Gra Recenzja

Kogo niepokoją lalki? – recenzja The Sorrowvirus: A Faceless Short Story

The Sorrowvirus – A Faceless Short Story to kolejna gra od eastasiasoft, która ma nieco wyższą wartość produkcyjną od wielu innych gier, które wydali. Jest to dzieło studia Watchmaker i podobno jest to jeden z najsmutniejszych horrorów. Tylko dlaczego?

Śmierć lekarstwem na wszystko

The Sorrowvirus, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Wyatt budzi się w swoim pokoju, nie wiemy, czy jest świadom swojego stanu. Wszystkiego dowiemy się razem z nim z nagrań i notatek rozsianych w grze.

Może nie do końca śmierć, ale stan uśpienia duszy. The Sorrowvirus opowiada historię Wyatta, który jest chory i którego rodzice zarażają tytułowym wirusem. Ma on powodować przeniesienie duszy człowieka do czyśćca, który ma mieć lecznicze właściwości. Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem, a sam wirus nie do końca działa jak się spodziewano. Choroba naszego bohatera wydaje się powracać szybciej i z większą siłą za każdym razem, gdy jest w czyśćcu. Wydaje się on też tracić zmysły, wariować nieco bardziej za każdym razem. Naszym zadaniem jest przeprowadzenie Wyatta przez tę krótką przygodę, która sama w sobie jest ciekawie skonstruowana. Nie ma w niej zapisów gry, nie ma punktów kontrolnych, a całość powinna nam zająć 45-60 minut, a ostatecznie dać nam jedno z czterech zakończeń. Taki sposób opowiadania historii jest ciekawy, jednak może powodować frustracje. Pod koniec jednej z rozgrywek musiałem odejść od konsoli, a ta postanowiła się wyłączyć. Postęp stracony.

Jest ładna, jest szybka, jest pusta

The Sorrowvirus, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Gra jest całkiem ładna, środowiska są intensywnie udekorowane, nie zajdziemy w niej pustych korytarzy. Nie znajdziemy też wielu elementów do interakcji. Świat jest pełen i pusty jednocześnie.

Grając kilka razy w The Sorrowvirus, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś włożył masę pracy w grę. Z drugiej strony widać tutaj głównie ciężką pracę nad grafiką, teksturami i otoczeniem, znacznie mniej nad rozgrywką. The Sorrowvirus wiedzie gracza przez korytarz, w którym czasami idzie się zgubić. Przede wszystkim gra ma tendencję do zapędzania nas w ślepy zaułek, w którym nie wiadomo co zrobić. Często będziemy w sytuacji, gdzie idziemy wytyczoną nam ścieżką, a ona kończy się ścianą. Czasami wystarczy się obrócić i możemy iść dalej. Czasami jednak chodziłem w kółko, nie wiedząc, co mam dalej zrobić. Fajnie, gdyby otoczenie pozwalało nam zabić w jakiś sposób nudę. Domeną każdej chodzonej gry jest bogactwo środowiska, któremu można się przyjrzeć. Tutaj nie ma zbyt wiele poza elementami ważnymi fabularnie i kilkoma rodzajami przedmiotów kolekcjonerskich. Nic nam jednak po nagraniach i kilku papierach. Przez to gra wydaje się pusta, pomimo swojego wyglądu.

Koszmar psychologiczny, czyli jump scare i laleczki

The Sorrowvirus, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Gra bazuje w dużej mierze na prostych straszakach z wykorzystaniem laleczek i mrocznej dziewczynki. Czasami jednak zdarzy się, że na naszej drodze stanie coś groźniejszego.

Cała masochistyczna przyjemność płynąca z The Sorrowvirus wynika bezpośrednio z typu gry, jaką ona jest. Mamy tutaj do czynienia z horrorem z najczystszej formie. Jest to jednak bardziej horror psychologiczny, który w zupełności nie bazuje na akcji. Będziemy się to skradać, ale na pewno nie wypalimy magazynka w twarz zła. Tutaj spacerujemy. Zło pojawia się głównie za naszymi plecami albo daleko, na skraju naszego pola widzenia. Czy idzie się przestraszyć? Jasne, że tak, nawet lepiej niż w niejednym horrorze. Jest to jednak niski poziom przerażenia. Szybko mija, bo wywołany jest przez lalki, które pojawiają się znikąd, czy też ciemną postać dziewczynki biegnącą nagle w kierunku korytarza. Są też mroczne postacie, których dotyk jest dla nas bolesny. Otoczenia, po których chodzimy, są natomiast podzielone na te bardziej realistyczne i te bardziej niepokojące. Bramą między nimi są nagrania, które prezentują nam fabułę gry. Jest to koncepcja prezentacji fabuły rodem z symulatorów chodzenia.

Zapowiedź większej historii

The Sorrowvirus, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Technicznie gra jest dobrze wykonana, chociaż dużo brakuje jej w kwestii interaktywności i przyjaznego interfejsu. Sprawia, że zaciekało mnie to, czym będzie Faceless.

The Sorrowvirus to samodzielna gra, jednak podtytuł mówi nam znacznie więcej, niż by się mogło wydawać. Adam Sklar i studio Watchmaker pracują nad grą Faceless. The Sorrowvirus miało być grą Slander: The Eight Pages, jednak po problemach z kampanią crowdfundingową i właścicielu, który uciekł z kasą, pracę zawieszono. Prawa do używania marki „Slenderman” nigdy nie odzyskano, ale część osób, zapaleńców bez doświadczenia, pozbierało do kupy pozostałości gry. Narodziło się Faceless, które ma być grą kooperacyjną, chyba czymś na zasadzie The Blackout Club. The Sorrowvirus to zapowiedź, teaser i technologiczna pokazówka, która ma pokazać, że faktycznie praca na grą trwa, będzie wyglądać w takim stylu i będzie miała takie elementy rozgrywki. Jak na pokazówkę, to szkoda, że nie jest darmowa, ale też jak na godzinną grę, zapłacenie 70 złotych to nieco dużo. Gra sama w sobie jest ok, ale cena odpycha, jak za krótką historyjkę.

Grano na Xboksie Series X

The Sorrowvirus to gra od studia Watchmaker, która jest technicznym demem i wprowadzeniem do gry Faceless. Gra miała problemy związane z kampanią crowdfundingową, uciekającym właścicielem i musiała zostać reanimowana przez inny zespół. The Sorrowvirus to pokazówka, w której nowy zespół udowadnia, że coś robi. Chcą za nią 70 złotych. Warto? Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

7
The Sorrowvirus - A Faceless Short Story:
7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.