Gra Recenzja

Recenzja Super Street: The Game

Super Street: The Game, Xbox One, recenzja, review

Dziwne jest, gdy wraz z kodem do recenzji gry dostaje się wiadomość, że grę pobrać co prawda można, ale najlepiej jakby powstrzymać się z jej odpalaniem, bo ważna aktualizacja jest w procesie certyfikacji i zupełnie zmieni niektóre aspekty gry. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że Super Street: The Game ma przerażające oceny.

Super Street: The Game, recenzja, review, Xbox One
Gra używa Unreal Engine 4.2, wersji silnika z 2014 roku

Kontrowersje związane z grą, jak się okazuje, dotyczą głównie braku dopracowania i totalnie skopanej fizyki gry. Samochody zachowywały się jak gokarty bez hamulców, pływały po torze, nie słuchały gracza, a krawężniki często podbijały samochód bardziej niż rampy. Ten bajzel dostał ocenę na poziomie 27% względnie pozytywnych recenzji na OpenCriticu, więc jest jednym z gorszych tytułów dostępnych na konsole. Postanowiłem więc uszanować prośbę faceta od marketingu i ostatecznie grą zająłem się dopiero po długich miesiącach, i recenzję publikuję na najświeższej i wydawałoby się ostatecznej wersji gry. Czy jest tak źle jak było? Chyba nie. Ale czy jest dobrze? Powiem tak – Need for Speed III: Hot Pursuit jest lepszą grą wyścigową, a to była pierwsza w jaką grałem w trójwymiarze.

Super Street: The Game, recenzja, review, Xbox One
Super Street: The Game pozwala nam modyfikować niemalże każdy element samochodu, wnętrze, karoserię, silnik i podwozie

Ale do gry. Zaczynamy ją w garażu i mamy do wyboru nasz „project car”. Dla osób niezaznajomionych z nomenklaturą fanów motoryzacji, jest to ogólnie rzecz biorąc rupieć, nad którym będziemy pracować, żeby po kilku latach i tysiącach złotych w końcu sprostał naszym oczekiwaniom. Tak samo, jak mój kolega chce z Fiata Bravo zrobić podświadomie Alfę Romeo 159. Tak czy inaczej, stoi przed nami 8 składaków bez marek i modeli, ale widać czym samochód oryginalnie był. Jest jakieś Mitsubishi, jakaś Honda, Nissan. Gra ostrzega nas, że to będzie nasz jedyny samochód, więc… Mitsubishi. Zostajemy przeniesieni do garażu, gdzie będziemy spędzać cały czas poza wyścigami. Mamy tutaj całkiem dobre możliwości tuningu samochodów. Możemy zmieniać elementy nadwozia, wnętrza i jednostki napędowej, chociaż chyba większy nacisk niż na postęp postawiono na możliwość dostosowania samochodu do swoich upodobań, bo każdy element coś zmienia, ale każdy jest dostępny od ręki i nie jest tak, że im lepsze części, tym mamy mniejszy wybór. Tutaj każda część daje nam ten samo bonus i różnice są tylko w cenie i wyglądzie.

Super Street: The Game, recenzja, review, Xbox One
Wyścigi w grze to 12 wydarzeń po kilka wyścigów w każdym. Wygranie ich nie będzie jednak łatwym zadaniem, bo SI po prostu oszukuje!

Aspekt budowy samochodu jest naprawdę fajny mimo tego, że w grze jest ich dostępnych tak niewiele. Sporo gier brak różnorodności eliminuje mnogością pojazdów – 594 w Forzy Motorsport 6, 180 pojazdów w The Crew 2, 51 w Need for Speed – tutaj natomiast mamy garaż i jego mnogie możliwości wymian kolejnych elementów maszyny. Gra jest bowiem nie bez powodu sygnowana nazwą jednego z najpopularniejszych magazynów świata motoryzacji – Super Street. Wydawałoby się, że skoro mamy tyle możliwości zbudowania maszyny marzeń, to na resztę gry zostanie położony równie silny nacisk, a my za nasze ciężko zarobione 170 złotych dostaniemy pakiet godzien rywalizacji ze wspomnianymi grami, które nie wydają się o wiele droższe. I gdybyśmy tak myśleli, to bylibyśmy w błędzie. Gra nadal jest dziwna, hamulce nadal dziwnie działają, samochód nadal często nie chce skręcać, samochody przeciwników wydają się znacznie cięższe od naszego i ewidentnie oszukują, lecąc w zakrętach na pełnym gazie i z odrobiną nitro.

Super Street: The Game, recenzja, review, Xbox One
Najnowsza wersja gry zawiera ulepszenia fizyki, ale nadal może zdarzyć się, że chodnik działa jak rampa i podbija nasz samochód w powietrze. Tory tak samo.

Grając w Super Street: The Game ma się wrażenie, że twórcy gry – holenderskie studio Team6 – nie zrobiło postępów w swoich grach od założenia w 2001 roku. Zaczęli oni od kiepskich i tanich gierek wyścigowych i z czasem zaczęli ulepszać wygląd gry i dali nam takie hity jak Mercedes CLC Dteam Test Drive, FlatOut 3 i promo dla Fiata 500. Muzyka w grze wydaje się wyciągnięta ze stockowych bibliotek, silniki brzmią tak samo, nieważne, że jeden to V6 inny W12, a dźwięk pisku opon, choć dość powszechny, to brzmi tragicznie. I rozumiem ekscytację wersją beta gry, która była rozpowszechniana przez wydawcę, bo dopóki gra jest w wersji testowej, to można liczyć na poprawki błędów, jednak jeśli one nie nadchodzą, a za grę żąda się znacznie więcej, niż przyjdzie nam zapłacić za o niebo lepsze i lepiej wyglądające gry od dużych wydawców. Nie ma sensu wspierać deweloperów dla sztuki. Jestem w szoku, że Team6 wciąż dycha po wyprodukowaniu tylu szmir.



Gra została dostarczona przez Lion Castle Entertainment

Recenzent spędził w grze około 4 godzin, zdobywając 15 osiągnięć i mając dość tej gry na najbliższy rok!

4
Dźwięk:
3.5
Grafika:
5.5
Rozgrywka:
3

Dodaj komentarz