Gra Recenzja

Takie małe, przyjemne Dark Souls – Recenzja Immortal Planet

Immortal Planet, Xbox One, recenzja, review

Moja historia z Immortal Planet zaczęła się jak zawsze. Przeczytałem prasówkę, krótkie streszczenie wstępu fabularnego, a następnie okazało się, że nie jest to gra, której się spodziewałem. Oczekiwałem czegoś w stylu szybkiej zręcznościówki, w której będziemy machać mieczem. Immortal Planet jest jednak wolną grą, w której większe znaczenie ma rozwaga niż szybkie palce.

Wojownik bez przeszłości

Immortal Planet, Xbox One, recenzja, review
W grze jest naprawdę niewiele tekstu, brakuje przez to tła fabularnego i historii świata. Gdzie jesteśmy? Kim jesteśmy? Co to za planeta?

Immortal Planetu nie wprowadza nas w grę za bardzo. Nie ma tutaj żadnego początkowego dialogu, żadnych przerywników filmowych, czy zadań. Nasza postać budzi się, a my przejmujemy kontrolę. Wiadomo jednak, że znajdujemy się na skutej lodem zapomnianej planecie, na której w grobowcach nieśmiertelnych krążą wojownicy, spragnieni snu. Nasza postać to Awakewalker, który po przebudzeniu z kriogenicznej śpiączki, odkrywa tajemnice i próbuje wyrwać się z mroźnego piekła. Gra wykorzystuje dobrze znane nam motywy braku pamięci, które wymuszają od nas rozwój od zera, jednak nie przyjdzie nam po kolei odkrywać utraconych mocy, jak to było w Kingdoms of Amalur: Reckoning, czy też nie będziemy powoli odkrywać naszych wcześniejszych losów, jak to było w Gothicu. Tutaj będziemy systematycznie zdobywać doświadczenie za kolejnych zabitych przeciwników, żeby ostatecznie zdobyć wystarczająco punktów siły, wytrzymałości, zwinności, woli i inteligencji, żeby móc skończyć grę.

Powolnie naprzód

Immortal Planet, Xbox One, recenzja, review
Walka z bossami to wieloetapowa potyczka, w której na każdym kolejnym poziomie boss staje się coraz groźniejszy.

Kilka linijek wyżej pisałem o tym, że gra mnie zaskoczyła. Teraz zgłębię nieco temat. Immortal Planet to zręcznościówka, który ma niewiele wspólnego z grą akcji. Co prawda sieczemy wrogów, robimy uniki i zdobywamy doświadczenie, ale są w tej grze rzeczy ważniejsze niż jak najszybsze naciskanie przycisków. Słyszałem, że grę porównano do Dark Souls i muszę się w pełni zgodzić. Immortal Planet ma wiele podobieństw do ulubionej gry masochistów. Nasza postać jest dość podatna na obrażenia i ma bardzo ograniczony zasób energii. Z tego powodu musimy atakować z głową i robić precyzyjne uniki. Początkowo, gdy nie mamy rozwiniętej postaci, będziemy mogli wykonać 4 ataki, które sprawią, że nasz przeciwnik będzie na skraju śmierci, ale nadal żywy. Na kolejny atak będziemy musieli poczekać, ale jeśli się nie odsuniemy od przeciwnika, to oberwiemy. Kilku takich przeciwników i nie będzie wesoło, gdy się odrodzimy bez doświadczenia (ono, podobnie jak dusze w Dark Souls, będzie leżeć w miejscu naszej śmierci). Musimy powstrzymać naszą chęć zadania kolejnego ciosu, zaoszczędzić energię na unik, wycofać się, zregenerować ją i zaatakować ponownie. Brzmi prosto, ale takie nie jest.

W zasadzie Dark Souls

Immortal Planet, Xbox One, recenzja, review
Każde nasze uderzenie, blok i umiejętność mają przypisaną animację, która zajmuje nam chwilkę, co niesamowicie spowalnia walkę, gra nie jest dynamiczna.

Im dłużej będziemy grać w Immortal Planet okaże się, że gra nie tylko przypomina Dark Souls, ale jest jej translacją Dark Souls do izometrycznego świata. Zaczynamy od zera. Zbieramy doświadczenie, ale podczas śmierci je tracimy, musząc ponownie zacząć je zbierać. Walka z przeciwnikami bazuje na balansowaniu ataków i uników, podczas trudniejszych walk zmuszając unikać częściej niż atakować. Ale to w gruncie rzeczy dobrze, bo Immortal Planet oferuje coś interesującego, świeżego, dla fanów gatunku izometrycznych nawalanek. Problem polega tylko na tym, że gra bywa dość oporna na nasze komendy. Każda jest wykonana, ale grze brakuje jakże potrzebnej zwinności postaci. Często zdarzało się, że wykonanie uniku zaraz po zaatakowaniu przeciwnika nie było wystarczającym posunięciem, żeby uchronić się od uderzenia. Widać to zresztą już po dynamice ataków, między którymi jest sekunda zarezerwowana na efekty specjalne. Gra jest też dość wymagająca, jednak wszystko da się załatwić kilkoma powtórzeniami wczesnych poziomów, gdzie można zgromadzić odpowiednią ilość doświadczenia, żeby móc bez problemu pokonać kolejnego bossa.

7 godzinek za 70 zł

Immortal Planet, Xbox One, recenzja, review
Wraz z postępem przeciwnicy są coraz silniejsi. Po rozpoczęciu Nowej Gry+, sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej.

Immortal Planet zabierze na na około 7-godzinną przygodę, umożliwiając dalszą rozgrywkę w trybie New Game+. Warto się nią zainteresować, jeśli na naszych półkach, albo w wirtualnych bibliotekach, znajdują się gry pokroju Dark Souls, Surge, czy Lords of the Fallen. Immortal Planet to jedna z tych gier, których trzeba się po prostu nauczyć, wyczuć przeciwników, poznać ich ruchy i opanować uniki do perfekcji. Pierwsza godzina gry da nam solidne podstawy, do rozpoczęcia od nowa i niepopełniania tych samych błędów co wcześniej. Gra to wyzwanie, a to zawsze dobrze świadczy.



Gra została dostarczona przez Monster Couch

Grano na Xboksie One X.

7
Immortal Planet:
7

Dodaj komentarz