Gra Recenzja

Recenzja The Blackout Club

The Blackout Club, Xbox One, recenzja, review

The Blackout Club to gra, która zaistniała w umysłach twórców The Magic Circle. Question to zdecydowanie utalentowany zespół, którego członkowie dali nam wcześniej gry, takie jak BioShock, Dishonored i Eldritch. Jest to jednak mały zespół, który pozwolił wielu błędom przeniknąć do finalnej wersji The Blackout Club. Ale czy niedopracowania psują tę porządną koncepcję?

Rodzice kontra dzieci

The Blackout Club, Xbox One, recenzja, review
W grze każdy ma do wyboru jeden z trzech gadżetów – kuszę ze środkiem uspokajającym, hak z liną, albo paralizator

Fabuła The Blackout Club jest w gruncie rzeczy dość ciekawa. Lokalne dzieci doświadczają zaników pamięci, budzą się w swoich łóżkach zmęczone, zabłocone i zakrwawione. Zakładają The Blackout Club. Szybko okazuje się, że pod miasteczkiem toczy się drugie życie ich rodziców, którzy są kontrolowani przez niewidzialne potwory. No, niewidzialne, jeśli ma się otwarte oczy, bo okazuje się, że doskonale widać ich sylwetki, gdy się zamknie oczy, ale o tym wkrótce. Klub postanawia przeprowadzić dochodzenie i ostatecznie uporać się z mrocznymi mocami, które opanowały ich rodziny. Stajemy w walce przeciwko dorosłym i kilku wynalazkom, które towarzyszą im podczas nocnych patroli. Nie ma w grze dużo przemocy, co sprawia, że jest jeszcze bardziej wymagające niż inne horrory. Zamiast rozwiązać jednym strzałem między oczy, będziemy musieli unikać przeciwników, odwracać ich uwagę i chować się przed nimi. Początkowo jest to trudne, ale z czasem zwiększa się liczba rodzajów przeciwników i zamiast bycia słyszanym, musimy też martwić się o bycie widzialnym.

Śpiochy, Świadomi i Kształty

The Blackout Club, Xbox One, recenzja, review
Każdy z przeciwników zachowuje się inaczej, więc ważne jest nauczyć się na początku jak rozróżnić jednych od drugich

W grze mamy cztery zasadnicze grupy przeciwników. Są śpiochy, które chodzą po mieście, nadal w stanie głębokiego snu. Nie widzę nas, ale ich słuch się wyostrzył. Są to przeciwnicy dość prości do ominięcia, jednak jeśli już nas usłyszą, to zaczną za nami szarżować, a my będziemy musieli wiać, najczęściej generując dodatkowy hałas. Nieco później w grze pojawiają się świadomi, którzy nie słyszą, a widzą. Potem czeka nas kontakt z kształtem ludzkiej sylwetki, który zaczyna nas śledzić, a my widzimy go z zamkniętymi oczyma. Czwarta grupa to, o dziwo, inni gracze w roli szpiegów. Nie mają oni dużego wpływu na rozgrywkę, ale dane im będzie szpiegować poczynania naszej grupy i raportować wszystkie zajścia rodzicom. Z tego niewielkiego zestawu gra potrafi złożyć całkiem ciekawe poziomy, ale element nie został dopracowany wzorowo, szczególnie, jeśli chodzi o widzenie z zamkniętymi oczyma. Jakiś geniusz doszedł do wniosku, że dobrym pomysłem umiejętność będzie włączało się przytrzymując Y na Xboksie. W czym problem? W tym, że gdy włączymy możliwość widzenia tracimy możliwość rozglądania się, ponieważ nasz kciuk jest już zajęty i nie mamy jak sterować prawym analogiem.

Powtarzaj do bólu

The Blackout Club, Xbox One, recenzja, review
W trybie współpracy, jeśli mamy z kim grać, możemy planować wspólne akcje, albo ochraniać innych graczy

Niestety gra nie oferuje wiele pod względem miejsca do rozgrywki. Razem mamy do dyspozycji trzy niewielkie regiony, w których przyjdzie nam zmagać się ze specjalnie wygenerowanymi zadaniami. Po kilku grach zaczęło mnie ogarniać znudzenie, bo o ile raz musiałem znaleźć plakaty, potem wykraść dane, a jeszcze kiedy indziej zebrać dowody filmowe, to wszystko działo się w obrębie kilku domów na ulicy i może trochę pod ziemią. To tak, jakby gra RPG składała się z masy „fetch questów” w obrębie jednego miasta. Można zagrać kilka razy, ale na dłuższą metę, po co? Wraz z kolejnymi poziomami odblokujemy drugi i trzeci region, który wzbogaci rozgrywkę, ale ostatecznie nadal będziemy ograniczeni do niewielkiego skrawka terenu, który da się przebiec na jednym pasku wytrzymałości. Gdyby gra była osadzona w otwartym świecie, to byłaby znacznie ciekawsza i na pewno oferowałaby dużo wyzwań. Na tam małym obszarze rozgrywka trwa 10-15 minut, po czym wracamy do naszej kryjówki, po czym znowu uruchamiamy kolejną misję. I tak w kółko aż do znudzenia, albo 20 poziomu.

Gra, w którą nikt nie grał

The Blackout Club, Xbox One, recenzja, review
Każdy sposób eliminacji przeciwnika jest tylko chwilowy, warto więc wiedzieć jak dostać się na dach, tutaj można czuć się bezpiecznie

Nie najważniejszym aspektem, ale podkreślanym przez deweloperów, jest fakt, że The Blackout Club to kooperacyjna gra online. Gdy wejdziemy jednak do gry i wyszukamy serwerów, to nie uświadczymy żadnego. W The Blackout Club nikt nie gra. Podczas mojej rozgrywki dane mi było spotkać tylko jedną osobę, która dołączyła się do mnie i pomogła w wykonaniu kilku zadań, ale tak szybko jak się pojawił, tak zniknął mój tajemniczy pomagier. A to nie tak, że inni by się nie przydali. Każda z postaci w grze może mieć swoją rolę, swoje gadżety i wymagane umiejętności. Osobiście najczęściej biegam z paralizatorem, który pomaga wydostać się z tarapatów, ale przy niemalże każdym podejściu mam wrażenie, że bardziej przydała by mi się lina, która pozwala dostać się w niedostępne miejsca. Na szczęście całość rozgrywki można przeprowadzić samemu, a partnerzy będą nam potrzebni do zdobycia tylko kilku łatwych osiągnięć. No i kilkoro przydałoby się do współpracy, bo jak ona wychodzi, to aż mam ochotę przybić wirtualną piątkę z moim partnerem.

Co-op skazany na powolną śmierć

W grze możemy wcielić się też w rolę szpiega, ale zważywszy na żałośnie niską liczbę graczy, nie będzie nam dane kogokolwiek śledzić

Niestety wraz z brakiem graczy The Blackout Club traci na znaczeniu. Wydanie 125 złotych na grę, w którą nie przyjdzie nam z nikim innym zagrać, grę, która zaczyna nudzić się po godzince grania, nie wydaje się najlepszym pomysłem jaki można mieć. The Blackout Club to w gruncie rzeczy dobra gra, która ma ciekawą koncepcję i dziwi nieco brak zainteresowania mediów tym tytułem oraz niemalże nieistniejąca grupa fanów. Widać, że Question to utalentowana grupa deweloperów, która włożyła sporo ciężkiej pracy w tę grę, ale ostateczny efekt rozczarowuje nie z uwagi na jakość, a pustkę.



Gra została dostarczona przez Evolve PR

Recenzent spędził w grze 4 godzin, zdobywając 6 osiągnięć i żałując, że nie ma z kim dalej grać.

7.4
Dźwięk:
8
Grafika:
7
Rozgrywka:
6
Błędy:
8.5

Leave a Reply