Pixelophobia

Deadliest Catch: The Game – Niebezpieczna przygoda u wybrzeża Alaski

Ultimate Games dało mi ich najnowszą grę konsolową. Jest to port gry Deadliest Catch: The Game, która pojawiła się na komputerach trzy lata temu. Nie wiem, dlaczego, ale zaczyna mnie nieco irytować masa gier, które są prostymi portami z PC na konsolę, które nie biorą pod uwagę tego, czym jest i jak wygląda kontroler.

Symulator na licencji

Mam wrażenie, że niewiele symulatorów jest licencjonowanych. Ten akurat jest. Bazuje na reality show produkowanym przez stację Discovery o tej samej nazwie. Skupia się na połowie krabów u wybrzeży Alaski. Robota nie jest prosta, za to jest niesamowicie monotonna, a ty jesteś przez dni na śmierdzącym statku. To nie są wycieczkowce. To nie są kontenerowce. Siedzisz na kutrze. Deadliest Catch: The Game chce oddać dokładnie to samo w grze. Na szczęście zapachów nie czuć, ale cała reszta się zgadza. Naszym ograniczeniem jest sezon połowu kraba. Trwa on w grze 14 dni, a czas płynie nieustannie. Siedzimy w porcie, robiąc listę zakupów, a czas leci. Płyniemy na miejsce połowu, a czas leci. Sezonów możemy jednak powtarzać kupę, a wypaść z biznesu ciężko. Wystarczy wypłynąć i nie wracać do momentu aż skończy się nam paliwo. Po wszystkim sprzedajesz wszystkie kraby, płacisz ewentualne kary i wypływasz ponownie.

Nie mówię też, że jest łatwo

Deadliest Catch: The Game, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Połów krabów jest nudny. Przygotuj klatkę, wyrzuć klatkę, poczekaj, zbierz klatkę. Potem ją wypakuj, posortuj kraby dobre, złe i przyłów. Zachowaj pierwsze, wyrzuć drugie, zmiel trzecie. I tak w kółko.

Głównym problemem w Deadliest Catch: The Game jest monotonia. Nudy, które opanują nas już w pierwszych godzinach gry, mają się ciągnąć przez kilkadziesiąt kolejnych. Gra wymaga od nas, w celu odblokowania wszystkich osiągnięć, złapania miliona krabów. Średnio z klatki jesteśmy w stanie wyciągnąć od 30 do 50, więc przyjdzie nam rozstawić około 20 tysięcy klatek. Rozstawianie każdej to natomiast ten sam schemat. Ustawiasz klatkę na wyrzutni za pomocą dźwigu. Przyczepiasz boje, wkładasz przynętę i wyrzucasz klatkę za burtę. Czekasz około pół dnia. Wyciągasz klatkę z wody, odkładasz boje i sortujesz połów. Rykoszetem dostaje się rybom, ale te możemy zmielić na dodatkową przynętę. Ostatecznie nienadające się kraby wyrzucamy za burtę. Kroków jest sporo, a każda klatka do dokładnie to samo. Na szczęście prawie wszystko można zautomatyzować za pomocą załogi. Zależnie od wybranego stadium połowu, mogą oni wykonywać różne funkcje. Na przykład, gdy jeden sortuje, drugi może już przygotowywać kolejną klatkę.

Jest za to z błędami

Deadliest Catch: The Game, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Niestety gra ma tendencje do zwalniania, niskiej stabilności, nieczytelnego UI i przeróżnych innych, często niewytłumaczalnych problemów.

Problemem jest jednak masa błędów. Pominę już fakt stabilności i płynności działania gry i skupię się na problemach, których doświadczymy, jak gra będzie już działać. Raz na jakiś czas wasze sterowanie zostanie zupełnie odwrócone. Prawo to lewo, góra to dół. Dlaczego? Nie wiadomo. Przyciski na kontrolerze wydają się nieprzypisane do żadnych funkcji. Na przykład kontroler daje nam możliwość zmiany kamery w prawie każdej sytuacji. Niestety nigdy nie udało mi się tego zrobić. Dodatkowo po kilku godzinach stworzyłem zapis gry, który po prostu zniknął po ponownym uruchomieniu gry. W grze są błędy graficzne, które sprawiają, że przedmioty się przenikają, utrudniając wybranie odpowiedniej opcji, a tablet jest niesamowicie toporny w obsłudze. To urządzenie, które miało nam pomóc zarządzać grą, znacznie ją utrudnia. To wszystko wygląda jak pośpieszne i nieprzemyślane. Szczególnie chodzi tutaj o kwestie związane z portem na konsole. On wydaje się po prostu… Być.

Nie jest za to dobrze

Deadliest Catch: The Game, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Gra jest pozbawiona upiększaczy. Nie jest też ładna sama w sobie. Można by powiedzieć, że pod względem rozgrywki i wyglądu jest to typowy przedstawiciel gatunku.

Ultimate Games chce od nas za tę grę nieco ponad stówę. Czy warto tyle za nią dać? Wątpię. Gra ma mieszane recenzje nawet na PC, które wiedzie wśród platform, na które pokazują się symulatory. Nie pomaga tutaj fakt tego, że port jest zrobiony na odczepnego. Ultimate Games, nie zależy mi na waszej porażce. Musicie sobie radzić na giełdzie. Pomogę wam za darmo, jeśli chcecie skonsultować ze mną wasz kolejny port. Chciałbym, żeby kiedyś te gry były przyjemne. Na razie są niestety toporne. Brakuje opcji takich, jak suwak FOV i czułości analogów. Sterowanie podczas używania tabletu jest mało intuicyjne. Będziesz się zastanawiać, dlaczego nie możesz kupić umiejętności. Da się ją zaznaczyć. Widać cenę, ale nie ma możliwości kupienia jej. UI i UX leżą, po prostu leżą. Jeśli więc lubisz nieco masochizmu, to Deadliest Catch: The Game będzie dla ciebie idealne. W przeciwnym razie, pomiń tę grę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autor
Picture of Łukasz

Łukasz

Hej, to jest przykładowy tekst. Na pewno go *kiedyś* zmienię!

OpenCritic Contributor

Kategorie

Taka sobie reklama