Gra Recenzja

Na głęboką wodę – recenzja King of Seas

Odkąd zagrałem po raz pierwszy w Assassin’s Creed IV: Black Flag wiedziałem, że w pirackich grach jest masa potencjału. I w żadną nie grałem. Te gry zawsze omijały konsole, więc dopiero King of Seas przykuło moją uwagę. Co prawda grze bliżej do Age of Booty, ale jest ciekawie.

Już nie tron a banicja

Gra nie zaczyna się w jakiś zmyślny sposób. King of Seas oferuje nam wybór postaci żeńskiej lub męskiej, co nie ma zupełnie wpływu na rozgrywkę, a potem zaczyna krótki samouczek. Poznajemy podstawy sterowania statkiem, które są dość mało rozbudowane. W zasadzie żeglujemy, sterując tylko i wyłącznie statkiem i dostosowując ilość rozwiniętych żagli do naszego celu. Gdy wykonamy już pierwsze zadanie, okazuje się, że miała miejsce tragedia. Król, ojciec naszych bohaterów, umiera, a ci szybko wracają do stolicy, żeby dowiedzieć się, co dokładnie się stało. Niestety w drodze do portu, wypływa naprzeciwko nam królewska flota, której kapitan oskarża nas o spisek i zatapia. Cudem uchodzimy z życiem i naszym zadaniem staje się rozwikłanie tajemnicy śmierci naszego ojca. Z pomocą przyjdą oczywiście piraci, bo to przecież najbardziej honorowa grupa społeczna i zawsze dotrzymuje danego słowa. Szczególnie jak pirackiego szefa ratuje ojciec następców tronu. Wciągamy więc na maszt piracką flagę i zaczynamy mordować…

… albo handlować, wybieraj

King of Seas, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Gra wygląda naprawdę ładnie z wysoka, jednak nie przyjdzie nam zakosztować smaków miejskiego życia w pirackiej erze. Miasta to porty, a w nich nie ma wiele do robienia. Tylko nieco handlu.

King of Seas to piracka gra ARPG, w której kontrolujemy statek. Oczywiście wynika z tego, że statek ma załogę, poziomy i wyposażenie, ale nie to jest najważniejsze. Początkowo, zanim ogarniemy jak grać samodzielnie, gra uczy nas podstaw pirackiego życia i handlu. Gra posiada bowiem ekonomicznie istotny system wymiany dóbr w portach. Kupuj tanio, sprzedawaj drogo, a po drodze zatop kilka statków. Handlować nie będziemy jednak długo, bo czeka nas opowieść i podboje. Z jakiegoś powodu już od samego początku byłem agresywnym piratem i zdołałem wywołać wojnę z pobliskim portem, zamiast wymieniać z nim dobra, ale cóż… Kings of Seas to gra, którą jednak napędza fabułą, która cały czas pcha nas w kierunku stolicy. Szkoda tylko, że gra w dużej mierze bazuje na magii voodoo. Znacznie bardziej pasuje mi tutaj tylko i wyłącznie zapach prochu, szczęk stali i łopoczące na wietrze żagle.

Jest ładna, ale…

King of Seas, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
W grze dostępnych jest kilka statków, które różnią się siłą ognia, szybkością i wytrzymałością. Albo inwestujemy w ilość dział na pokładzie, albo w zwrotność statku. O dziwo szybsze statki są dużo lepsze.

Styl, którego doświadczymy w King od Seas, przywodzi na myśl prostsze czasy. Mamy tutaj minimalizm połączony z prostymi kształtami, które nieco przypomina Sea of Thieves z oddali. Mało jest w grze elementów, które zachwycą, chociaż nic w grze nie odrzuci. Jest jednak kilka problemów, które można by wyeliminować w prosty sposób. Przede wszystkim kamera jest niesamowicie niewygodna. W grze nasz widok jest zawsze skierowany ku północy i pod kątem, co sprawia, że widzimy niewiele na południe, wschód i zachód, ale bardzo dużo na północ. Nie byłoby problemu, gdyby cała akcja działa się na północy, ale tak nie jest. Kilkukrotnie wpakowałem się w tarapaty tylko dlatego, że nie widziałem, z czym się mierzę. Problem, chociaż tutaj już tylko estetyczny, stanowi też pomieszanie stylu gry i stylu portretów postaci. Nie lubię, gdy w grze są mieszane style, bo gryzie się to z moim przekonaniem, że wszystko powinno być spójne.

Są powody, żeby zagrać w King of Seas

King of Seas, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
King of Seas to nie gra na godzinkę, czy dwie. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po kilku grach spędzonych na budowaniu statku i zbieraniu funduszy.

Jeśli chcesz pograć w King of Seas godzinkę albo dwie, to się rozczarujesz. King of Seas to gra, która wymaga dużo czasu. Dopiero po kilku godzinach spędzonych na przemierzaniu mórz, gra zaczyna nabierać sensu. W tym samym momencie my zaczynamy ogarniać w końcu, o co chodzi. W zasadzie dopiero wtedy poznajemy to, co gra ma do zaoferowania. Prawdę powiedziawszy, zanim doszedłem do tego momentu, dwa razy zrezygnowałem z gry. Początki są niesamowicie monotonne. Mamy masę zadań pobocznych, spośród których niemalże każde jest takie same, a fabuła również nie zachwyca. Gdy jednak dorwiemy w swoje ręce nasz ulubiony statek, zdobędziemy odpowiednie czary, a także doposażymy się w odpowiednich portach, gra się zacznie tak naprawdę. Decyzja należy do ciebie. Czy oczekujesz dobrej zabawy od samego początku, czy jesteś w stanie poświęcić kilka godzin na przygotowania? Jeśli to drugie, to King of Seas ma potencjał dostarczyć ci sporo zabawy wysokiej jakości prosto z Włoch.

Grano na Xboksie Series X

King of Seas oferuje całkiem ciekawą rozgrywkę. Mimo swojego niezbyt imponującego wyglądu, gra posiada dużo ciekawych systemów, takich jak magia i rozbudowa statku. Niestety King of Seas może się znudzić, bo mam ważenie, że zawsze robimy to samo. Kopia gry została dostarczona na potrzebę tej recenzji.

7
King of Seas:
7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.