Gra Recenzja

Czas polatać – Recenzja The Falconeer

The Falconeer powstał w umyśle Tomasa Sali i był dość mocno promowany zarówno przez wydawcę gry — Wired Productions, jak i Microsoft. Miała to być piękna gra, która pokazuje niektóre z kluczowych cech Xboksa Series X, ale czy gra jest tak ładna, jak zapowiadano? I jak działa na nowym Xboksie?

4K albo 120 klatek na sekundę

The Falconeer, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S, recenzja, review
The Falconeer działa płynnie na każdej konsoli, ale tylko Xbox Series X i S pozwalają na wyświetlanie gry w 120 klatkach na sekundę i wysokiej rozdzielczości.

Microsoft chciał przygarnąć pod swoje skrzydła The Falconeer, żeby pokazać, do czego zdolny jest nowy Xboks. Gra ma możliwość wyświetlania obrazu w rozdzielczości 4K i 60 klatkach na sekundę albo 1800p i 120 klatkach na sekundę na Xboksie Series X. Xbox Series S oczywiście nie może pochwalić się takimi osiągami, ale osiąga 120 klatek na sekundę w rozdzielczości 1080p. The Falconeer to jednak nieco, jak chwalenie się rozdzielczością i ilością klatek na sekundę w grach wyścigowych, czy sportowych (jeśli nie jesteś świadomy, drogi czytelniku, na konsolach owe gry zawsze osiągały największe rozdzielczości i największą płynność. The Falconeer to nie jest gra bardzo wymagająca. Bazuje na uproszczonych modelach i otwartym świecie, w którym nie znajdziemy zbyt wiele poza wyspami i otwartą wodą. Mimo tego, że w moich oczach znacznie lepiej to, co mogą nowe konsole, pokazuje chociażby Call of Duty: Black Ops Cold War, czy też Observer: System Redux, The Falconner to nadal niesamowite osiągnięcie Tomasa Sali, który stworzył tę grę od podstaw w niewielką pomocą specjalistów.

Monotonny los sokoła

The Falconeer, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S, recenzja, review
Fabuła i zadania są przedstawiana w monologach postaci, które na bieżąco aktualizują nasze cele misji i opowiadają o konfliktach mieszkańców archipelagów.

O ile The Falconeer to naprawdę ciekawa koncepcja i niesamowita robota jednego człowieka, nie można zapomnieć, że to nie dzieło sztuki, które wisi w mieszkaniu na haku, a gra, w którą jednak się gra. Rozgrywka natomiast nie jest genialna. Jesteśmy „pilotem” ogromnego sokoła, który służy nam za maszynę wojenną. Kraina, w której żyjemy, jest niemalże w całości przykryta wodą. Wodny świat przychodzi na myśl. Wśród okolicznych mieszkańców wydzieliły się frakcje, spośród których każda kontroluje jakąś część dostępnego lądu. Gra jest podzielona na rozdziały, spośród których pierwszy jest samouczkiem, gdzie opanujemy wszystkie ruchy naszego sokoła, a cztery kolejne opowiadają losy jednej z frakcji. Każda ma swoje zdanie na temat innych i unikalne podejście do wydarzeń w grze. Każdą z historii można przejść w dowolnej kolejności, a wszystkie razem wzięte dają nam pełny obraz historii regionu. Cały problem polega niestety na tym, że jednolitość świata i podobieństwo frakcji sprawiają, że gra jest do bólu powtarzalna i kilkukrotnie ziewałem, wykonując kolejne zlecenie polegające na locie, kilku strzałach i powrocie do zleceniodawcy. The Falconeer jest grą, którą trzeba dozować sobie w małych dawkach.

Wolność przestworzy

The Falconeer, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S, recenzja, review
Gra wygląda ładnie, ale daleko jej do fotorealistycznego wyglądu. HDR nieco pomaga w scenach nocnych, bo wystrzeliwane pociski i światła wyglądają genialnie.

Lot jest najważniejszym elementem gry, w której się lata. Dość logiczne. Podejść jednak można do niego na wiele sposobów i o ile War Thunder, czy też Microsoft Flight Simulator, mają dość oczywisty model lotu do zaimplementowania, to The Falconeer nie ma się czym inspirować. Dostaliśmy więc grę, w której ptak zachowuje się nieco jak bardzo zwinny samolot, a więc może robić beczki, nagłe zwroty, czy nawet niemalże zatrzymać się w powietrzu. Z tego też powodu większość walk powietrznych w The Falconeer wyglądała dla mnie dość schematycznie. Kręciłem się w kółko z przeciwnikiem, nawzajem się ostrzeliwując, licząc na to, że to nie mi punkty wytrzymałości spadną pierwszemu do zera. Mimo tego, że z czasem nabrałem nieco doświadczenia w locie sokołem, to musiałem się zmuszać, żeby po prostu nie zostawić gry i nie zagrać w coś innego. The Falconeer nie oferuje wystarczająco różnorodności, szczególnie na początku, gdy musimy latać na patrolach, czy wybrać się po jakiś przedmiot w oddalone miejsce i wrócić do miasta. Co prawda nie różni się to wiele od każdej innej przygodówki, ale w nich mamy lasy, widoki, postacie. Tutaj mamy smagane wiatrem wysepki i wzburzone morze.

Nie oczekuj za wiele

The Falconeer, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S, recenzja, review
Z prostego menu miasta możemy wziąć zadania, kupić przedmioty i ulepszenia broni, a także dowiedzieć się nieco więcej o świecie przedstawionym.

Nie ma wątpliwości, że The Falconeer to ładna gra, która wykorzystuje to, co Xbox Series X i S mają do zaoferowania. Nie ma też wątpliwości, że Tomasowi Sali należy się wielkie brawo za stworzenie tej gry, bo jest ona imponująca, jak na projekt jednej osoby, zważywszy na to, że gorsze gry robią wieloosobowe studia. Są jednak elementy gry, które można by dopracować. Latania jest zdecydowanie za dużo, dzięki czemu spędzimy godziny rozgrywki na lataniu z punktu A do B, a o ile broń można modyfikować, to cały czas mamy wrażenie używania tylko jednej. Powtarzalność to główna wada tej gry i o ile da się to zarzucić większości gier, to w tej szczególnie kłuje to w oczy. The Falconeer to gra ładna mimo uproszczonych modeli terenu, płynnie animowana i w gruncie rzeczy przyjemna, jednak po prostu nudna. Ja w pewnym momencie po prostu włączyłem sobie podcast i zamiast wsłuchiwać się w dźwięk załamujących się fal, słuchałem rozmów.

4k, 60 FPS vs 1800p, 120 FPS

The Falconeer, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S, recenzja, review
Utrata jakości w przeskoku z 4K na 1800p nie jest na tyle duża, żeby usprawiedliwić nie korzystanie z 120 klatek na sekundę.

Na koniec mały suplement dotyczący rozdzielczości i płynności. Standardową opcją w grze jest wyświetlanie jej w 4K i 60 klatkach na sekundę, jednak gra oferuje także możliwość zwiększenia liczby klatek na sekundę do 120. Wiąże się to jednak ze zmniejszeniem rozdzielczości. Zmiana następuje z 4K na 1800p. Skąd ta dziwna rozdzielczość? Nie jest standardem, więc mam wrażenie, że Tomas Sala skalował grę w dół do stopnia, w którym da się osiągnąć płynne 120 klatek na sekundę. Jest różnica? Jest, ledwo zauważana. Rozdzielczość zmienia się tak naprawdę z 2160p na około 1800p, więc nie ma wielkiej utraty rozdzielczości, jednak widać, że niektóre oddalone tekstry tracą odrobinkę gładkości, zyskując delikatny efekt „ząbków” przy niektórych granicach. Czy jest to zauważane w rozgrywce? Zdecydowanie nie. Czy gra jest płynniejsza w 120 FPS? Zdecydowanie tak. Moja rekomendacja? Mniejsza rozdzielczość, więcej klatek na sekundę.



Grano na Xboksie Series X

Gra została dostarczona na potrzeby tej recenzji.

7
The Falconeer:
7

Leave a Reply