Gra Recenzja

Wschodnie okopy – Recenzja Tannenberg

Tannenberg, recenzja, review, Xbox One

Tannenberg to samodzielny dodatek do Verdun. W momencie, w którym Verdun ukazało się na konsolach, gracze na PC dostali Tannenberg. Musieliśmy czekać aż 3 lata, żeby w końcu gra pojawiła się po raz pierwszy na PC i muszę przyznać, że było warto czekać. Tannenberg jest znacznie lepsze niż Verdun!

Koszmary frontu wschodniego

Tannenberg, Xbox One, recenzja, review
Front wschodni był zupełnie inny niż zachodni. Mniej było tutaj linii okopów, a więcej mniejszych umocnień, co widać odzwierciedlone w wyglądzie map.

Verdun przenosiło nas na front zachodni I Wojny Światowej. Mogliśmy walczyć w pozostałościach Lasu Argońskiego, we Flandrii, czy Pikardii. W ramach standardowych walk musieliśmy walczyć o kontrolę frontu, co odpowiadało schematom walk w tym regionie. Jedna strona atakowała, potem druga kontratakowała, artyleria robiła jeszcze większe dziury w ziemi, a potem następowała kolejna fala ataków. Mamy tutaj jasno wyznaczone linie okopów i walka trwa o nie. Na froncie wschodnim sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Armie były znacznie bardziej mobilne, front nigdy się nie ustalił, a więc nie było też okopów. Istniały natomiast umocnienia i to jest oddane w Tannenberg. Głównym trybem walki jest teraz „Maneuver”, gdzie mapa podzielona jest na sektory, a naszym celem jest kontrolowanie całej mapy i ostatecznie zajęcie sztabu przeciwnika. Walka jest dynamiczna, często trzeba się wycofywać z odciętych sektorów, a same sektory posiadają wiele punktów odrodzeń, które pozwalają przeprowadzić frontalny atak, albo oskrzydlić przeciwnika. Będziemy mogli walczyć o Prusy Wschodnie, Galicję, Karpaty, Polskę, czy uczestniczyć w starciach na pograniczu Rumuńsko-Bułgarskim. Specjalnie z okazji premiery gry na konsolach dodano też nową mapę, na której przyjdzie nam stoczyć walkę o umocnienia Przemyśla.

Mniej zabawek do wyboru

Tannenberg, Xbox One, recenzja, review
Strzelanie na dalekie dystanse jest trudne w grze. Jedno z osiągnięć wymaga zabicia ze 150 metrów, podczas gdy średni dystans walki w grze to 25 metrów.

Przeniesienie frontu sprawiło, że zupełnie zmieniły się jednostki walczące w starciach. Nie ma już aż tak dużego wyboru jednostek, a co za tym idzie, nie uświadczymy aż takiej różnorodności broni i wyposażenia, jak ta z Verdun. Na chwilę obecną dla obu stron dostępne jest siedem jednostek. Dla Ententy walczą Kozacy, Rosjanie, Rumuni i Litwini. Dla Państw Centralnych walczą Bułgarzy, Austro-Węgrzy i Niemcy. Brak też wyróżniania konkretnych narodowych jednostek, a to nie tak, że nie było okazji, bo na froncie wschodnim także walczyło sporo wyjątkowych jednostek i można było jeszcze dokonać podziału na białych i czerwonych Rosjan, bo i oni różnili się wyposażeniem i umundurowaniem. Tylko czerwoni… Po której stronie oni by w ogóle walczyli? W każdym razie zasób broni też został ograniczony do produkcji rosyjskich, niemieckich i austro-węgierskich z drobnymi zapożyczeniami, takimi jak Peabody-Martini, rewolwer Webley, czy dwie Arisaki. Brakuje jednak klasyków, takich jak brytyjskie karabiny, czy broń automatyczna, która także była wykorzystywana przez obie strony. Walka została w gruncie rzeczy zredukowana do starć karabinów powtarzalnych ze wsparciem ciężkich karabinów maszynowych. Ciekawą podmianą jest też wyeliminowanie broni snajperskiej i zastąpienie jej karabinami jednostrzałowymi, które posiadają mocno zredukowane chwianie podczas celowania. Pozwalają strzelać na dalekie dystanse bez potrzeby wstrzymywania powietrza, ale na nie są tak szybkostrzelna, jak inne karabiny.

Gracze kontra boty

Tannenberg, Xbox One, recenzja, review
Co prawda w Tannenberg da się znaleźć innych graczy, ale trudno będzie zapełnić całą grę, czyli 40 graczy. Jeśli jest ich mniej niż 20, do 20 dopełniają boty.

Boty powracają ponownie, na szczęście. Może dziwnie to brzmi, bo boty są nie do pomyślenia w grach pokroju Battlefielda V, czy Call of Duty: Modern Warfare. Dodanie botów do The Culling wywołało natomiast oburzenie gracz. W Tannenberg jest jednak inaczej. Gra nigdy nie będzie tak popularna, żeby zapełnić chociaż jedną całą grę, a obecność botów pozwala swobodnie grać, nawet jak na europejskim serwerze gra dosłownie kilka osób. Boty co prawda są dość pasywne i czasami nie mogą trafić, ale podkręcenie ich do najwyższego poziomu trudności gwarantuje nie lada wyzwanie. Boty pozwalają też mieć zespół, nawet podczas gry samemu, ponieważ kilka z nich wypełni nasz oddział i będą wykonywać nasze rozkazy z pewną swobodą. Boty pozwalają też łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy za jakiś czas będzie można nadal grać w Tannenberg? Tak, właśnie obecność botów sprawia, że będzie można grać niezależnie od popularności gry, a są znane przykłady gier, które przestały być grywalne tylko dlatego, że brakuje w nich graczy. Special Forces: Team X i Dead Alliance są tutaj pierwszymi grami, które przychodzą na myśl, ale dotyczy to też znanych serii, jak właśnie Call of Duty i Battlefield.

Wciąż widać braki

Tannenberg, Xbox One, recenzja, review
Często możemy spotkać się z widokiem naszego karabinu przenikającego ścianę, ale też możemy spotkać żołnierzy w skrzyniach, czy ścianach budynków.

Niestety Tannenberg nie zdołał obejść się bez kilku braków. Gra nadal, w porównaniu z Verdun, wygląda dość brzydko. Co prawda nie widać pojedynczych pikseli, a odwzorowanie mundurów i wyposażenia jest wzorowe, to widać w grze brak współczesnego wykończenia tekstur, nadania połysku. Nie jest to jednak coś, co dyskwalifikuje tę grę. To jak wygląda Tannenberg to ewidentnie zabieg artystyczny i znak tego, kiedy zaczęto nad grą pracować, czyli prawie 10 lat temu. Nie można jednak przeoczyć bardzo nierealistycznych animacji śmierci, a raczej ich braku i tekstur przenikających powierzchnie. Jeśli chodzi o śmierć, to w momencie zgonu ciało żołnierza staje się wątłe i spada, co skutkuje bardzo dziwnym upadkiem, szczególnie jeśli trafiony żołnierz biegł albo skakał. Idzie się do tego przyzwyczaić, ale jeśli strzelamy kilku przeciwników z rządu i widzimy, jak umierają, widok może się nie podobać. Natomiast problem z przenikającymi teksturami dotyczy głównie broni, które przenikają nasypy i ściany, czy tyłki żołnierzy wystające przez cienkie ściany budynków. Brzydki widok, zdecydowanie do poprawy. W skrócie, granie nie jest odrażająca, ale z drugiej strony nie nie przykuwa naszej uwagi wyglądem.

Jedna z lepszych takich gier…

Tannenberg, Xbox One, recenzja, review
Jeden strzał potrafi zabić, chyba że trafi w nogi. To, w połączeniu z otwartymi przestrzeniami wszechobecnymi w grze, potrafi zestresować.

Tannenberg to jedna z tych gier, których brakuje mi na konsolach. Hardkorowe shootery, chociaż akurat Tannenberg jest po łagodniejszej stronie spektrum, są nie tylko miłe do oglądania na gameplayach, ale także przyjemne podczas gry. Przyjemnie się grało w Insurgency i Day of Infamy, miło wspominam krótkie chwile z Escape from Tarkov, Squad i Post Scriptum, a nawet miło oglądało się mi ostatnio Hell Let Loose. Są to jednak gry, które rzadko spotyka się na konsolach z niewiadomego powodu. Argument, że do tych gier potrzebna jest myszka, dość łatwo obalić patrząc na konkurencyjność konsolowców w Call fo Duty, które jest grą stosującą Cross-Play na najszerszą skalę. Jeśli chcemy pograć w coś, co przypomina rozgrywką którąś z wymienionych gier, ale jednocześnie używamy konsoli, to Verdun i Tannenberg są naszymi najlepszymi opcjami. Są to gry wymagające nieco więcej myślenia i kombinowania niż „mainstreamowe” strzelanki i zapewniają wiele pozytywnych emocji, gdy zaczynamy w grze być co najmniej przeciętni. Tannenberg jest może grą, która ma wiele braków, ale jest też grą, dla której brak alternatyw i która potrafi zadowolić.



Grano na Xboksie One X

Darmowa kopia gry została zapewniona w celu napisania tej recenzji.

8
Tannenberg:
8

Leave a Reply