Gra Recenzja

Sonic w Tokio – Recenzja Sonic at the Olympic Games

Sonic at the Olympic Games, review, recenzja, iOS, Android

Igrzyska Olimpijskie w Tokio zostały przesunięte na 2021 rok w konsekwencji szerzenia się koronawirusa. Pomimo zaistniałem sytuacji, SEGA postanowiła wydać swoją grę promującą najważniejsze na świecie wydarzenie sportowe, a w roli głównej wystąpi maskotka marki – Sonic. Czy po grze można się jednak spodziewać więcej niż jakości kolejnej promki?

Olimpijskie podróże Sonika

Sonic at the Olympic Games, Android, iOS, recenzja, review
Wszystkie zawody widoczne są na uproszczonym modelu Tokio.

Sonic at the Olympic Games to nie pierwsza gra, w której Sonic bierze udział w zawodach sportowych. Mario i Sonic łączą siły na zawodach od Pekinu w 2008 roku, kiedy to wydano Mario & Sonic at the Olympic Games. W kolejnych latach wydawano kolejne gry dla Vancouver (2010), Londynu (2012), Soczi (2014), Rio (2016) i teraz dla Tokio (2020). Nie jest to też jedyna gra mobilna z Sonikiem w roli głównej, a także nie jest to jedyna darmowa (tak jakby) gra na komórki. Sonic at the Olympic Games to gra darmowa do pobrania, jednak dzieli model handlowy Super Mario Run, czyli tak naprawdę grę dostajemy za darmo, jednak przyjmuje ono postać dema, gdzie będziemy mogli wziąć udział w kilku pierwszych wydarzeniach, a za resztę przyjdzie nam zapłacić około 20 złotych. Czy ma to sens dla gry, w której mamy powtarzalną rozgrywkę przerywaną tylko dialogami o ratowaniu Tokio przed Doktorem Robotnikiem.

Łatwa lekka atletyka

Sonic at the Olympic Games, Android, iOS, recenzja, review
Część zawodów jest do siebie podobna, tylko z drobnymi zmianami.

Gra polega głównie na braniu udziału w konkurencjach olimpijskich, jednak nieco dostosowanych do gry, żeby nie było zbyt nudno. W biegu przez płotki mamy różnej wielkości płotki i na znacznie dłuższym dystansie, w strzelaniu do rzutków, rzutki oddalają się od nas, co znacznie ułatwia ich trafienie podczas opadania, a nie ma typowego ustawienia z nisko i wysoko lecącymi rzutkami. Wspinaczka to bardziej skakanie z punktu do punktu, a skoki do wody polegają na doborze trajektorii, zebraniu maksymalnej ilości pierścieni i wykonaniu… Takiego jakby „ground poundu” w kierunku wody. Wszystkie konkurencje występują też w wersji EX, gdzie dodane są zmyślne boosty, utrudnienia, albo ekstremalne okoliczności rywalizacji, na przykład możliwość strzelania do kilku rzutków jednocześnie, czy wspinaczka po obracających się uchwytach. Żadna z konkurencji nie jest jednak trudna, a przyzwyczajenie się do każdej z nich zajmie nam góra jedną rundę, po czym bez problemu będziemy zdobywać złoto.

Międzynarodowa rywalizacja

Sonic at the Olympic Games, Android, iOS, recenzja, review
Gra nawet oferuje tanią podróbę Icy Tower, która jest prawie niegrywalna.

Jedna z fajniejszych opcji gry jest możliwość konkurencji między krajami. Podczas tworzenia swojego konta w grze, mamy możliwość wyboru kraju pochodzenia, dla którego będą się liczyć nasze postępy. Następnie biorąc udział w konkurencjach, jesteśmy klasyfikowani w międzynarodowym rankingu. Koncepcja jest fajna, jednak już w dniu wydania gry ustanowione były rekordy nie do pobicia. Większość zawodów jest zdominowanych przez japońskich graczy, który robią o co najmniej połowę lepsze czasy i zdobywają dwa razy więcej punktów niż moje najlepsze wyniki.  Było to nieco szokujące, gdy po moim najlepszym sprincie na 100 metrów, kiedy myślałem, że lepiej się dosłownie nie da, zostałem zaklasyfikowany na miejscu w okolicach 15 tysięcy. Trochę szkoda, że nie ma w grze aktywnych mistrzostw, gdzie np. Walczą ze sobą dane kraje, np. skok do wody, gdzie pod uwagę branych jest 100 najlepszych graczy z dwóch danych krajów, a ich uśredniony wynik jest wynikiem kraju. Rywalizacja na takim poziomie daje możliwości, ale niestety Sonic at the Olympic Ganes wykorzystuje ich niewiele.

A teraz nam zapłać!

Sonic at the Olympic Games, Android, iOS, recenzja, review
Gra szybko prosi nad o zapłacenie, inaczej jesteśmy ograniczeni do kilku poziomów.

Największym problemem gry jest jednak to, że niepodobnie do innych promek, jest to gra w gruncie rzeczy płatna. Co prawda grę można pobrać za darmo i ukończyć około 10 zawodów, jednak potem gra poprosi nas o zdeponowanie około 20 złotych za odblokowanie reszty zawartości, albo nieco mniej za odblokowywanie każdego kolejnego regionu osobno. Nie byłoby w tym nieco tragicznego, jednak gra w mojej opinii nie oferuje wystarczająco dużo różnorodności i rozrywki, żeby usprawiedliwić wydawanie na nią pieniędzy. Dodatkowo gra posiada wiele problemów technicznych, jak ekrany ładowania podczas przełączania kolejnych elementów w menu. W grze wydaje się tez być mało zawartości dodatkowej, na którą jest ewidentnie miejsce. Tutaj najlepszym przykładem jest muzyka, ponieważ każda konkurencja ma swój utwór, ale możemy też wybrać dodatkową, mocno ograniczona, muzykę z jednej z poprzednich gier z Sonikiem w roli głównej.

Po prostu promka

Sonic at the Olympic Games, Android, iOS, recenzja, review
Kolejne postacie są do odblokowania, jednak nie w wersji demo gry.

Sonic at the Olympic Games niestety wpada w kategorię po prostu kolejnej promki. Gra nie powala, jakość jej wykonania miejscami jest wątpliwa, a rozgrywka nie wciąga na dłużej niż kilka minut. Dodatkowo blokowanie postępu i umożliwienie odblokowania go za pomocą płatności (a przy tym nienazywanie produktu demem) jest typowo japońskim rozwiązaniem stosowanym przez już kolejnego dewelopera. Ten sam problem miałem z Super Mario Run, bo chętnie bym pograł w tę grę dłużej, gdyby raz na jakiś czas wyskakiwała reklama, ale nie będę płacił 20 złotych za grę, która nawet nie wydaje się zbyt interesująca już po drugim włączeniu. SEGA popełniła błędy, które można by było całkiem łatwo rozwiązać. Grę natomiast warto pobrać i wypróbować, bo recenzja to subiektywna opinia, a pierwsze kilka konkurencji jest darmowych, więc czemu by nie spróbować?

Grano na OnePlus 3T z systemem Android 9 (Pie)

Grano w darmową wersję gry do pobrania z AppStore, Google Play i Amazon Appstore

5
Sonic at the Olympic Games:
5

Leave a Reply