Gra Recenzja

Myślałem, że GTA tak wyglądało – recenzja GTA: San Andreas – The Definitive Edition

Grand Theft Auto to jedna z najbardziej rozpoznawalnych serii gier wideo. Zyskała szczególną popularność dzięki GTA V, jednak nie można zapomnieć o wcześniejszych grach. Rockstar Games wypuściło właśnie odświeżoną wersję gier. Remaster nazywa się Grant Theft Auto – The Definitive Trilogy. Ja zajmę najnowszą grą w pakiecie – GTA: San Andreas – The Definitive Edition.

Lepiej nie zaglądać w przeszłość

Grand Theft Auto: San Andreas, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
Z ciekawości odpaliłem wcześniejszego remastera San Andreas i gra wygląda po prostu brzydko. Wersja na Xboksa 360 bazuj na oryginalnej grze z Xboksa.

W San Andreas grałem ostatnio na Xboksie 360, chociaż to była ulepszona wersja gry z oryginalnego Xboksa. Wcześniej było nieco zabawy na PC z modami, ale ostatnio grę odpalałem 31 października 2014 roku. Wiele od tego czasu minęło i wiele się zmieniło. Włączając The Definitive Edition, nie wiedziałem czego się spodziewać. Gra wyglądała ok, grało się ok i powiedziałem, że gra wygląda tak samo, jak San Andreas, które znam. Moja dziewczyna powiedziała, że nie wiem, co mówię, bo ta gra wygląda znacznie lepiej. Niewiele myśląc, odpaliłem pobieranie starszej wersji gry, bo jest wstecznie kompatybilna z nowymi Xboksami i… Cóż, cieszę się, że to zrobiłem i jednocześnie żałuję. San Andreas, które było oryginalnie na Xboksie, jest niesamowicie brzydką grą, której brakuje wielu usprawnień. Jednocześnie pozwoliło to docenić zmiany, których dokonało Grove Street Games. Samo studio nawet pracowało nad wcześniejszymi portami serii, więc wiedzieli, co robią. Tak jakby…

Ah shit, here we go again

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
Nie dość, że gra jest odświeżona, to dodatkowo oferuje kilka ciekawych udogodnień życia. Punkty kontrole i wskazówki dojazdu do celu to tylko kilka z nich.

Powrót na Grove Street jest zawsze przyjemną sprawą. Rozgrywka w San Andreas jest prosta i przyjemna. Okazuje się, że niemalże nie ma tutaj zadań pobocznych, jedynie aktywności dodatkowe. Nie zajmują jednak wiele czasu, bo jest ich tylko kilka. Większość czasu skupiamy się na rozwoju naszego gangu i postępie fabularnym. Całkowita rozgrywka, włączając w to zaliczenie 100% gry, powinna nam ponownie zająć około 50 godzin. Nie dostaliśmy bowiem żadnych dodatków. Pod względem zawartości jest to dokładnie to samo, co wcześniej i nie ma się co dziwić. Przyznam jednak, że rozgrywka jest znacznie przyjemniejsza, a jest to zapewne zasługą ładniejszego wyglądu i większej płynności. No i może sterowania, bo mamy teraz możliwość wyboru sterowania znanego z GTA V. Rozgrywka nie jest już toporna i nieprzyjemna, więc od pierwszego wjazdu na Grove Street, do ostatniego powrotu, można grać jednym ciągiem.

Co się zmieniło?

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
Gdy wszystko działa jak powinno, gra jest naprawdę ładna. Jeśli jednak przyjrzymy się szczegółom, to widać problemy. Albo jak pogramy dłużej. Wtedy już na pewno problemy będą.

Oczywiście to nie tak, że zmian w grze nie ma wcale. Jest ich całkiem sporo, jednak nie są one aż tak zauważalne. Zaczynając od grafiki, mamy tutaj zwiększenie rozdzielczości tekstur do 4K i napracowano się nad polepszeniem jaj jakości, zachowując jednocześnie ten sam styl i klimat. Nadal obiekty będą nieco kanciaste, ale bardziej szczegółowe. Zupełnie przerobiono też oświetlenie. Teraz szyby mają refleksy, świeżo odmalowana karoseria też, podobnie woda. Są w grze też nowe cienie i efekty specjalne. Wspominałem już o schemacie kontrolera z GTA V, ale polepszono także menu wyboru wyposażenia i radia. Komfort gry zwiększają także elementy takie jak nawigacja na mapie do punktu kontrolnego lub pinezki, możliwość ponownego uruchomienia nieudanej misji, a także spora liczba punktów kontrolnych w krytycznych momentach. To oczywiście nie jest wszystko, jednak pozostałe zmiany mają nikłe znaczenie. Kogo interesują detale okien budynków, do których i tak nie można wejść?

Grafika to błogosławieństwo i klątwa

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
Deszcz to jeden z tych zmienionych elementów, które niemalże uniemożliwiają grę. Szczególnie na obszarach wiejskich i w nocy, gdzie nie ma oświetlenia.

Wrócę jeszcze do grafiki, bo to jest temat rzeka. Jasne, gra jest teraz piękna w porównaniu do pierwowzoru, jednak wielkim kosztem. Nie dość, że gra nie działa stabilnie nawet na Xboksie One X, to w grze jest masa błędów graficznych. Jednym z pierwszych, jaki zobaczymy, będzie problem z niebem. Pozostało ono w niskiej rozdzielczości, więc na ekranach o wysokiej rozdzielczości widać, że niebo składa się z kafelek i zaczyna to dość szybko irytować. Następny poważny problem pojawi się po wyjeździe na wieś, gdzie gra nie radzi sobie z granicą między drzewami i niebem, sprawiając, że rośliny mają wokół siebie obwódkę. Są też tekstury, przez które widać wodę tak, jakby nagle znalazła się na pierwszym planie. Czasami będziemy przejeżdżać przez znikający most, czy zderzymy się z nagle pojawiającym się samochodem. Raz na jakiś czas znajdziemy też losowe elementy graficzne gdzieś na ulicy. Grafika jest ładna, jak nie ma błędów.

Na PC sytuacja wygląda nieco inaczej

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
W grze dodano masę szczegółów, jak chociażby wnętrza garaży. Niestety sprawia to, że w środku jest mniej miejsca na pojazdy.

Niemiłe wieści płyną od posiadaczy nie tylko San Andreas, ale całej trylogii, na PC. Okazuje się bowiem, że ta platforma boryka się z największą ilością błędów. Oglądając kompilacje, które pojawiły się w Internecie, wiszę, że większości z nich nie doświadczyłem. Oznacza to, że wersje konsolowe, a przynajmniej wersja na Xboksa, są najlepsze pod względem jakości wykonania. Nigdy nie widziałem, żeby mój samochód został wyrzucony w powietrze po zderzeniu z jakimś obiektem, czy też nie widziałem szalonych samochodów na ulicy. Typowe błędy graficzne, takie jak wydłużone kończyny, nieproporcjonalne ciała i tym podobne, też się nie zdarzały, a w ciągu 50 godzin da się zobaczyć wszystko.

Czy warto…?

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition, Xbox 360, Xbox, recenzja, review
Powrót do Los Santos to przyjemna sprawa. Gra się genialnie, jeśli długie sesje napędzane są nostalgią. No i gra teraz wygląda dokładnie tak, jak ją zapamiętaliśmy!

Całe Grand Theft Auto Trilogy – The Definitive Edition to interesujące zagadnienie pod względem wartości. Niestety nie możemy kupić samego San Andreas, Vice City, czy III, a jedynie posiadacze Xbox Game Pass dostali właśnie San Andreas za darmo. Cały pakiet będzie nas kosztował 269 zł (Xbox), co mnie już zniechęciło do zakupu. Jest to spory wydatek w momencie, kiedy na rynku pojawiają się wyczekiwane gry, takie jak najnowsze Call of Duty i Battlefield, a święta tuż.  Wolałbym zapłacić po stówce za każdą z gier w pewnym odstępie czasu. Plusem San Andreas jest to, że gra jest dostępna w ramach Game Pass, więc można zobaczyć w praktyce, jak wygląda ten remaster. Czy ostatecznie warto kupić pakiet? Moim zdaniem tak, jeśli chcemy zagrać w klasyczne GTA i dostać gry, które mamy zapamiętane we wspomnieniach. Są ładne, przyjemniejsze, a błędy na pewno zostaną szybko usunięte, chociaż nawet pomimo nich da się grać.

Grano na Xboksie Series X

Grand Theft Auto: San Andreas - The Definitive Edition to odświeżona wersja gry na konsole i PC. Po 14 latach gra wygląda tak jak myślałem... W moich myślach gra była piękna, płynna i bez czasów ładowanie. The Definitive Edition takie jest. Na szczęście. Nie odpalajcie starej wersji gry. Nie chcecie tego widzieć...

7
GTA: San Andreas - The Definitive Edition:
7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.