Mainframe Industries wypuściło niedawno Pax Dei w ramach usługi Game Pass. O ile pierwsze godziny w grze są ciekawe, to z czasem zaczyna brakować dosłownie wszystkiego. Kontrastuje to z mechanizmami, które zmuszają cię do grania każdego dnia.
Na pierwszy rzut oka
Gdy zaczynamy grę, każe nam ona wybrać miejsce startu. Jest ich wiele, na kilku mapach, a gra nic nam o nich nie mówi. Szybkie sprawdzenie “optymalnego” miejsca startu mówi nam, że są lepsze i gorsze miejsca. Bez żadnej wiedzy wybieramy więc jedno z nich i zaczynamy eksplorować. Znajdujemy patyki, kamienie, glinę, a kilka godzin później mamy funkcjonujące zabudowania. W rozbudowie jesteśmy ograniczeni do niewielkiego kawałka ziemi, za który musieliśmy zapłacić darmowym żetonem. Zaczynamy stawiać piece, warsztaty, zabudowania i stroimy okolicę. Wszystko jest całkiem ładne. Zabudowania są ładne, okolica jest ładna. W okolicy grasują dziki, do kopalni nie ma daleko. Równie daleko jest do rzeki na południu, gdzie jest trzcina i glina. Ogarniamy już podstawy, bo większość umiejętności jest już na poziomie nastym. W tym momencie rozglądasz się po okolicy. Widzisz, że niewiele więcej możesz tutaj zrobić. Zadajesz sobie pytanie. Co dalej?
A źle mówili o Falloucie 76

Mniej więcej to było moje 20 godzin gry. Skupiłem się na rozbudowie i poznawaniu gry, jednak gdy przyszło do zrobienia czegoś więcej, byłem zagubiony. Ludzie narzekali, że Anthem był pusty. Krytykowano Fallouta 76, że w grze nie ma żadnych NPC. Tymczasem mamy Pax Dei, które nie dość, że nie ma NPC, to nie ma zadań. Człowiek może zacząć grać i robić to, na co ma ochotę. Mam wrażenie, że właśnie taki jest marketing gry. I w takim podejściu nie ma nic złego. Wiele gier właśnie na takiej swobodzie bazuje. DayZ i Rust to dwa przykłady, które na szybko przychodzą mi do głowy. Większość gier ma jednak jakiś cel lub rozgrywka nie trwa w nieskończoność. Pax Dei jest puste i nieskończone. Przy Pax Dei Fallout 76 z dnia premiery to gra, która była pełna treści i z potencjałem.
Co to jest Pax Dei?

Pax Dei to gra MMO, której celem jest zbudowanie swojego własnego kawałka osady w grze inspirowanej europejskim średniowieczem. Położono duży nacisk na systemy rzemieślnicze i rozbudowę, które przywodzą na myśl gry pokroju Conan Exiles. Bawimy się jednak na ograniczonym obszarze niczym C.A.M.P. w Fallout 76. Musimy zacząć od zbierania kamieni i patyków, aby stworzyć pierwszą broń i narzędzia. Następnie zdobywamy coraz więcej zasobów, które pozwalają nam na szybszy rozwój. Od drewnianych i kamiennych narzędzi, przez miedziane, po żelazne. Postęp jest dość standardowy. Z uwagi na to, że rozgrywka jest permanentnie online, raz na jakiś czas spotykamy innych graczy. Można z nimi handlować, komunikować się i ruszać na wspólne przygody. Jeśli jednak ich nie ma, to gra wydaje się pusta, a o innych graczach przypominają nam tylko porzucone przez nich zabudowania.
Ładna i stylowa

Coś, czego nie można zarzucić Pax Dei, to brzydota. Gra jest ładna i utrzymana w ładnym stylu. Można go opisać jako inspirowany średniowieczem. Dominują dziewicze lasy, rzeki i stepy. Budynki to głównie kamienne i drewniane konstrukcje, które są utrzymane w realistycznych ramach. Podobnie jest z narzędziami, wyposażeniem i wszelkimi dodatkami. Przekłada się to też na rzemiosło, ponieważ różne przedmioty wymagają dość realistycznych komponentów, jak węgiel drzewny wypalany w specjalnym piecu, który buduje się z ogromnych ilości gliny, a sam wymaga zasilania dużą ilością drewna. Jest w Pax Dei też komponent magiczny. Możemy przywoływać ciała z niebezpiecznych miejsc, magicznie się leczyć, używać błogosławieństw i przysług. Nie spotkałem się jednak z kulami ognia, piorunami na zawołanie i tym podobnymi. Magię Pax Dei bardziej można określić jako boską interwencję, która dodaje warstwę mistycyzmu, jednak nie narusza ram ogólnego stylu gry.
Po przerwie zaczynasz od zera

Problem z Pax Dei, największy z nich, odkryłem dopiero po czasie. Pisanie recenzji przeciągnęło się nieco i wróciłem do gry po miesiącu. Okazało się, że moja osada została zamrożona. Dlaczego? Każdy skrawek ziemi, który przyjęliśmy w naszym imieniu, zostaje zarezerwowany na miesiąc. Po tym czasie albo wykorzystamy kolejny żeton, albo osada zostanie zamrożona. Można nadal z niej korzystać, jednak rozbudowa jest niemożliwa. Po 2 dniach zaczyna popadać w ruinę i trwa to przez kolejne 2 dni, kiedy to zostajemy z niczym. Dosłownie. Mamy przy sobie tylko to, co udało się nam zabrać. Czy dostajemy kolejny żeton? Nie. Musimy go kupić. Oczywiście jest darmowa wersja, jednak wymaga ona zainwestowania dość dużej ilości złota i codziennego logowania do gry. Mam jednak wrażenie, że taka opcja została umieszczona w grze tylko po to, żeby nie można było powiedzieć, że darmowej opcji nie ma.

Jeśli chcemy z niej skorzystać, to musimy zamienić się w handlarza i zacząć sprzedawać przedmioty, żeby móc zarobić na łaskę bogów. I to jest właśnie największy problem. Rozumiem, że brak takiego systemu mógłby doprowadzić do przeludnienia. Dlaczego jednak po prostu nie dać darmowego żetonu co miesiąc? W momencie, w którym wróciłem do gry, moja osada zaraz zacznie niszczeć, a nie mam odpowiednio dużo czasu, żeby zebrać odpowiednią ilość łaski, jestem zmuszony zacząć za kilka dni od zera. Moja motywacja do grania w Pax Dei jest bliska zeru. Na pewno nie kupię subskrypcji Premium, ponieważ sama w sobie nawet żetonu nie daje, bo za pierwszą opcję z nim trzeba dopłacić jeszcze raz tyle. Nawet nie widzę opcji kupienia samego żetonu. Dlaczego?
Screeny inne niż rzeczywistość

Czy Pax Dei jest dla ciebie? Musisz odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy nie przeszkadza ci to, że gra jest pusta? Bez narracji i żadnego ukierunkowania? Czy nie przeszkadza ci to, że po przerwie musisz zacząć od zera? Ostatecznie, czy masz z kim grać? Pax Dei może być fajną grą. Jestem tego pewien. Mam jednak wrażenie, że Mainframe Industries stworzyło piaskownice, jednak zapomnieli o piasku. Nawet wspominany Fallout 76 posiadał fabułę, zadania, terminale, a jego świat nie był pusty, do momentu bliższego przyjrzenia się grze. Nie jest to też gra survivalowa, w której liczy się przetrwanie i walka z naturą. Pax Dei to z jednej strony gra ciekawa i pełna potencjału. Z drugiej nie wygląda, żeby deweloperom śpieszyło się go wykorzystać, a kreatywność losowych graczy nigdy nie dorówna pięknym promocyjnych grafikom i nie stworzy tętniących życiem miast. Sądzę, że na to liczyli deweloperzy.
Jak grać dalej?

Ostatecznie więc za około 150 złotych dostajemy grę, która może odciąć nas od prawie całej rozgrywki. Jeśli nie zdobędziemy lepszego sprzętu, który pozwoli nam zabijać NPC, nie zdobędziemy monet. Za monety nie kupimy łaski, a darmowa, codzienna łaska, którą dostajemy, nie pozwoli nam kupić żetonu, ponieważ sumuje się do mniej niż 400 punktów. Pax Dei, mimo zapłacenia za grę, może więc odciąć nas od najistotniejszego elementu rozgrywki – budowania. Musimy wtedy zaczynać grę na nowej postaci, albo logować się przez 40 dni. Niech ktoś znajdzie grę, która w równie wysokim stopniu uniemożliwia rozgrywkę, zanim zapłacimy? I to nie tak, że gra ostrzega przed tym podczas rozgrywki. Niech ktoś znajdzie grę, która wydaje się być większym oszustwem.
Jedna odpowiedź
Bzdury piszesz. Żeton nie kosztuje tyle co subskrybcje. Po przerwie nie zostajesz z niczym. Koszt działki za łaskę to 2-4h wyprawy na moby.