Bunny Park – Proof of concept

Grałem ostatnio w Lemon Cake, które było pierwszą z gier, które SOEDESCO wydaje w duecie z Cozy Bee Games. Bunny Park to druga z nich i po prostu wow. Mam wrażenie, że gra powstała jako koncepcja klikacza na komórki, ale ktoś o niej zapomniał, potem sobie przypomniał i wydał ją w stanie takim, w jakim grę zastał.

Fajna koncepcja, wybieg dla królików

Miałem nadzieję, że Bunny Park to będzie taki tycoon, ale z królikami w roli głównej. Nieco się zdziwiłem, gdy w moje ręce został oddany jeden królik i kwadratowa działka, na której była masa drewna, kamieni i krzaków. Chwyciłem więc kontroler w ręce i szybko okazało się, że nie dość, że gra w zasadzie polega na zbieraniu kasy za usuwanie elementów z ekranu, to jeszcze kontrolera używa się w niej tragicznie. Nie wiem, z czego to wynika, ale kursor i ekran przesuwają się za wolno, a sam kursor jest mało precyzyjny. Dochodziło do tego, że musiałem jak maniak smyrać monetę, żeby ją podnieść, a wystarczy nad nią tylko przejechać. Precyzja była po prostu tak mała, że za każdym razem musiałem najechać innym miejscem naszego małego celowniczka. Usuwanie przedmiotów też nie jest najwygodniejsze, bo na każdym przedmiocie trzeba przytrzymać przycisk, co zabiera dużo czasu i po chwili po prostu boli.

Dalej nie jest lepiej

Bunny Park, recenzja, Xbox Series X
Bunny Park to klikacz, w którym naszym jedynym celem jest odblokowanie wszystkiego. Nie ma tu zbyt wiele akcji, bo większość czasu spędzamy na czekaniu.

Zabawa tak szybko, jak się zaczęła, tak szybko się skończyła. Okazuje się bowiem, że w grze nie ma zbyt wiele treści. Z czasem pojawia się tylko więcej zbierania, dodawania kolejnych ozdób i ogródków, żeby kolejne króliki nas odwiedziły. Nie ma tutaj statystyk, dbania o króliki, czy jakiegokolwiek “fail state’u”. Gdy uzbierałem kasy na pierwszą automatyzację w postaci motyla sprzątającego i motyla zbierającego monety wykopane przez króliki, poszedłem zrobić sobie obiad. Gdy wróciłem miałem wystarczająco kasy na kolejne usprawnienia, to poszedłem zrobić pranie. Po powrocie znowu miałem więcej kasy. Taki sposób grania w Bunny Park sprawia wrażenie, że gra była to gra stworzona z myślą o mechanice “idle”. Zostaw urządzenie w pokoju i wróć do niego dopiero po chwili. Spędziłem na tym kilka godzin i muszę przyznać, że nie ma w tej grze dużo gry.

No trochę przesadzili

Bunny Park, recenzja, Xbox Series X
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to powinna być darmowa gra na komórki, a nie tytuł za 100 złotych na konsole. Cena jakości do ceny jest naprawdę niska.

SOEDESCO podyktowało cenę za tę grę i ustalili ją na poziomie 100 złotych. Czy to dużo, jak za grę, w którą będziemy “grać” kilka godzin, żeby ostatecznie dojść do wniosku, że nie było warto? Taka jest moja konkluzja. W tej grze wszystko działa, jak miało, chociaż część rzeczy działa kiepsko. Nie ma w niej błędów, ale jest masa niedociągnięć. Pograć można z ciekawości, ale na dłuższą metę, gra się nudzi. Plus jest taki, że przynajmniej osiągnięcia wydają się łatwe, ale z drugiej strony gra jest boleśnie droga. Nie wiem, czy przemówi ona do kogokolwiek, bo ja nie mogę jej polecić nikomu. Lemon Cake miało w sobie przynajmniej rozbudowaną mechanikę i jakieś poczucie istotnego postępu. Bunny Park jest pozbawione dosłownie całej gratyfikacji. Grasz tylko po to, żeby zobaczyć podziękowania za zebranie wszystkich królików w kolekcji. Chociaż nawet to przyjdzie z czasem, jak zostawisz grę działającą w tle na Windowsie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autor
Picture of Łukasz
Łukasz
Leśnik z wykształcenia. Pracownik banku za dnia. Wyznawca Microsoftu w nocy. Xbox, pióra, notatniki i gadżety. Czego chcieć od życia więcej?

OpenCritic Contributor

Kategorie

Taka sobie reklama