Gra Recenzja

Mamy to! – recenzja Hell Let Loose

Po długim czasie ta wyczekiwana przeze mnie gra pojawiła się na konsolach. Team17 i Dark Matter wydali Hell Let Loose na konsolach. Przenieś się w okres II Wojny Światowej i walcz w tym hardkorowym shooterze rodem z PC, choć na konsolach. Czy jednak warto za grę płacić, gdy jest Enlisted?

W końcu jest!

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Szturm na bunkier pod stacją radarową może być szalonym wyczynem. Generalnie atakowanie przez jakikolwiek otwarty teren w tej grze jest ryzykowne. Jeden strzał wystarczy, żeby nas powstrzymać.

Już jakiś czas temu pisałem o tym, że konsole potrzebują hardkorowych strzelanek. Nadchodzi premiera Insurgency: Sandstorm. Na rynku pojawiły się już natomiast Enlisted, Tannenberg i Verdun. Gier w tej specyficznej niszy przybywa. Hell Let Loose to jeden z najważniejszych ostatnimi czasy przedstawiciel tej niszy, a jednocześnie gra, o której konsolowcy nie śnili. Tak sztandarowa pecetowa gra na konsolach? A jednak! Hell Let Loose to drugowojenna strzelanka, która została stworzona przez raczej nieznane studio Black Matter i jest wydawana przez Team17. Wykorzystanie silnika Unreal Engine 4 sprawia, że gra jest surowa, ale dość ładna i może pochwalić się dużą szczegółowością. Wszystko, co napisałem, brzmi jednak, jak słowa wyciągnięte z materiałów prasowych. Hell Let Loose to jednak gra, która jest dokładnie taka, jaką ją pokazują reklamy. Spartańska, brutalna, niesamowicie prosta i wymaga niesamowitej ilości współpracy między członkami oddziału i drużyny i zespołu. Jeśli w grze jest cicho, przegrasz.

Tylko dla odważnych

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Karabiny snajperskie w grze są tylko dwa, a maksymalnie 4 graczy może je mieć. Są to jednak implementacje typowe dla innych gier, gdzie wyraźnie widać odbicie słońca/księżyca w lunecie.

Rozgrywka w Hell Let Loose nie wybacza. Gra jest pozbawiona interfejsu do tego stopnia, że orientacyjnie wiesz tylko, ile magazynków posiadasz. Wiesz, ile masz granatów, ile apteczek, ale niewiele więcej. Dodatkowo twoje cele są oznaczone orientacyjnie na kompasie, ale jak jest ich kilka, to musisz się upewnić, który jest który. Dla mnie, gracza konsolowego, jest to niesamowita egzotyka. Taki stan zagubienia jest mile widziany. Interfejs to jednak nie wszystko. Broń w tej grze nie jest celna, nie zawsze trafi prosto w punkt. Ograniczony zestaw broni, który uwzględnia najważniejsze klasyki, mimo że oczekiwany, kolejnym zderzeniem z rzeczywistością. Powtarzalne karabiny rządzą na polu walki, a jeśli trafi ci się karabinek M1, to zdominujesz walkę na krótkim do średniego dystansu. Szkoda tylko, że nie można podnosić broni wroga. Z uwagi na ograniczoną amunicję, przydałaby się taka opcja. Dodajmy do tego niesamowicie silny efekt przygwożdżenia, śmierć od jednego trafienia i czołgi, a dostaniemy arcydzieło.

Trudne życie inżyniera

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Z uwagi na brak istotnych elementów interfejsu, musimy pamiętać o magazynkach. Ile mamy używanych, ile pełnych i ile razy wystrzeliliśmy z karabinów powtarzalnych. Szkoda byłoby zginąć, słysząc głuche kliknięcie iglicy.

Linia frontu to jednak nie wszystko. Hell Let Loose oferuje znaczną ilość klas. Są takie jak oficer, który jako jedyny ma kontakt z dowódcą. Jest też medyk, który ma możliwość leczenia i reanimowania sojuszników. Spotkamy też drużynę snajperką i cekaemistę. Nic jednak nie dorównuje pracy inżyniera na polu walki. Jest to osoba, której zadaniem jest wznoszenie budowli, minowanie, naprawianie i przetrwanie przede wszystkim. Co prawda są role, które pozwolą pozbyć się bezpośredniego zagrożenia, niczym przeciwpancerniak, ale to inżynier zabezpieczy cel, zbuduje zabezpieczenia przeciwczołgowe, bunkry i zasieki. A do tego trzeba dbać o zapasy. Przecież nic nie da się zbudować bez worków, drewna i gwoździ. Ciężarówki i zrzuty, o to też trzeba dbać. Czymże wobec tego jest rola wsparcia, które musi wyrzucić po prostu skrzynkę z amunicją gdzieś na polu walki? Ale tak na serio, inżynier jest ważny, ale drużyna bez którejś z nich będzie wybrakowana. A nie każdą można wybrać…

Problemy, ale głównie sieciowe

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Cekaemista co prawda ma karabin maszynowy, który służy do prowadzenia ognia z pozycji stacjonarnej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z nim iść. Niemiecki MG42 ma nawet taką pozycję w doktrynie!

Przyznam, że problemy w grze są. Okazuje się jednak, że są to głównie problemy sieciowe. Jasne, że czasami na ekranie ładowania wyskoczy jakiś artefakt, ale to ma małe znaczenia dla rozgrywki. Problemem staje się jednak sieć. Niemalże za każdym razem idzie coś nie tak. Raz utracono połączenie z serwerem. Potem nie znaleziono gry. Kiedyś tam wystąpił błąd dopasowywania rozgrywki. Najczęściej jednak występuje nieokreślony błąd sieciowy. Gra zaczyna się ładować i w momencie, kiedy mam dołączać się do rozgrywki, serwer nie odpowiada. Nie jest to problem po mojej stronie, sieć działa, utrata pakietów na poziomie zerowym, więc w czym problem? Tego już się nie dowiem. W każdym innym aspekcie gra jest dopracowana i nie posiada błędów. Wypadałoby, bo gra jest rozwijana nieustannie rozwijana już trzeci rok.

Chciałem, dostałem

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Snajper nigdy nie powinien chodzić sam. Drużyny zwiadowcze to dwuosobowe ekipy ze snajperem i spotterem. Jeden razi na daleki dystans, a drugi chroni jego plecy i wypatruje celów.

Muszę przyznać, że rozgrywka w Hell Let Loose to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, które mnie ostatnio spotkały. Jest ona tak czysta, tak taktyczna i wymaga takiego skupienia na polu walki, że jest to coś więcej, niż tylko gra. Hell Let Loose to prawdziwa wojna na ekranie. Bez ofiar i krwi, ale jeśli ktoś by potrzebował symulator pola walki z okresu II Wojny Światowej, to nie ma nic lepszego. Hell Let Loose zadziwia swoją skalą i pokazuje, że pole walki nie musi mieć dziesiątek kilometrów kwadratowych, gdy można przeprowadzić inwazję na wielką skalę już na 4 km2. Szturm z morza na plażę Omaha, starcie w lesie Hürtgen i kilka innych operacji pomiędzy, to jednak nie jedyne, co gra będzie miała do zaoferowania na konsolach. Już niedługo pojawić się ma front wschodni, gdzie będziemy mogli walczyć na stepach i w śniegu. Do tego nowe bronie, jeszcze więcej akcji i masochistycznej przyjemności.

Pozytywny trend, tak trzymać

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Nocna rozgrywka w Hell Let Loose jest jeszcze bardziej interesująca. Przeciwnicy to ciemne plamki gdzieś na horyzoncie, więc trzeba nieźle się namęczyć, żeby kogoś trafić.

Team17 i Dark Matter dają nam to, czego odmawiano nam latami. Hardkorowe strzelanki też mają miejsce na konsolach. Walka jak równy z równym między graczem na PC i na konsoli jest możliwa. Ta zmieniona świadomość prowadzi do tego, że coraz więcej gier zostaje przeniesionych z PC na konsole. Brakuje mi tylko jednej rzeczy w niemalże każdej z tych gier. Wsparcie dla myszki i klawiatury. Dlaczego go cały czas brakuje? Jest to jedyna “przewaga”, którą mają na chwilę obecną gracze wykorzystujący komputery. W obecnej sytuacji, gdy gracze konsolowi mogą używać tego systemu sterowania w najpopularniejszych gracz, niedopuszczalne jest, żeby w Hell Let Loose było inaczej. Niemniej jednak jest to pozytywny trend. Nadchodzące premiery gier o podobnym tempie będą przeze mnie wyczekiwane, a obecna oferta zawiera jedne z moich ulubionych gier z PC. Jeśli lubisz strzelanki, masz wolną godzinkę i nieco cierpliwości, Hell Let Loose to gra dla ciebie.

Aha, co z tym Enlisted?

Hell Let Loose, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
W grze za odblokowywanie poziomów dostajemy jedynie delikatną kosmetykę, jak nakrycia głowy, mundury i twarze, a także schematy wyposażenia żołnierza.

Główną konkurencją Hell Let Loose jest obecnie Enlisted. Gra od Gaijin to kolejna hardkorowa strzelanka, jednak jest darmowa. Jednocześnie ma ona wszystkie pułapki darmowej gry. Enlisted musi być różnorodne, żeby gracze mieli za co płacić. Z tego powodu żołnierze mogą żonglować bronią, każdy w oddziale ma swoją, bronie i żołnierze mają poziomy, a do tego poziomy mają jednostki, kampanie i przepustka sezonowa. Chcesz mieć dobrych żołnierzy? Najlepiej zapłać. Hell Let Loose tego nie ma. Poziom jest tylko konta i klasy, a za nie odblokowujemy kosmetykę i zestawy wyposażenia. Enlisted jest jednak znacznie tłoczniejszą grą, bo każdy z graczy ma swój oddział SI, który podąża za graczem i wykonuje rozkazy. Jest to jednak jakościowo gorsza gra, która bazuje na tym silniku i mechanice, co CRSED: F.O.A.D., co nie przypada mi do gustu. Hell Let Loose to jakościowo lepsza gra, która ma mniej zawartości, większe mapy i znacznie mniej akcji. Co preferujesz?

Grano na Xboksie Series X

Hell Let Loose to genialna strzelanka. Wolna i taktyczna. Każda gra wymaga około godziny wolnego czasu i masy cierpliwości. Jednocześnie gra nie ma wszystkich pułapek darmowej gry, jak w przypadku Enlisted. Strzelanka idealna? Jasne, choć dla wąskiej grupy odbiorców. Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawce.

8
Hell Let Loose:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.