Gra Recenzja

Po prostu kiepska gra… – Recenzja Project Starship

Project Starship, Xbox One, recenzja, review

Tydzień temu pisałem o Grizzland i byłem zaskoczony tą grą w pozytywnym sensie. Gra nie zapowiadała się dobrze, ale gdy przyszło mi w nią zagrać, była całkiem niezła. Teraz miałem okazję zagrać w Project Starship, które zostało wydane na Xboksa. Jest to tragiczna gra pod wieloma względami.

Prawie jak homebrew

Project Starship, Xbox One, recenzja, review
Chaos jest nieodłączną częścią gry. I nie oznacza to tylko walki z chaosem, na ekranie też jest zawsze wielki bałagan.

Jaka jest różnica między indie a homebrew w dzisiejszych czasach? Teraz każdy ma dostęp do wydawców, niektórzy nawet sami się zgłaszają do deweloperów z ofertą portu i publikacji gry na konsolach w zamian za procent z zysków sprzedaży. Sprawia to, że na konsolach pojawia się masa gier, które są po prostu złe. Back in 1995 jest taką grą, bo nieudolnie próbuje naśladować styl pierwszego Resident Evil. Project Starship próbuje natomiast dać nam klasycznego shoot ‘em upa, który jednak zawodzi na niemalże każdym froncie. I próbuje nieco zwieść ładnym wirtualnym opakowaniem, które zupełnie nie oddaje tego, czym gra jest — zbyt ciemną i niesamowicie ograniczoną strzelanką, która zupełnie nie komunikuje się z graczem i raz na jakiś czas robi po prostu dziwaczne rzeczy, które niejednokrotnie sprawiły, że chciałem grę po prostu wyłączyć, a jedyne co mnie w niej trzymało, to łatwe osiągnięcia.

Nokaut na starcie

Project Starship, Xbox One, recenzja, review
Niektórych przeciwników nie da się zauważyć w środku walki. Kto zwraca uwagę na pały czerwony pasek z boku ekranu w pomiędzy jednym i drugim unikiem?

Project Starship jest pełen dość nietypowych rozwiązań. Podczas gry mam wrażenie, że w pewnych miejscach deweloper po prostu chciał mnie zabić, a w innych miejscach robił wszystko, żebym zabił sam siebie. Sprawia to, że gra jest sztucznie trudna. Przywodzi to na myśl pierwszy poziom Battlefielda 1. Nieważne jak dobrze sobie radzisz, jesteś tam skazany na porażkę. Tutaj zamiast niekończącej się fali żołnierzy niemieckich mamy „mad eventy”, bossów, których jeden atak zniszczy nam statek, niezależnie od jego kondycji, czy chociażby skrzynkę wybuchającą nam w twarz zaraz na starcie, która nie powinna tam być, a w którą zbyt często wpadałem, zapominając o jej istnieniu raz na jakiś czas. Ale to nie mad eventy, w których nie da się uniknąć w żaden sposób obrażeń, są najniebezpieczniejsze. Na to miano zasługuje tło gra, które może i jest prawidłowo oddane, w końcu przestrzeń kosmiczna jest czarna, to dzięki temu często nie widać równie czarnych przeciwników, których ataki są w stanie czasami nas zaskoczyć.

Tylko dla łowców

Project Starship, Xbox One, recenzja, review
W grze jest całkiem sporo bonusów, ale gra nie mówi nam co dają. Zamiast tego zasłania na jakiś czas obraz, żeby było zabawniej…

Cechy Project Starship sprawiają, że gra jest idealna tylko dla jednej grupy społeczeństwa — łowców osiągnięć i trofeów. Niezależnie od platformy, gra jest tania (kosztuje w okolicach 20 złotych), krótka i gówniana. Po okładce spodziewałem się czegoś bardziej pokroju Sky Force, czy nawet Iro Hero, a okazało się, że dostałem grę, która jakością przypomina nieco homebrew na konsole sprzed 30 lat. Rozczarowujące? A owszem.

Grano na Xboksie One

Gra została dostarczona przez wydawcę gry - eastasiasoft.

3
Project Starship:
3

Dodaj komentarz