Gra Recenzja

Jak być tłumaczem i nie zginąć? – recenzja Night Book

FMV to wymarły gatunek gier, kiedy braki w grafice nadrabiano nagraniami wideo w niskiej jakości. Rozgrywka była dość prosta, zazwyczaj albo wybierano dialogi, albo rozkazywano postaci wykonać proste zadania. FMV odrodziło się kilka lat temu, a Wales Interactive dostarcza nam kolejne gry z tego gatunku. Tym razem wydali Night Book.

Marne kwestie techniczne

Język, który rozumie nasza bohaterka to zbiór prostych kształtów, które przekładają się na złożony fonetycznie język. Poza tym w książce są strony, które mają dosłownie kilka znaków. Marnotrawstwo.

Night Book jest niesamowicie krótkie, bo przejście jej po raz pierwszy powinno zająć nam około 45 minut. Ma jednak 15 zakończeń i ponad 200 różnych scen, które możemy zobaczyć. Zważywszy na to, że decyzji nie ma aż tak wiele do podjęcia, to są to całkiem imponujące liczby. Każda rozgrywka to około 30 decyzji, które będą kształtować świat, a każda istotna z nich będzie reprezentowana ikonką “efektu motyla”. Ale o co chodzi w grze? Pearce Mangan jest menadżerem, który ma na swoich barkach budowę nowego kurortu na wyspie Le Pouce. Nie wiem, czy chodzi o tę prawdziwą, która jest częścią Mauritiusa, ale język kannar na pewno nie jest prawdziwy. Niby został stworzony specjalnie, żeby konwersować z duchami, ale wymyślone przez deweloperów pismo jest bardzo prymitywne, wygląda, jakby dziecko narysowało kilka piktogramów. Lepszy efekt byłby po użyciu jakiegoś faktycznego języka, który zachodniemu odbiorcy wydawałby się mistyczny, ale realny.

Klątwa Le Pouce

Klątwa potrafi doprowadzić do dramatycznych momentów w życiu naszej bohaterki. Nie każdy wybór jest oczywisty, ale niemalże każdy ma wpływ na rozwiązanie opowieści.

Niemniej jednak nie to jest najważniejsze w grze. 45-minutowa przygoda pozwoli nam bardzo powierzchownie liznąć ludu i języka Kannar. Lokalni Le Pouce wydają się być prymitywnym społeczeństwem, które nadal głęboko wierzy w swoje bóstwa i legendy. Stąd wzięła się klątwa. Dotyka ona każdego, kto narusza spokój wyspy, a zaczyna się to dziać coraz częściej, gdy cudzoziemcy zaczynają inwestować w infrastrukturę wyspy. Jedną z takich osób był ojciec naszej bohaterki, a teraz jest jej… Chyba mąż. W każdym razie ktoś, z kim na dziecko. Loralyn, której życie będziemy obserwować, jest wplątana w sam środek klątwy, które dotknęła jej ojca lata temu, a teraz się przebudziła i nie daje mu spokoju. Naszym zadaniem będzie doprowadzić historię do końca, niezależnie od tego, jaka będzie. W grze, jak wspominałem, możemy jedynie podejmować wybory, które prowadzą do różnych, często dramatycznych zakończeń.

To nie tak, że mi się nie podoba…

Większość gry to rozmowa z innymi osobami przez kamerkę. W ogóle przez większość gry patrzymy na ekran komputera. Trochę creepy.

Nie jestem fanem historii z elementami nadprzyrodzonymi, ale historia Night Book nie jest zła. Widzę w niej tylko jeden problem. Żeby ogarnąć, o co chodzi, trzeba zagrać co najmniej dwa razy. Sprawia to, że pierwsza rozgrywka wydaje się zupełnie wyrwana z kontekstu. Nie wiemy, kim jest ojciec bohaterki, co robił na wyspie, co go łączy z rodziną DuBois? Zespół deweloperski powinien dodać z pół godzinki na początku i pół godzinki na końcu, żeby pokazać nam, kim jest Loralyn, a potem pokazać, jakie są konsekwencje decyzji. Mam wrażenie, że Night Book jest dla gry tym, czym shorty są dla filmów. Wcześniej grałem w She Sees Red, rosyjską grę, która rozegrała to idealnie. Tam zostajemy wrzuceni w sam środek akcji, ale wraz z jej rozwojem dowiadujemy się, co się działo przez i jakie są konsekwencje. Nie musimy grać drugi raz, żeby dowiedzieć się więcej. Pod tym względem Night Book wygląda jak amatorszczyzna.

Są ciekawsze, ale może…

W grze nie ma postaci, która wzbudza naszą sympatię. Młody Vito jest irytujący. Jego ojciec jest podejrzany. Partner bohaterki jest typowym karierowiczem, a jej ojciec to wariat.

Jeśli chodzi o gry FMV, to Night Book mnie nie porwało. O ile wspomniane She Sees Red było dla mnie przyjemnym doświadczeniem, a wcześniejsza gra od Wales Interactive pod tytułem The Infectious Madness of Doctor Dekker było dla mnie żmudnym zadawaniem pytań kolejnym pacjentom, to rozumiem dlaczego FMV wraca do łask. Jest coś przyjemnego w połączeniu gry i filmu. Historia, której możesz doświadczyć i kreować jednocześnie wydaje się idealnym medium dla niedzielnych graczy. Uważam jednak, że Night Book nie jest w grupie dobrych reprezentantów gatunku, bo nawet Wales Interactive ma ciekawsze gry w swoim portfolio. Jeśli jednak polujesz na osiągnięcia, to około 4 godzinek powinno starczyć na odblokowanie wszystkich osiągnięć lub trofeów. Na szczęście dla ciebie, obejrzane sceny można pomijać.

Grano na Xboksie Series X

Night Book to nowa gra z gatunku FMV od Wales Interactive. Godzinna przygoda pozwoli nam zgłębić tajemnicę klątwy wyspy Le Pouce. Niestety Night Book nie jest najlepszą grą swego gatunku. Lądujemy w samym środku bardziej rozbudowanej historii, której brakuje początku i końca. Kopia gry do recenzji została dostarczona przez firmę PR.

6
Night Book:
6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.