Gra Recenzja

Warhammer nie dla hardkorów – Recenzja Warhammer Quest 2: The End Times

Warhammer Quest II: The End Times, Xbox One, recenzja, review

Warhammer Quest to gra przygodowa, którą Games Workshop wydało w latach 1995-1998. W międzyczasie wydano grę na komórki i dwie dodatkowe planszówki. Teraz pojawiło się Warhammer Quest 2: The End Times, które wydane zostało pierwotnie na komórki, a teraz pojawiło się także na konsolach i PC. Czy warto się zainteresować tym portem?

Skąd się wzięło i co to jest?

Warhammer Quest 2: The End Times, recenzja, review, Xbox One
Gra nie jest brzydka, widać, że została zaprojektowana z myślą o ekranach o dużej rozdzielczości, co sprawia, że wygląda ładnie nawet na telewizorze.

Warhammer Quest zaczęło jako tańszy i prostszy odpowiednik pozostałych gier w świecie Warhammera. Planszówka była dość popularna wśród początkujących graczy i tych, których nie było stać na wydatek pieniędzy, lub czasu, wymaganego do grania w pełnoprawną grę. Z czasem jednak zapomniano o serii, do momentu w którym Rodeo Games wydało w 2013 roku Warhammer Quest na komórki. Była to tania strategia turowa, która zawierała wiele uproszczonych mechanik i animacji. Z czasem doczekała się wersji na PC i konsole, a Games Workshop wydało dwie dodatkowe wersje gry w formie planszówki. W 2017 roku nowe studio – Perchang – założone przez dwójkę prezesów (w tym prezesa Rodeo Games) stworzyło Warhammer Quest II: The End Times i ponownie na komórki. Ponad rok później gra ukazała się na PC, a w grudniu 2019 roku także na konsole. Mamy ponownie do czynienia z portem, ale ten wydaje się lepszy od poprzedniego, chociaż gra w dużej mierze bazuje na podobnych, znacznie uproszczonych, mechanikach gry turowej, bez wodotrysków i ciekawych pomysłów. Jest to po prostu kolejna turówka w świecie Warhammera, które pokazuje się jak grzyby po deszczu.

Żart, a nie strategia

Warhammer Quest 2: The End Times, recenzja, review, Xbox One
Większość lochów składa się z dużych pomieszczeń połączonych wąskimi przejściami, co pozwala eliminować przeciwników jeden po drugim.

Warhammer Quest 2: The End Times miała być poważna strategia, która wymaga myślenia i planowania naprzód, ale prawdę powiedziawszy, to grze niesamowicie mało dużo brakuje do każdego sloganu marketingowego, którym rzucono przed jej premierą. Zacznijmy od tego, że z wagi na to, że gra została wydana na komórki, to ani nie wygląda cudownie, ani nie posiada masy opcji, które widzieliśmy w grach wywodzących się z PC, czy konsol. Nawet spora ilość innych gier w uniwersum Warhammera, które zostały wydane na komórki, chociażby Warhammer 40000: Space Wolf, może pochwalić się bardziej złożoną i rozbudowaną rozgrywką w systemie turowym. Przez większość gry byłem w stanie pokonać przeciwników sporadycznie zmieniając sprzęt mojemu zespołowi i raz na jakiś czas podnosząc wszystkim poziom. W brak jakiegokolwiek taktycznego myślenia, czy potrzebny zastanawiania się nad kolejnymi ruchami. Przeciwnicy często ślepo idą w naszą stronę, stając przed nami z 2 z 3 punktów akcji wymaganymi do zaatakowania, a jednostki walczące na dystans często nie ruszają się, pozostając łatwym celem dla naszego łucznika, który ma zasięg o jeden większy.

Ukryte rzuty kością

Warhammer Quest 2: The End Times, recenzja, review, Xbox One
Jedyna strategia, którą trzeba kilka razy przećwiczyć to takie ustawienie postaci, żeby nie blokować sobie ataków dystansowych, nie można strzelać w kogoś w drugim rzędzie.

Całokształt rozgrywki jest dość prosty w Warhammer Quest 2. Na samym początku zostajemy wrzuceni do lochu, w którym uczymy się podstaw rozgrywki naszymi dwoma początkowymi bohaterami – Marcusem Hammerfallem i Meharvą Darkshade. Pierwszy walczy z bliska, a druga na dystans. Przy tym już względem poprzedniej odsłony gry zostało uproszczone kilka rzeczy. Wycięte zostały mechaniki sprawiające, że gra stawała się losowa, takie jak punkty odpowiadające za używanie umiejętności, a te zostały niejako przypisane do ekwipunku postaci. Teraz każda akcja wymaga od nas punktów akcji. Dodatkowo niestety nadal nie wiemy jak zachowa się nasza postać w kontakcie z przeciwnikiem, bo wszystkie obliczenia są przed nami ukryte. Czy ma znaczenie, czy przeciwnik stoi od nas dwa pola, czy 7? Nie wiemy. Czy większa jest szansa, że uniknie ataku, czy może uda nam się trafić? Nie wiemy. Na szczęście przy dość niskim poziomie gry nie ma to dużego znaczenia, ale szkoda, bo chciałbym wiedzieć dlaczego atakując długim łukiem moja elfia strażniczka trafia, a atakując krótkim już nie. Niestety nie wytłumaczono też ochrony przed obrażeniami i typów ataku, czego samemu trzeba się domyślić. Na przykład pająki są dość odporne na obrażenia kłute, więc lepiej wziąć jakiś buzdygan niż łuk na polowanie w pajęczym leżu.

Port sam w sobie całkiem dobry

Warhammer Quest 2: The End Times, recenzja, review, Xbox One
Wizyta w mieście ogranicza się do kilku opcji – treningu, rekrutacji, zakupów, albo wzięcia zadania. Generalnie dostępne są zawsze trzy z czterech opcji.

Gra jest rzecz jasna portem gry z komórki. Nie oznacza to, przynajmniej w tym przypadku, że jest grą złą. Kontroler i dotyk mają do do siebie, że wbrew pozorom są do dość bliskie sobie systemu sterowania, a i translacja interfejsu jest całkiem przyjemna. Oba wymagają dużych napisów, dużych ikon i wyraźnych oznaczeń. Sprawia to, że na konsoli gra się dość przyjemnie, nigdy nie spotkałem się z problemami ze sterowaniem, czy obsługą gry. Niestety czasami występują problemy z długimi podróżami, ponieważ gra lubi się zaciąć po wyznaczeniu niektórych konkretnych tras, ale rozwiązaniem jest obranie trasy przez punkt pośredni i problem znika. Gra też nie wygląda źle, w przeciwieństwie do pierwszego Warhammer Quest, gdzie ewidentnie było widać piksele teł lochów. Tutaj mamy do czynienia ze znacznie lepszą robotą. Niestety, jak już kilka razy wspomniałem, fakt, że gra wywodzi się z komórki znacznie wpływa na styl gry i sprawia, że doznania z nią związane są bardziej relaksujące niż wymagające.

Nie dla hardkora

Warhammer Quest 2: The End Times, recenzja, review, Xbox One
W grze mamy 4-osobowe zespoły, ale postaci możemy mieć do dyspozycji więcej. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić postać z maksymalnym poziomem za kilka tysięcy.

I właśnie w tym miejscu uważam, że gra jest źle promowana. Jeśli potrzebujesz strategii turowej, której akcja dzieje się w klasycznym świecie Warhammera, która pozwoli tobie zrelaksować się po godzinach rozgrywki w XCOM-a, to Warhammer Quest 2: The End Times będzie grą idealną dla ciebie. Ja nie potrzebuję takiej gry, ale swój cel zdecydowanie osiągnęło Games Workshop, bo zacząłem zastanawiać się nieco nad całą historią świata, gdzie dokładnie dzieje się akcja gry, gdzie wpasowuje się w kanon świata i gdzie mogę kupić planszówkę do gry ze znajomymi. Nawet zacząłem się zastanawiać w jednym ze sklepów z planszówkami, czy przypadkiem nie kupić sobie na próbę jakiejś figurki do pomalowania, bo to wydaje się dziwnie relaksujące. W każdym razie – Warhammer Quest 2: The End Times to prosta, relaksująca strategia turowa, w której nie trzeba wiele myśleć, w którą można grać bez wlepiania wzroku z telewizor, a najlepiej, grać w nią na komórce. W ten sposób będzie można zabrać ze sobą grę, w której będziemy mogli rozegrać jeden loch w drodze do pracy, na uczelnię, do szkoły, czy czekając w kolejce. A to wszystko za jedyne 23,99 zł, a nie 137,49 zł.



Gra została dostarczona przez Chilled Mouse

Grano na Xboksie One X.

6
Warhammer Quest II: The End Times:
6

Leave a Reply