Gra Recenzja

Recenzja Power Rangers: Battle for the Grid

Power Rangers: Battle for the Grid, Xbox One, recenzja, review

Power Rangers: Battle for the Grid to kolejna już gra z serii Power Rangers, która została zapoczątkowana w 1994 tytułem Mighty Morphin Power Rangers na SNESa i Segę Mega Drive. Tym razem także mamy do czynienia z bijatyką, ale tym razem taką, która jest idealna dla amatora!

Wygląda najlepiej, ale niewiele to mówi

Power Rangers: Battle for the Grid, recenzja, review, Xbox One
Niestety w grze nie uświadczymy pełnego zestawu Power Rengersów. Mamy do wyboru miszmasz postaci z filmów i serialów

Power Rangers: Battle for the Grid to najlepiej wyglądająca gra z serii, ale niewiele to mówi, podczas gdy większość przeszłych gier albo była dwuwymiarowymi bijatykami na handheldy, albo jedno-przyciskowymi grami na komórki. Wykorzystanie silnika Unity jest dobrym posunięciem z uwagi na jego wszechstronność i doświadczenie zespołu, ale dostarczenie ładnej gry z jego użyciem wymaga wysiłku, którego zabrakło nWay. Gra ani nie przypomina najładniejszych gier stworzonych z użyciem Unity (jak Escape from Tarkov), ani nie wygląda jak jedne z najnowszych bijatyk (jak chociażby Mortal Kombat 11, czy Dead or Alive 5). Nie przeszkadza to jednak w grze, ponieważ mamy pewność, że gra będzie działała płynnie, a to jest często ważniejsze w grach tego gatunku niż graficzne wodotryski. Z dźwiękiem też nie jest zbyt dobrze, odgłosy walki są dość powtarzalne, a różnorodności w głosach postaci nie ma do tego stopnia, że już podczas pierwszej gry w trybie arcade zacząłem się irytować, gdy walczyłem Kat Manx i musiałem już nasty raz słuchać jej odzywki.

Przy wsparciu mistrza

Power Rangers: Battle for the Grid, recenzja, review, Xbox One
Każda z postaci ma dwa ataki specjalne – pierwszy dostępny po naładowaniu jednego fragmentu super-ataku, drugi po naładowaniu trzech

nWay dość mocno chwalił się, że ich gra powstała przy współpracy wielokrotnego mistrza bijatyk – Justina Wonga. Jest to jeden z najbardziej utytułowanych graczy świata, jednak w ciągu ostatnich kilku lat coraz gorzej mu szło. Czy to z braku zajęcia, czy chęci zarobienia, Justin pomógł opracować system walki w Power Rangers: Battle fot the Grid. Nie będzie więc dziwić nikogo, że w grze da się wyczuć inspirację Marvel vs. Capcom, ze wpływami Dragon Balla FighterZ. Gra jednak różni się do tych gier tym, że naciskając losowe przyciski da się wygrać. Niedawno próbowałem swoich sił w klasycznych Mortal Kombatach, jednak dość szybko się poddałem – nie miałem czasu na naukę sekwencji. Siadając do Battle for the Grid nie musiałem, na szczęście. Szybko odkryłem moją ulubioną postać, nauczyłem się kilku fajnych ruchów i walczyłem. Gdy postać ginęła, mogłem bez większych problemów na dwóch pozostałych życiach wygrać po prostu losowo naciskając przyciski.

Tag extravaganza

Power Rangers: Battle for the Grid, recenzja, review, Xbox One
W walce będziemy mieli dostępne do trzech postaci, musimy więc upodobać sobie jak najszybciej trzech różnych wojowników

Gra ma całkiem sporo trybów rozgrywki, a pośród nich między innymi gra online, tryb arcade i tryb fabularny. O ile tryb fabularny nieco nas ogranicza, to w pozostałych trybach można możemy walczyć dowolną postacią lub ich kombinacją. Przykładowo w moim pierwszym zespole złożonym z Kat Manx, Mastodon Sentry i Goldara, pierwsza dwójka wydawała mi się idealna, ale ten ostatni, mimo mocnego uderzenia, był dla mnie zbyt ociężały, a jego ataki specjalnie raczej do imponujących nie należały. Lista postaci jest wystarczająca, żeby każdy znalazł coś dla siebie, szczególnie że większość walk będzie w systemie tagowym, gdzie postacie zastępują siebie na arenie, albo wspomagają się w walce przez kilka sekund. Szkoda tylko, że zabrakło pełnego zestawu Power Rangersów z oryginału, bo wycięto żółtą, różową, czarnego i niebieskiego, zostawiając tylko czerwonego i zielonego. Wydaje mi się, że różnorodność Power Rangersów stworzonych przez te wszystkie lata dawałaby bazę wojowników większą niż niejedna udana nawalanka.

„Tego nie da się oglądać”

Power Rangers: Battle for the Grid, recenzja, review, Xbox One
Niestety dostępny Goldar jest normalnych rozmiarów. Powiększona wersja byłaby przesadą. Chociaż jest to dobry pomysł – Goldar kontra Megazord

Korzystając z okazji i tłumacząc wstyd „researchem”, zacząłem nawet oglądać Power Rangersów. Jestem w szoku, że tak kiepski i przesadnie stereotypowy serial dla młodzieży zyskał sukces i nadal jest to lubiana i rozpoznawalna marka. Ale wracając do gry – Power Rangers: Battle for the grid jest całkiem znośną zręcznościową nawalanką dla osób, którym nie chce się opanowywać skomplikowanych sekwencji przycisków, jakie są dostępne w każdym wysoko notowanym tytule z tego gatunku. Dla takich osób są MK, SF i DoA. A dla reszty z nas, którzy chcę raz na jakiś czas powalczyć ze znajomymi na kanapie ta gra wydaje się idealna. Czy jednak opłaca nam się zapłacić 100 złotych za średnio wyglądającą i brzmiącą grę, podczas gdy Dead or Alive 5: Last Round jest dostępne za darmo z kilkoma postaciami? Nie jestem pewien.



Gra została dostarczona przez nWay

Recenzent spędził w grze około 150 walk, zdobywając 4 osiągnięcia i zastanawiając się jakim cudem osiągnie ligę mistrzowską...

6.8
Dźwięk:
6
Grafika:
5.5
Rozgrywka:
7
Błędy:
8.5

Leave a Reply