet Call of Duty: Modern Warfare 3 wydaje się długą grą. Fabuła prowadzona jest jako retrospekcja, która doprowadza nas do właśnie tego miejsca. Teraźniejszości. Wyznań Mills. Wygląda na to, że fabuła zasługuje na drugą część, która pokaże nam, co będzie się działo teraz, kiedy nasi bohaterowie – Dylan Murphy i Simone Espina – wraz z Lucasem Hemlockiem i Cliffem Lopezem nie mogą odsłyszeć tego, co już usłyszeli. Wszystko wskazuje na to, że ciąg dalszy nastąpi i można dokonać w nim wielu zmian, które chętnie zobaczymy.
Szczegóły, które kłują w oczy

Mimo stosunkowo krótkiego czasu spędzonego w grze nie da się nie zauważyć licznych niedociągnięć. Z jednej strony mamy animacje, które uruchamiają się, dopiero gdy dotrzemy w konkretne miejsce, a nie w jego okolice. Na przykład w jednej misji najpierw musimy pójść konkretnie za konkretną osłonę, a chwilę później stanąć przy konkretnych drzwiach samochodu, żeby odpalić skrypt. Większość problemów to niedociągnięcia, takie jak bronie i gadżety nijak niepasujące do animacji postaci. Żołnierze trzymają na przykład detonatory C4 kilka centymetrów nie w tę stronę, a bronie nie są dopasowane do modelu postaci. Są też na sztywno zaprogramowane przerywniki filmowe, gdzie do naszych rąk wraca broń, którą wyrzuciliśmy na samym początku misji. Już dawno opanowano sceny z dowolną bronią, szczególnie gdy nasza postać nie musi strzelać. Każdy z tych problemów ma proste rozwiązanie. Dlaczego więc przeszło to przez QC?
Battlefield 6 i nie taki zły single player

Kampania dla pojedynczego gracza jest więc prowadzona mało przyjemnie. Ma masę błędów, ale żaden z nich nie uniemożliwia gry. Fabuła jest realistyczna, a lokacje wyglądają dobrze. 9 misji fabularnych da się ukończyć podczas jednej dłuższej sesji. Oferują one zróżnicowaną rozgrywkę, od frontowych szturmów, przez skradankę, po szarżę pancerną. Fabuła też kończy się cliffhangerem, co rokuje szanse na dodatek fabularny. Wszystkie te elementy sprawiają, że gra sama w sobie nie jest zła. Trudno jednak powiedzieć, żeby była fajna. Mało jest tutaj klimatycznych momentów, które zapamiętamy na długo. Nie ma efektownych przerywników filmowych, a sama akcja wydaje się zbyt metodyczna i wolna, żeby zapaść w pamięć. W przyszłości fajnie byłoby natomiast zobaczyć tryb kooperacji, do którego wydaje się stworzony ten tryb fabularny, w którym pierwsze skrzypce gra oddział, a nie konkretny żołnierz.