Gra Recenzja

Historia samotności – Recenzja Neversong

Neversong zrodziło się w umyśle Thomasa Brusha jako kontynuacja flashowej gry Coma, jednak gra bardziej wydaje się jej ambitniejszą wersją. Coś, co zrodziło się jako Once Upon a Coma, po latach zostało wydane jako Neversong i dane mi było zagrać w tę dość ciekawą grę.

Dzieciaki rządzą

Neversong, recenzja, review, Xbox One
Już na samym początku gry spotykamy elementy, które mogą sprawić wrażenie, że Neversong to horror. Gra jednak nie jest zbyt straszna, bardziej dziwna.

Neversong ma dość ciekawą fabułę, bo opowiada historię samotnego chłopca, który nazywa się Peet. Chłopiec ostatecznie znajduje przyjaciółkę, z którą zaczyna eksplorować świat, robić ciekawe rzeczy, staje się mniej podatny na depresję. Peet i Wren wchodzą w pewnym momencie do szpitala dla umysłowo chorych i Wren znika, a Peet traci przytomność. Niedługo po wybudzeniu Peet zdaje sobie sprawę, że obudził się w świecie, który mało przypomina ten, który opuścił. Dorośli zniknęli, w okolicy znajdują się tylko dzieci. Owe dzieci to znajomi Peeta, którzy muszą sobie poradzić z brakiem rodziców i każdy robi to na swój własny sposób, ale ostatecznie niewiele dzieciaków będzie tęsknić, choć początkowo może na to nie wyglądać. Nie, żeby zbytnio nas to interesowało. Najważniejszym celem Peeta jest uratowanie Wren, które została uprowadzona, a początkowo naszym jedynym tropem jest to, że Wren była niesiona przez jakiegoś mężczyznę do ścieków.

Kilka kart i kilka gadżetów

Neversong, recenzja, review, Xbox One
Peet spotka na swojej drodze wielu ludzi, z którymi będzie można pogadać i którzy powiedzą nam trochę o tym, co się dzieje w Redwind Village.

Neversong nie jest grą skomplikowaną z założenia i przekłada się to na względną prostotę rozgrywki. Po świecie przedstawionym w grze będziemy głównie przemieszczać się, chociaż czasami przyjdzie na stoczyć walkę. Zazwyczaj będziemy walczyć z małymi stworkami przypominającymi pająki, a znacznie rzadziej z bossami, którzy zazwyczaj przyjmują formę zdeformowanych dorosłych. Walka to bardzo zdradziecki element gry, jeśli planujemy zdobyć wszystkie osiągnięcia lub trofea w Neversong. Pomimo tego, że do pokonania przeciwnika wystarczy kilka ciosów, a starć z bossami można się nauczyć, oglądając wcześniej nagranie walki, to będziemy tracić życie poprzez nadmierny entuzjazm. Często zdarzało się, że zaatakowany przeciwnik dziwnie się zachowywał po zaatakowaniu i Peet zderzał się z atakowaną postacią. Dla osiągnięcia „Coma God” oznacza to rozpoczęcie gry o nowa. W walce i eksploracji będą nam pomagać przedmioty i cechy postaci, które napotkamy. Już pierwszą rzeczą, którą będzie dane nam użyć, będzie kij baseballowy zaginionej Wren, a później poznamy parkour, dostaniemy parasolkę, czy deskę. W Neversong znajdziemy też karty, które pozwolą na bliżej poznać postacie i potwory w grze, ale w mojej opinii są to zbyt krótkie opisy i będąc wrzuconym w świat Neversong, można czuć się nieco zagubionym. Dodanie nieco tła do znanych z gry wydarzeń byłoby mile widziane.

Ładny dźwięk i brzmienie

Neversong, recenzja, review, Xbox One
W grze istotna jest gra na pianinie. Wren nauczyła Peeta grać, a my będziemy musieli zapamiętać i zagrać krótkie sekwencje, żeby odblokować postęp.

Cudowna grafika i dobre udźwiękowienie to zdecydowanie dwie cechy, którymi można opisać Neversong. Twórcy gry położyli duży nacisk na dopasowanie stylistyki do niezbyt przytulnego klimatu. Mamy tutaj do czynienia z dużą ilością czerni i szarości w połączeniu z ograniczoną paletą pastelowych barw. Większość elementów gry posiada pomarańczową poświatę lub emanuje pomarańczowe światło, co nadaje grze nieco mdły, nieekscytujący wygląd. Pozytywie zaskoczyło mnie to, że gra jest w pełni udźwiękowiona, poza momentami czytania. Pierwszym głosem, który usłyszymy, będzie narrator, który zrobi nam krótkie wprowadzenie do fabuły gry. Następnie usłyszymy głos dzieci, które pozostały w wiosce i aktorzy podkładający głosy pod dzieciaki spisali się wzorowo. Część dzieciaków jest podekscytowana wydarzeniami, część załamana, część jest natomiast dość wroga względem Peeta, co zazwyczaj jest winą naszych poczynań.

Krótka opowieść, może zrozumiesz

Neversong, recenzja, review, Xbox One
Peet i Wren to bardzo różne postacie. Wren jest wręcz przeciwieństwem Peeta i jego idealnym uzupełnieniem. Odważna, ciekawska i skłonna do pakowania się tarapaty.

Neversong to krótka gra. Jedno z osiągnięć wymaga od nas przejścia gry w godzinę, jednak żeby dokładnie dowiedzieć się, co jest grane, będziemy musieli spędzić znacznie więcej czasu rozmawiając z postaciami, dowiadując się kim dokładnie są, zbierając karty z ich podobiznami i czasami czytając między wierszami. Gra jest przenośnią, którą nie każdy musi zrozumieć, ja zdecydowanie miałem problemy, ale omawianie znaczenia tak krótkiej gry w recenzji daje zbyt wiele okazji na poważne spojlery. Neversong to zdecydowanie ciekawa gra, która jednak powinna być bardziej uznana za wyraz artyzmu twórców niż źródło rozrywki. Motywy, które są wszechobecne w grze, sprawiają, że grze dość blisko do Hellblade, chociaż już na pierwszy rzut oka widać różnicę w wykonaniu. Neversong przekonuje mnie dźwiękiem i wyglądem, ale elementy łamigłówek i walki nie są wystarczająco uwypuklone, żeby można było grę polecić fanom gatunku.



Grano na Xboksie One X

Gra została udostępniona przez Evolve PR.

7
Neversong:
7

Leave a Reply