Trend, który zdecydowanie nie zyskał dużej popularności, to wypuszczanie małych gier, które są łącznikiem między dużymi premierami. W moim odczuciu każda seria, której odsłony wymagają lat do ukończenia, powinna takie spin-offy mieć. Sprawiłoby to, że dostaniemy więcej gier, takich jak American Fugitive, bo American Fugitive powinno być wydane jako GTA i byłoby genialnym sukcesem oraz nostalgiczną przejażdżką.
Czym jest American Fugitive?
W przypadku American Fugitive mamy do czynienia z GTA w pierwotnej formie. Naszym bohaterem jest Will, któremu będziemy towarzyszyć podczas jego perypetii, patrząc na niego z góry. Niczym w GTA i GTA 2. Dlaczego więc to GTA nie jest? Pomijając oczywiste kwestie, mam wrażenie, że Rockstar Games i Take-Two Interactive preferują doić swoich klientów, zamiast dostarczyć im coś, w co faktycznie warto grać. Długi czas na stworzenie GTA VI nie wynika z tego, że gra ma być tak cudownie dopracowana, a raczej z tego, że GTA Online nadal zarabia dla nich krocie i to źródełko najpewniej zacznie schnąć po premierze GTA VI. Zamiast dostarczyć fajną, nawet małą grę, preferują dodawać kolejne pakiety pojazdów i broni do GTA Online, żeby kura znosząca złote jajka dawała ich jeszcze więcej. Na scenę wkracza Fallen Tree Games, które znane jest z niczego. American Fugitive to ich pierwsza nie-mobilna gra i jest zaskakująco dobra.
Złodziej wrobiony w morderstwo

Co dokładnie poszło nie tak, nie powiem. Zdradzę tylko, że Will pewnego dnia odwiedza dom swojego ojca, żeby znaleźć jego ciało. Zbieg okoliczności chciał, że policja akurat jedzie na miejsce zbrodni i znajduje Willa przy zwłokach. Nieco partactwa i korupcji sprawia, że Will zostaje zamknięty w lokalnym więzieniu. Odrobina determinacji sprawia jednak, że z niego ucieka, próbuje stanąć na nogi i rozwiązać tajemnicę śmierci w rodzinie. Gra rozpoczyna się jak każde GTA. Mamy odrobinę wprowadzenia, w którym zwiewamy z więzienia i uczymy się wszystkiego, co będzie nam potrzebne do przetrwania. Jak jeść, używać przedmiotów i dokonywać włamań. Te będą bardzo ważne. Will jest bowiem z zawodu włamywaczem, który nie boi się ubrudzić sobie rąk. Po ucieczce świat American Fugitive staje przed nami otworem. Przynajmniej w części, ponieważ tutaj mamy kolejny klasyczny element GTA – mosty do kolejnych części mapy są zerwane i zostaną naprawione po osiągnięciu konkretnego punktu w fabule.
Zaskakująco mało strzelania, ale dużo włamów

American Fugitive w dużej mierze da się przejść bez używania broni. Jest jej pod dostatkiem, ale jedyne momenty, w których ona się przydaje, to nieliczne zasadzki, gdzie walczymy przeciwko sporym grupom przeciwników. W pozostałych przypadkach albo zadania są bardziej kreatywne, albo da się je wykonać z samochodu. Implementacja broni pozostawia też wiele do życzenia, więc to może nawet dobrze, że nie używa jej się dużo. Największe problemy sprawia to, że mimo współdzielenia puli amunicji, musimy mieć konkretną broń w ekwipunku, żeby podnieść amunicję danego typu. Jeśli więc mamy najlepszą strzelbę, a gdzieś leży obrzyn, to musimy go podnieść, żeby zyskać amunicję. Wtedy już każdy kolejny, po którym przejdziemy, doładuje pulę. Strzela się natomiast całkiem znośnie, jeśli już mamy w broni amunicję.

Broń nie jest ważna. Ważne są włamy. Podczas podchodzenia do zdecydowanej większości budynków, możemy zajrzeć przez okno i sprawdzić, co to za pomieszczenie i czy jest puste. Szybkie obejście budynku daje nam więc ogląd na to, czy warto. Jeśli uznamy, że warto, to możemy wejść po cichu, otwierając drzwi wytrychem lub po prostu otwierając drzwi kluczem, albo nie. Tutaj opcji jest więcej. Cegła przez okno i łomem przez drzwi to najpopularniejsze opcje. To jednak uruchomi alarm i mamy określony limit czasu na przeszukanie domu, zabranie wszystkiego, co cenna i ucieczkę. Im większe i ciekawsze pomieszczenie, tym więcej czasu zajmie nam jego przeszukanie i podczas głośnego włamu raczej nie uda nam się przeszukać wszystkiego. Ważne są więc priorytety. Biuro, salon i sypialnia często kryją wartościowe przedmioty. Łazienka to leki i opatrunki, a korytarz często skrywa klucze do domu i samochodu zaparkowanego przed nim. Włamy to ciekawa przerwa od eksploracji.
Unikalny klimat

Mimo swojej nazwy – American Fugitive – gra nie traktuje za bardzo o byciu zbiegiem. Nikt nie rozpoznaje nas na ulicy. Gdy zostaniemy aresztowani, pojawiamy się znowu na mapie, jak gdyby nic się nie stało. Śmierć też ma mniej konsekwencji niż GTA, do którego porównywałem tę grę. Nie zmienia to jednak faktu, że gra jest klimatyczna i powiedziałabym, że relaksująca. Pozwala się cieszyć spokojną rozgrywką w niewielkim amerykańskim mieście, gdzie rządzi skorumpowana policja, przemytnicy szmuglują samogon, a lokalny grabarz jest seryjnym mordercą, któremu musimy pomóc z kilkoma wpadkami. Tak, w grze moralności wiele nie ma, bo też Will, gdy natknie się na ofiarę podczas włamania, może po prostu zakończyć jej żywot. Kara za to jest żadna, wręcz jest to najszybszy sposób rozwiązania problemu. American Fugitive to po prostu powrót do czasów, gdy gry były prostsze.
Nawet (poważnych) problemów nie ma wiele

Ostatnio wiele myślałem o problemach, jakie gry mają i nie mogłem znaleźć jednej bez żadnego. American Fugitive ma wiele, jednak wpisują się one w kanon “pomniejszych niedogodności”. Policja jest na przykład zbyt agresywna podczas pościgu, co sprawia, że często po prostu blokują cię z każdej strony i jedyna opcja to wjechać z drzewo albo ścianę. Samochody policyjne to bowiem jednymi z najszybszych i “najcięższych”. Wytrzymałość samochodów jest jednak zaskakująco kiepska. Już 1-2 policjantów strzelających z pistoletów potrafi sprawić, że nasz samochód stanie w płomieniach, co frustruje, bo skuteczna ucieczka raczej się nie uda, gdy już ktoś zaczyna do nas strzelać. Z drugie strony gra jest stabilna i podczas moich około 40 godzin gry, musiałem ją uruchomić ponownie tylko raz.
GTA 2 dla współczesnego odbiorcy

Nie grałem dużo w pierwsze trzy GTA. Dopiero GTA III ze swoim trójwymiarowym światem przyciągnęło moją uwagę. Jestem jednak w stanie docenić to, czym wczesne gry były. Były katalizatorem, który stworzył nowy gatunek. Tym przyjemniej jest po dziesiątkach lat pograć w grę, która czerpie z nich tak wiele, a jest taka inna. American Fugitive jest ostateczną wersją GTA z widokiem z góry. Gra też regularnie pojawia się na wyprzedażach, choć nawet pełna cena za nią nie jest wygórowana. Zdecydowanie warto.