Gra Recenzja

Recenzja The Infectious Madness of Doctor Dekker

The Infectious Madness of Doctor Dekker

The Infectious Madness of Doctor Dekker to dziwna gra. Po pierwsze należy do wymarłego gatunku FMV. Nie był on zbyt popularny i aktorzy nie byli zbyt dobrzy w swoich rolach, więc grom przewidywany był tylko jeden los. Teraz Wales Interactive wskrzesiło gatunek wydając kilka kolejnych tytułów, nieograniczonych rozmiarem nośnika.

The Infectious Madness of Doctor Dekker Recenzja / Review
Marianna wydaje się być Arielką, budzi się na plaży, cała mokra, nic nie pamięta i jest ruda

Nie jest to jedyna gra FMV w którą grałem. Jakiś czas temu grałem w już niedostępne Intel Discovered. Tytuł używał Kinecta, został zrobiony przez Wahoo Studios (które znane jest bardziej pod nazwą NinjaBee) i pozwalał nam wcielić się w rolę bohatera kina akcji. Muszę przyznać, że jest to znacznie ciekawsza koncepcja niż statyczne gry FMV. W The Infectious Madness of Doctor Dekker wcielamy się bowiem w rolę następcy doktor/-a Dekker/-a, ponieważ ten nadział się i zakończył żywot. Naszym zadaniem jest przejęcie jego pacjentów, którzy borykają się z przeróżnymi problemami psychologicznymi, i przy okazji rozwiązanie zagadki jego morderstwa. Niby robota prosta, ale jednak trochę się namęczymy przy tym. Pacjenci są bowiem nie zawsze skłonni do współpracy, mają wiele do powiedzenia i musimy pisać pytania do nich samodzielnie. Możemy bowiem wybierać dialogi z listy, ale niektórych wątków brakuje. Zawsze możemy obejrzeć filmiki z zadanych pytan i poszukać kursyw w odpowiedziach.

The Infectious Madness of Doctor Dekker Recenzja / Review
Elin jest pół żartem pół serio nazywana przez swoje współpracownice “Aniołem Śmierci”

Konsolowa wersja ma co prawda przykładowe pytania w menu kontekstowym, ale mimo wszystko będziemy musieli sporo pisać. Dlatego The Infectious Madness of Doctor Dekker jest jednym z pierwszych tytułów dla któych odpaliłem aplikację Xboksa na mojej komórce. Pytania czasami, a w szczególności odpowiedzi, muszą czasami być dość precyzyjne i pełnym zdaniem, ponieważ wydawało mi się czasami brakować w nich słowa-klucza. Komórka nie pozwala jednak kontrolować gry w pełni i naciśnięcie paska odpowiadającego za „Y” nie powoduje w grze żadnej reakcji. Po wpisaniu czegoś w okienko musimy chwycić kontroler i zacząć grać normalnie dalej. Gra na szczeście fajnie wszystko tłumaczy w zakładce pomocy, gdzie są prosto wyłożone wszystkie mechaniki gry taki jak sprzeczności w słowach pacjentów, jak używać własnych pytań, czy jaki jest cel gry. Początkowo może się ona wydawać dość niejasna, bo zostajemy wrzuceni w sam środek „akcji”, ale z czasem nabieramy wprawy i zaczynamy rozumieć systemy w grze.

The Infectious Madness of Doctor Dekker Recenzja / Review
Nathan uważa, że jego dni się powtarzają do momentu aż stanie się coś niepowtarzalnego lub traumatycznego

Jednym z ważniejszych jest system świateł stopu. To on jest wyznacznikiem tego jak dociekliwi jesteśmy. Każde z naszych pytań (przynajmniej tych, które gra uzna za podstawne) jest zapisywane w dzienniku do którego mamy swobodny dostęp. Tam widzimy, czy wątek został wyczerpany, a jeśli nie to jak istotny dla fabuły jest. Wątki oznaczone jako „**” są istotne i mogą zawierać ważne informacje, natomiast wątki oznaczone jako „*” mogą zawierać dodatkowe informacje o postaci, ale nie są fabularnie istotne. A pacjenci są niesamowici. Nie są to ludzi zabrani z ulicy, bardziej są wyjątkowymi osobnikami, których na pewno nie zapomnimy. Jedna z pacjentek jest pielęgniarką geriatryczną i sporo jej pacjentów umiera. Jest zielarką, wspomina że łatwo kogoś przez przypadek zabić ziółkami. Czy ona im pomaga? Jeden z pacjentów jest grabarzem i jego dzień ma 25 godzin. Wydaje się jemu, że każdego dnia o północy czas się zatrzymuje, a on dostaje od życia godzinę w prezencie.

The Infectious Madness of Doctor Dekker Recenzja / Review
Cała fabuła gry bazuje na filmowych reakcjach pacjentów na nasze pytania

Do rozgrywki musimy się nieco przyzwyczaić, bo ma kilka ciekawych elementów. Na pewno plusem gry jest fakt, że za każdym razem gdy rozpoczyna się rozgrywka wybierany jest inny morderca. Jest jednak tylko jeden akt, w którym następują różne akcji z których możemy wywnioskować kto zamordował i lista jest już dostępna w Internecie. Ale nawet jeśli chcemy użyć ściągi w tej kwestii, to warto zagrać w The Infectious Madness of Doctor Dekker chociażby dla opowieści i niesamowitych doświadczeń pacjentów. Siedząc późno w nocy, z telefonem w jednej ręce i kontrolerem w drugim, śmiałem się słuchając odpowieści dziewczyny, która wydaje się być Arielką, czy kobiety będącej na tyle rozpieszczoną, że wbicie noża między żebra męża uważa za niewielki spór małżeński w ktory policja nie powinna być angażowana, a jedynym powodem dla którego przyszła na terapię jest uniknięcie więzienia. Chociaż i tak wydaje mi się, że mąż nie żyje. Jest coś dziwnego w tym jak o nim mówi.

Claire ma tendencje do wybuchów agresji, poza tym że wydaje się mieć zbyt dużo pieniędzy

The Infectious Madness of Doctor Dekker jest ciekawą grą, która zasługuje na uwagę, jednak nie wiem czy jest miejsce na rynku dla wielu takich tytułów. Ponieważ gra wymaga od nas minimum interakcji, jest powtarzalna i jest liniowa aż do ostatnich minut rozgrywki, uważam że nie da się w nią z przyjemnością grać więcej niż jeden raz. Wydaje mi się dodatkowo, że gra FMV powinna dostać 10 za grafikę, bo jakby nie patrzeć, lepszej się nigdzie nie znajdzie. A więc? FMV. Jest miejsce dla takich gier? Na razie nie pojawia się ich dużo, a Wales Interactive wydaje się mieć monopol na wydawanie ich na konsole. Te gry wymagają na pewno dużo wysiłku. Nagrywanie aktorów, kompresja wideo, to wszystko wymaga czasu i talentu. Ale czy tak naprawdę warto?



Gra została udostępniona przez Wales Interactive

Recenzent spędził w grze 5 godzin, zdobywając 16 osiągnięć, i nadal starając się zdobyć kilka ostatnich osiągnięć przeklikując przez dialogi

8
Dźwięk:
8
Grafika:
9
Rozgrywka:
7

Leave a Reply