Gra Recenzja

To podobno dobry horror – recenzja Song of Horror

Song of Horror to horror z rodzaju tych klasycznych. Nie pierwsza osoba, nie trzecia osoba, a perspektywa „muchy na ścianie” króluje w tej grze. Nawiązanie do klasycznego Resident Evil kończy się jednak tutaj, bo horroru będzie więcej, a strzelania i uciekania znacznie mniej. Song of Horror to nie gra akcji, a to niesie za sobą konsekwencje.

Nieprzyjemna pozytywka

Grę rozpoczynamy jako Daniel, który pracuje dla jednego z wydawnictw. Autor, który miał przesłać swój manuskrypt, jest nieuchwytny, a czas na złożenie maszynopisu minął. Daniel musi dowiedzieć się, co stało się ze znanym autorem Sebastianem P. Husherem. Po dotarciu do jego domu słyszy dźwięk pozytywki, który dobiega zza dziwnych drzwi, których nie powinno być. Daniel zostaje zamknięty w małym pomieszczeniu, a w tym momencie zaczyna się faktyczna rozgrywka. Każdy z odcinków oferuje nam wachlarz postaci, z których każda może zginąć podczas eksploracji. Gdy tak się stanie, to kolejna postać wkracza do akcji od momentu śmierci tej poprzedniej. Musimy oprzeć się złu, które czai się w pozytywce. „Presence”, bo tak się ono  nazywa, jest ciekawą postacią zła. Rzadko się ujawnia, ale zawsze czuć jej obecność w pomieszczeniu obok. Daje też sporo szans na uniknięcie konfrontacji, a nawet podczas konfrontacji łatwo ujść z życiem.

Horror psychologiczny?

Song of Horror, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Naszym przeciwnikiem w Song of Horror jest „Presence”, które zaklęte w pozytywce, ściąga niczego nieświadomych ludzi swoją kuszącą muzyką.

W Song of Horror nie uświadczymy niemalże żadnej akcji, poza kilkoma QTE. Są one najczęściej uruchamiana w momentach faktycznego zagrożenia postaci, które może skutkować śmiercią. Trzeba wtedy jednak się oprzeć obecności zła albo uniemożliwić złu wejścia do pomieszczenia. W pozostałych przypadkach tylko czuć obecność zła, co objawia się odgłosami zza ściany czy skrzypieniem desek po drugiej stronie drzwi. Jest to coś zupełnie innego niż chociażby Outlast czy Resident Evil, gdzie zło jest realne i cały czas siedzi nam na karku. Tutaj mamy czuć się zmęczeni. Masz zastanawiać się, czy jak otworzysz kolejne drzwi bez przysłuchiwania się im, to wyjdziesz z pomieszczenia, do którego wchodzisz. Dodatkową obawę budzi fakt, że każda postać umiera tylko raz, a jak już nie będzie kim grać, to musimy zacząć grę od nowa. Wtedy przestraszona na śmierć osoba upuszcza swoje przedmioty, a my musimy je podnieść i kontynuować historię danego rozdziału.

Jeden problem, gra na raz

Song of Horror, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Każda z postaci jest nieco inna. Niektóre szybciej się męczą, niektórymi łatwiej oprzeć się złu, a część jest po prostu silniejsza.

Niestety Song of Horror ma jeden poważny problem, którym są skrypty. Rozumiem, że są idealne w kreowaniu atmosfery i opowiadaniu spójnej historii. Z tego powodu Call of Duty zawsze prowadzi nas przez korytarz, żeby opowiedzieć może niezbyt górnolotną, ale spójną historię wypakowaną akcją. Tutaj jest podobnie. Każde wydarzenie, pomimo naszej swobodnej eksploracji, dzieje się w określonym momencie i określonym miejscu. Podczas pierwszej rozgrywki zmiany muzyki i kamery tylko sugerują, kiedy coś istotnego się wydarzy. Gdy gramy w Song of Horror drugi raz, to widzimy jednak, że nie ma żadnej losowości i przypadku w wydarzeniach, które mamy miejsce. Przy odrobinie kombinowania nietrudnym będzie więc przejście gry z utrzymaniem przy życiu wszystkich bohaterów. Średnio mi to pasuje. Mamy fajną mechanikę przykładania ucha do drzwi, żeby sprawdzić, czy czai się za nimi niebezpieczeństwo, której nie musimy używać. Chciałbym w takiej grze nieco losowości, szczególnie że w wiele miejsc można dość kilkoma ścieżkami.

Powrót do korzeni

Song of Horror, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Pomimo tego, że Song of Horror to nie gra akcji, to nadal trzyma w napięciu i dyskomforcie psychicznym. Robi to, co horror robić powinien.

Song of Horror to w założeniu dość sadystyczna gra. Brak komfortu, który czujemy podczas gry idealnie, pasuje do samotnego wieczoru przed zbyt jasnym telewizorem i dobrym systemem audio. Dodatkowo coraz rzadziej spotykana praca kamery przywodzi na myśl klasyki gatunku. Mimo że w grze nie dzieje się wiele, to zawsze trzeba być skupionym i reagować na otaczające nas wydarzenia. Sama rozgrywka nie jest trudna, bo poręczna mapa mówi nam gdzie mamy punkty interakcji. Gdy nie możemy gdzieś czegoś zrobić, to znaczy, że musimy eksplorować nico więcej. Mimo tego, że mamy wiele postaci do wyboru, to naszym głównym bohaterem nadal pozostaje poznany w prologu Daniel. Jest to osoba z wieloma problemami, która ledwo trzyma się w normach społecznych. Nie on jeden ma problem, bo o ile część postaci to osoby z przypadku, część ma swoje problemy. To wszystko tworzy idealny klimat horroru, który chce wrócić do korzeni. Wyszło całkiem nieźle.

Grano na Xboksie Series X

Song of Horror to horror, który nawiązuje klimatem i rozwiązaniami do wczesnych gier, które kreowały ten gatunek. Wyszło chyba dobrze. Dobrze jednak nie oznacza, że bezbłędnie, bo tych jest kilka. Można jednak przymknąć oko na małe niedociągnięcia, gdy gra chce wskrzesić klasykę. Kopia gry do recenzji została dostarczona przez agencję PR.

8
Song of Horror:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *