Gra Recenzja

Rusznikaż-amator – Recenzja MOTHERGUNSHIP

Dość dawno temu miałem możliwość zagrania w Tower of Guns. Był to dość szybki shooter, w którym liczyła się prędkość i precyzja. MOTHERGUNSHIP to wersja rozwojowa poprzedniej gry, która dostarcza nam jeszcze więcej szalonego strzelania i dodaje kilka zupełnie nowych elementów. Możemy stworzyć własne bronie!

Pokojami do celu

MOTHERGUNSHIP, recenzja, review, Xbox One
Nie każdy poziom w MOTHERGUNSHIP kończy się walką z bossem. Zadania są dość zróżnicowane i często trzeba po prostu przeżyć, albo coś odzyskać.

Zacznę od tego, co jest w MOTHERGUNSHIP opisać najprościej, czyli ogólnego zarysu rozgrywki i fabuły. Fabuła jest naprawdę zabójczo prosta. Podczas naszej pierwszej misji mamy krótkie wprowadzenie do działalności ruchu oporu, który dzielnie stawia czoła kosmitom. Okazuje się, że Ziemia jest okupowana, a główną bazą obcych jest tytułowy statek-matka. Naszym ostatecznym celem jest zniszczenie całej floty okupantów, a po drodze zdobycie doświadczenia i zarobienie. Misje fabularne nie różnią się znacznie od siebie, ale są przedstawione z fajnym humorem, co widać już na samym początku, gdy jedna z misji jest misją, w której musimy zdobyć dane wywiadowcze na temat danych wywiadowczych, które zawierają dane wywiadowcze o tym, gdzie szukać danych wywiadowczych na temat systemu maskującego statku-matki. Humor jest, a dialogi między poszczególnymi członkami ruchu oporu są przezabawne. Rozgrywka w ramach misji polega na zabijaniu przeciwników w kolejnych pokojach o rosnącym poziomie trudności i wykonaniu ostatecznego zadania. Czasami będziemy musieli coś znaleźć w ostatnim pokoju, czasami zabić bossa, a czasami po prostu przetrwać. Ścieżka jest zasadniczo jedna, nie ma cofania się i kombinowania. Należy przeć naprzód i mordować.

Tu chodzi o bronie

MOTHERGUNSHIP, recenzja, review, Xbox One
Moduł rusznikarza nie jest rozbudowany, ale bazuje na ogromnej ilości elementów, które można składać w szalone bronie.

Najważniejszym elementem gry są zdecydowanie bronie. Nie są to jednak normalne giwery znane z innych gier, filmów, muzeów czy targów zbrojeniowych. W MOTHERGUNSHIP możemy stworzyć własne bronie. Na jakiej zasadzie? Mamy złącza, lufy i dodatki, które łączymy ze sobą w przeróżnych konfiguracjach i mamy tylko jedną zasadę. Lufa musi być kierowana wprzód. Można łączyć złącza ze złączami i te ze złączami, ale to nie ma sensu. Najlepiej jest zamontować kilka kompatybilnych luf na złączu, jakiś fajny dodatek i zaszaleć. Trzeba jednak uważać, bo jeśli się nie ogarnia, co się robi i łączy ze sobą komponenty losowo, można wylądować w nieprzyjemnej sytuacji. Ale często też śmiesznej. Moja druga broń, którą stworzyłem z samodzielnie zebranych komponentów, strzelała rakietami, piłami i energią, więc każdy pocisk leciał do celu w innym czasie, a modyfikacja dodające obrażenia i odrzut spowodowała, że gdy strzeliłem, to byłem odpychany na najbliższą ścianę. Mogłem latać z użyciem odrzutu mojej broni. Jeśli jednak poczuta się nico o efektach broni, to można stworzyć broń, albo zabije przeciwnika jedną celną serią, albo wypełni pokój rykoszetującymi pociskami, które kiedyś trafią na przeciwnika.

Szalone tempo i chmura ołowiu

MOTHERGUNSHIP, recenzja, review, Xbox One
Gdy każdy przeciwnik używa tylko jednej lufy, to mamy szczęście. Niektórzy mają ich kilkanaście. Wtedy zaczynają się problemy.

MOTHERGUNSHIP to gra stworzona w oparciu o Tower of Guns i widać, że sporo elementów, jeśli nie zaczerpnięto, to inspirowano się nimi. Podstawowa rozgrywka jest taka sama, jednak przedstawiona w nieco inny sposób. W MOTHERGUNSHIP mamy do czynienia z niewielkimi pokojami, które są wypełnione przeciwnikami. Nie wiemy, co nas czeka, bo pojawiają się chwilę po wejściu. Jedynym wskaźnikiem, który widzimy, jest wskaźnik zagrożenia, który nie mówi zbyt wiele, po prostu im jest wyższy, tym mniejsza jest szansa, że przeżyjemy. Gdy przeciwnicy już się przed nami pojawią, zaczyna się zabawa. Ich lokalizacja jest w pewnym sensie losowa i ich skład tak samo, więc zdarzało się, że zaraz po wejściu leciało w moim kierunku kilka małych robotów, albo kilkadziesiąt pocisków. I to często w pierwszym pokoju. Musimy opanować umiejętność szybkiego kombinowania, przewidywania strzałów przeciwnika i znajdowania fizycznych przeszkód, które osłonią nas przed ostrzałem. Można jednak tego nie robić i brać przeciwników na klatę. Część pocisków przeciwnika można zestrzelić, większość można uniknąć. Wszystko zależy, jak danego dnia odważni jesteśmy. Warto jednak pamiętać, że jak zginiemy, to tracimy wszystko, co zabraliśmy na misję.

Kilka „ale”

MOTHERGUNSHIP, recenzja, review, Xbox One
Stylistyka gry nie jest szczególnie piękna. Dominuje jedna paleta barw, a algorytmiczne budowanie poziomów sprawia, że można mieć wrażenie déjà vu.

MOTHERGUNSHIP to ciekawa gra, jednak jak każda inna, nie jest pozbawiona wad. Główną z nich jest losowość, która jest też wielkim plusem gry. Nie nudzi się, ale bywa frustrująca. Fakt, że podczas śmierci gubimy wszystkie elementy wyposażenia, sprawia, że nasza ulubiona konfiguracja może przepaść w momencie pierwszej wpadki. Poza tym trzeba jednak przyznać, że MOTHERGUNSHIP to dość szybka i dobrze wykonana strzelanka, która zapewnia masę relaksującej rozgrywki. Śmierć, chociaż frustrująca, często wynika z naszych błędów. Nie ma w tej grze wielu niesprawiedliwych momentów, bo nawet przerażająca ilość przeciwników nie jest taka trudna do pokonania, jeśli umiemy skakać i unikać kul. Spora ilość strzałów, które lecą w naszą stronę to też wolne, przerysowane pociski, które są nadciągającą zgubą, ale nie bezpośrednim zagrożeniem. MOTHERGUNSHIP to dobra gra, w którą warto zagrać, a jeśli chcemy poznać grę, w której zrodził się ten pomysł, to warto spojrzeć na inne gry od Terrible Posture Games.



Gra została dostarczona przez Evolve PR

Recenzent spędził w grze około 11 godzin, zdobywając 15 osiągnięć i nadal mając nieco przeciwników do pozabijania. Dzień jak codzień.

7.8
Dźwięk:
7
Grafika:
7.5
Rozgrywka:
8
Błędy:
8.5

Leave a Reply