Zaskoczyło mnie, gdy dostałem wiadomość z możliwością dołączenia do bety Black Ops 7. 6 była głośna, jednak 7 w moim umyśle przyćmił Battlefield 6. Trudno jednak nie pobrać ponownie apki Call of Duty i odpalić jej, zaglądając kilka tygodni w przyszłość. Czy beta Call of Duty: Black Ops 7 daje nadzieję na lepszą przyszłość?
Chwila, już 7?
Przyznam, że im więcej siedzę w grach, tym mniej wiem o mainstreamowych premierach. Jasne, Battlefield 6 rządzi moim życiem obecnie, ale w międzyczasie ukazał się nowy Dying Light, wystartowała beta Call of Duty 7 i PlayWay wypuściło 10 nic niewartych symulatorów. Gier jest za dużo, czasu za mało, szczególnie gdy każda gra musi się chwalić, ile to set godzin zajmuje jej przejście. Beta Call of Duty: Black Ops 7 dobiega więc końca w przeddzień premiery gry konkurencji. Niewiele osób w nią gra. Wiele osób się odwróciło od Call of Duty w ciągu kilku kolejnych lat. Powinni byli jednak spojrzeć na to, co deweloperzy zaplanowali w najnowszej odsłonie serii. Okazałoby się, że wszystkie zarzuty, które gracze mieli, w tym także ja, zostały zaadresowane. Gra wraca do tego, czym było Black Ops… 2? Tak, chyba 2. Mamy delikatnie futurystyczny vibe całej gry. Brak nieznośnej kosmetyki. Nawet Activision próbowało nowy, otwarty matchmaking.
Reset era

Prawie wszystkie długie i stare serie zaliczają ostatnio reset. Deweloperzy pracujący nad Black Ops 7 też postanowili wrócić stylem rozgrywki do wcześniejszych lat. Nie można oczekiwać, że szczególnie długo tak będzie. W końcu nowe, dziwne skórki nie były w Call of Duty dlatego, że się nie sprzedawały. Zapowiedziano jednak, że rozgrywka ma bardziej bazować w rzeczywistości, nawet jeśli nieco futurystycznej. Tracimy więc nie tylko dostęp do wcześniejszych broni i skórek, ale też licznych skórek operatorów, które towarzyszyły nam od rebootu serii kilka lat wstecz. Wszystko pozostanie jednak w Warzone, gdzie jest to bardziej akceptowane. Jaką więc rozgrywkę oferuje beta Call of Duty: Black Ops 7? Zdecydowanie mniej kolorową, szybką i nieco zwinniejszą niż wcześniej. Black Ops 7 bezpośrednio czerpie z Black Ops 6, dodając możliwość odbicia się od ściany podczas skoku, zmieniając kierunek ruchu. Pod tym względem mamy do czynienia z czymś pomiędzy Titanfall i Black Ops 6.
Dziwne decyzje

Ciekawiej ma się arsenał. Nie ważne, że ma futurystyczne wersje współczesnych broni, tego się można było spodziewać. Dziwne jest to, że w celu zróżnicowania broni podjęto masę dziwnych decyzji. Okazuje się, że pistolety maszynowe, które zawsze szybko strzelały, były celna, ale miały wysoki spadek obrażeń na dystansie, teraz strzelają wolno i mają szalony odrzut. Pistolety maszynowe stały się w dużej mierze bezużyteczne. Podobnie jest z jedną ze strzelb. Zazwyczaj były to bronie idealne do walki na krótkim dystansie, które perfekcję osiągnęły na początku XX wieku. Nie. Byłoby za łatwo. M10 Breacher to strzelba, której celność wzrasta wraz z czasem trzymania spustu, fajny bajer. Jednak sprawia to, że strzelba jest wolna, toporna i dosłownie każda broń jest lepsza na krótkim dystansie. Widziałem jednak modyfikacje broni, które może poprawią tę sytuację? Trzeba tylko być wytrwałym.
Zombie… To Zombie.

Tryb Zombie też doczekał się odświeżonej wersji. Beta Call of Duty: Black Ops 7 pozwalała na zagranie na jednej mapie. Cóż… Kawałku jednej mapy. Okazuje się bowiem, że Black Ops 7 zapewne będzie ostatecznie miało jedną dużą mapę na wstępie, do której eksploracji będą potrzebne pojazdy. Bardziej to przypomina tryb Zombie z Modern Warfare niż wcześniejsze Black Opsy. Ma powrócić też tryb klasyczny, który na myśl przywodzi pierwsze iteracje tego trybu, które oferowały gry Treyarch. Zaczynasz z pistoletem, tracisz punkty za utratę całego zdrowia, nawet gdy ktoś postawi cię na nogi i będzie dostawać się punkty za każde trafienie. Zombie w nowym trybie będzie więc fajnym wyzwaniem dla graczy, którzy tęsknią za starymi trybami Zombie. Dla reszty będzie jednak standard, który znamy z dwóch ostatnich gier, tylko na większej mapie. Może to tchnąć nieco życia w tryb, który zdaniem jego fanów, był zaniedbany.
Jest fajnie

Beta Call of Duty: Black Ops 7 znacznie różni się od gier, w które ostatnio grałem i mam wrażenie, że jest szybka i przyjemna. Dokładnie taka, jakie powinno być Call of Duty. Śmierć nie niesie dużych konsekwencji. Odradzasz się natychmiastowo, a jedyne na co mogę ponarzekać to lagi. Serwery gry nie były szczególnie łaskawe. Poza tym miałem wrażenie, że gram po prostu w dobrą strzelankę. Jasne, że już w becie można odblokować jakąś kosmetykę, ale nie odbiega ona szczególnie od tego, co jest w innych stonowanych grach. Dlatego właśnie dziwią mnie negatywne opinie w stosunku do gry, szczególnie wygłaszane przez osoby, które nie grają, a zakładają jaka gra jest. Obiektywnie beta Call of Duty: Black Ops 7 pokazała, że jest jeszcze nadzieja dla tej serii. Trzeba tylko na chwilę odrzucić pesymistyczne podejście do życia.
Mała dygresja na koniec
Dopiero po napisaniu recenzji, w momencie publikowania, zacząłem się interesować, jakie są ogólne opinie na temat gry. Nie takie z Reddita czy Instagrama, a od… Influencerów. Okazuje się, że najwyraźniej Activision nie zapłaciło standardowej ekipie, więc sporo osób znanych z gadania o strzelankach zupełnie pominęło betę. Ci, co jej nie pominęli, zazwyczaj mieli bardzo dużo złego do powiedzenia o grze. To, jaka gra jest w odczuciu poszczególnych osób, jest oczywiście kwestią osobniczą. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że w obecnych czasach dominuje narzekanie i negatywny punkt wejścia. Nawet podczas bety Battlefielda 6 wiele opinii było zwieńczonych stwierdzeniem w stylu „i pozostaje tylko czekać, żeby zobaczyć, co spieprzą”.
Czy cały rynek gier nie poszedł przypadkiem za daleko? Wszyscy narzekają, że ta nowa, ładna gra kiepsko działa na ich kilkuletnim sprzęcie. Chwalą proste gry, stworzone przez małe zespoły. Wybierają sobie kilka niszowych gier, które chwalą ponad wszystko. Nostalgia popycha graczy w stronę nienawiści, wściekłych ataków na deweloperów, wydawców i siebie nawzajem. Wojny platform nadal trwają w najlepsze. Mizoginia sprawia, że każda gra z kobietą w roli głównej jest zła. Wszechobecna homofobia ma podobny efekt. Gdzie się podziała radość z grania i świadomość tego, że gry nie są naszym prawem, tylko są przywilejem? Nie we wszystko trzeba zagrać, nie wszystko trzeba kochać, ale też nie o wszystkich grach trzeba mieć silną opinię.