Gra Recenzja

Co zrobi twój Stan? – recenzja The Stanley Parable: Ultra Deluxe

The Stanley Parable to mod Half-Life 2, który z czasem doczekał się premiery w 2013 roku na PC. Podobnie jak wiele innych modów, które stały się grami – DayZ, Counter-Strike, Chivalry – i w tym przypadku gra odniosła sukces. Po prawie 10 latach gra zawitała na konsolach. Czy nadal trzyma poziom? Czy dla konsolowców też jest fenomenalna?

Gra, która chciała być sprytna

The Stanley parable: Ultra Deluxe, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Biuro Stanleya. Miejsce w którym wszystko się zaczyna. Wszystko się zaczyna. Wszystko się zaczyna. I tak w kółko wszystko się zaczyna.

Po premierze The Stanley Parable, okazało się, że gracze dostali w ręce coś bardzo interesującego. Nie pamiętam już, jak tłumaczono sens gry, ale na pewno było tam coś o wolności i podejmowaniu decyzji. Gra składa się bowiem z wyborów, których możemy dokonywać niemalże na każdym kroku. The Stanley Parable ma swoje kanoniczne zakończenia, jednak spora część z nich to zupełnie dziwaczne wydarzenia, które resetują grę. Jak zejdziesz do podziemi, zamiast lecieć do biura szefa, Narrator rozważa kwestie szaleństwa, w które popada nasz bohater. Innym razem mamy monolog o wyborach i szczęściu. Kolejne zakończenie to natomiast detonacja całego budynku. Przy tym gra chce być sprytna. Niemalże wszystko, co jesteśmy w stanie zrobić w grze, jest komentowane przez narratora. Od wyborów, które podejmujemy, przez komentarze o lokalizacjach, po bezpośrednie odnoszenie się do naszego zachowania podczas gry. W 2013 było to iście szokujące, że Narrator komentuje nasz pośpiech.

Filozoficzna podróż przez ludzką psychikę

The Stanley parable: Ultra Deluxe, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Czy dowiadując się, że jesteś częścią eksperymentu, jesteś częścią eksperymentu?

The Stanley Parable to ciekawa gra. Nie można o niej zbyt wiele powiedzieć, bo całe doświadczenie bazuje w niespodziewanych komentarzach i rozkazach narratora. Musisz robić to, co on mówi? Możesz, ale na każdym kroku możesz dokonać innego wyboru. Postępowanie niezgodnie z instrukcjami może czasami doprowadzić cię do miejsca, które jest ciekawsze niż główna ścieżka gry. Nawet czasami narratorowi może wydać się to lepsze niż faktyczna droga, którą zaplanował. Gra jednak pokazuje, że mimo iluzji wyboru, wyboru nie mamy. Idealnie prezentuje to jedno z zakończeń, gdzie stoimy w pomieszczeniu, gdzie widać każdą naszą dotychczasową decyzję i też te, które podejmiemy w najbliższej przyszłości. Iluzja wolności. Tak naprawdę The Stanley Parable to zbiór metafor, które zostały upchnięte w jedną grę. The Stanley Parable: Ultra Deluxe, to więcej tego samego. Jest to kolejna warstwa nałożona na grę, która jest po części nostalgiczna, a po części po prostu dodaje grze nieco humoru.

Co się więc zmieniło?

The Stanley parable: Ultra Deluxe, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Nowa zawartość w Ultra Deluxe to jakby zaczątek The Stanley Parable 2, gdyby ktoś doszedł do wniosku w pewnym momencie, że to nie ma sensu.

Ultra Deluxe to w zasadzie jeden wielki żart. Początkowo, gdy doświadczymy kilku zakończeń, pojawią się nowe drzwi z napisem „New Content”. Po wejściu w nie mamy dostęp do nowatorskiej mechaniki. Możemy nieco poskakać w kółku. Narrator nie jest zadowolony, więc zostawia nas na chwilę, gdy pracuje nad swoją własną wersją nowej zawartości. Chwilę później dostajemy urywek tego, czym byłoby The Stanley Parable 2… A raczej koncepcji nowych mechanik i funkcji, które są zdaniem narratora znacznie lepsze. Jest też oczywiście muzeum nostalgii, które mogłoby zostać nieco inaczej zrobione. Obecnie jest to po prostu nostalgiczne zakończenie gry. Uważam, że to powinna być osobna sekcja gry, gdzie wszystkie nagrody są pokazane, gdzie najlepsze recenzje są widoczne. Najgorsze też, co tych była masa. Niemniej jednak Ultra Deluxe to masa dodatkowej zawartości. Dostajemy też dostęp do emocjonalnego wsparcia w postaci wiadra, które zupełnie zmienia sporą część rozgrywki.

The Stanley Parable to jest część historii

The Stanley parable: Ultra Deluxe, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Korporacyjny korytarz wypełniony szafami na dokumenty, a przez sam środek linia fabularna. Znajdźcie mi inną grę, w której jest taki ewenement.

Obecnie The Stanley Parable zapisane jest na kartach historii gier wideo. Jest to fenomen 2013 roku, o którym było głośno. Opowieść, morał i narracja gry były genialne i trzymają poziom po latach. Osiągnięcia, które po części wyśmiewają gracza za to, co jest w stanie zrobić dla osiągnięć. Trochę wyśmiewają się z ludzkiej mentalności, a przy tym gra ma masę żartów sytuacyjnych, które są po prostu śmieszne. Odbierzesz telefon, a podczas rozmowy potwierdzasz zamówienie na kartony? Cały następny reset gry będzie cały w kartonach. No i jest słynne osiągnięcie, które odblokowujesz dopiero po 10 latach. Na chwilę obecną odblokowało je około 10% graczy. Podróże w czasie? Nie sądzę. Jest tylko jedna rzecz, która mnie wkurzyła. Osiągnięcie, które mówi, że gracz ma grać cały wtorek w The Stanley Parable. 24 godziny. Czyste marnotrawstwo energii. Crows Crows Crows i Galactic Cafe mają na sumieniu środowisko. Jeśli ci na nim nie zależy, kupuj.

Grano na Xboksie Series X

The Stanley Parable: Ultra Deluxe to "reimagening" pierwotnej gry. Oznacza to po prostu kilka nowych zakończeń. Nie to jest jednak ważne. Jest to bowiem pierwszy raz, jak gracze na konsolach będą mogli doświadczyć tego fenomenu z 2013 roku. Gra została dostarczona do celów recenzenckich przez wydawcę.

8
The Stanley Parable; Ultra Deluxe:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.