Gra Recenzja

Klasyczny wygląd i rozgrywka – Recenzja Rusty Spout Rescue Adventure

Rusty Spout Rescue Adventure to gra, która opowiada historię tytułowego Rusty Spouta. Złowrogi pirat będzie musiał żeglować (z pomocą silników parowych) po morzu i mordować kulki. Rusty Spout Rescue Adventure to właśnie jedna z tych gier. Statyczne działko, rzędy kulek do zbicia. Liczy się tylko nasza precyzja. 

Pirat o miękkim sercu

Naszym bohaterem jest samotny pirat, który pewnego dnia dowiaduje się, że jego odwieczny wróg – Cocco – porwał wszystkie dzieci z jego rodzinnej wioski. Odgraża się mrocznemu piratowi, że będzie go gonił na kres świata, jeśli będzie taka potrzeba. Ten odpowiada, że może próbować. No i tyle by było, jeśli chodzi o fabułę. Dość bezceremonialnie zostajemy wrzuceni w pierwszy poziom gry, gdzie nawet nie jest nam wytłumaczone, co mamy robić. Rozumiem, że gra jest prosta i nie wymaga wiele myślenia, a początkowa pomoc w postaci linii celowania pomaga poznać grę, ale brak informacji zaczyna być szybko problemem. Po chyba 10 poziomach miałem pierwszą walkę z bossem, która miała zupełnie inne zasady. Nie wiem, jakie, bo nie zdążyłem ich poznać. Przegrałem w jakieś 10 sekund. Mogłem walkę powtórzyć? Nie. I bum! Okazuje się, że deweloperzy wprowadzili do gry bossa, którego nie da się pokonać. Nie wiem, czy jest coś gorszego… 

Kulki bronią na wszystko

Rusty Spout Rescue Adventure, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Rusty Spout Rescue Adventure to gra, której fabuła mogłaby nie istnieć, ale dałbym dużo za dodatkowe 50 poziomów z elementami łamigłówki.

Rozgrywka opiera się o zasady gry w dopasowywanie. Mamy nasze działko u dołu i pole, na którym pojawiają się kolorowe kulki. Musimy strzelić tak, żeby dopasować co najmniej trzy kulki tego samego koloru. Zadanie nie wydaje się trudne, jednak dość szybko zaczynają się schody. Poziomy są coraz trudniejsze, a gra raczej nie chce nam pomóc. Nie zauważyłem żadnych fajnych początkowych kombinacji kulek, które pozwalają nam wyczyścić spory kawałek planszy za jednym zamachem, co czasami zdarza się w podobnych grach. Celowanie jest wykonane poprawnie, możemy celować wolno, szybko i normalnie, a kulki wciskają się w odpowiednie miejsca z łatwością. Dodatkowo raz na jakiś czas trafi nam się bonus, czyli specjalna kula, która po trafieniu wykonuje pewną akcję. Wybucha i usuwa inne kule dokoła, usuwa cały rząd, czy też usuwa wszystkie kule danego koloru. Nie ma tutaj wodotrysków, wszystko jest bardzo podstawowe. Rusty Spout Rescue Adventure nie odbiega od prekursorów gatunku. 

50 poziomów później… Czas zacząć od nowa

Rusty Spout Rescue Adventure, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Poza trybem fabularnym mamy tryb pojedynku i nieskończony. Jeśli postanowimy w nie grać, Rusty Spout Rescue Adventure okaże się wielogodzinną grą.

Fabuła kończy się równie gwałtownie, co się zaczyna. Wielki zły pokonany, hurra. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Co dalej? No można zacząć fabułę ponownie, co wydaje się raczej marnym pomysłem. Można chwycić kogoś do pary i zagrać w trybie pojedynku. Nie jest to skomplikowane, 2 kontrolery, podzielony ekran. Klasyka. Można też spróbować sił w trybie bez końca. Tutaj jest nieco ciekawiej. W tym trybie wybieramy postać, od której zależy nasz bonus początkowy, chociaż nie ma to wpływu na resztę rozgrywki. Naszym zadaniem jest pobicie rekordu ustalonego przez deweloperów, ale po prostu umieszczenie się na tablicy wyników. To może zająć nam najdłużej, jeśli lecimy po 1000G, bo trzeba w tym trybie zbić aż 500 000 kulek. Jasne, że do zrobienia, ale ile czasu to będzie wymagać! Jeśli lubisz proste, klasyczne gry w strzelanie kulkami, to jest to gra jak najbardziej dla ciebie. Czerpie garściami z klasyki i pasuje do lat 90. 

Grano na Xboksie Series X

Gra została dostarczona przez wydawcę na potrzebę tej recenzji.

6
Rusty Spout Rescue Adventure:
6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *