Gra Recenzja

Demoniczne ptaki, zmartwychwstanie i angielska wieś – recenzja Goetia

Gry niezależne to zawsze trudny orzech do zgryzienia. Jeśli za nimi stoi korporacja, to stają się jeszcze większym problemem. A co tu dopiero począć, gdy gra jest portem na konsole zupełnie innej ekipy? W przypadku Goetia może to nie mieć znaczenia. Poziom jest równy w każdym aspekcie gry.

Przygodówka point & click w nieco innym stylu

Trzeba to powiedzieć już na samym początku. Pomysł na grę jest bardzo ciekawy w przypadku Goetii. Gra polega na eksplorowaniu posiadłości rodu Blackwood i jej okolic. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że eksplorujemy grę jako Abigail Blackwood, kobieta zmarła kilka dekad temu. Rezydencja wygląda, jakby czas się w niej zatrzymał. Eksplorując jej puste korytarze, odkrywamy tajemnicę rodziny, poznajemy przeszłość i fascynacje kolejnych członków rodziny. Odkrywamy okultyzm i goecję, które są same w sobie tematami interesującymi, a tutaj dodatkowo są ubrane w rodzinną dramę. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że gra bardzo topornie chce nam opowiedzieć historię, zwodząc nas, zatajając wiele cennych informacji i obiecując, że wszystko w swoim czasie. Odkrywanie tajemnicy rodziny jest często wykorzystywanym motywem w ciepło przyjętych grach. What Remains of Edith Finch i Gone Home to sztandarowe przykłady tego typu narracji. Tam jednak chodzi o eksplorację. Tutaj? Zawiłość i kombinowanie.

Gra niemalże za duża

Geotia, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Geotia nie wygląda szczególnie ładnie, choć stylistyka jest jednolita i tekstury są dobrze wykonane. Wydaje się jednak prosta i nie jest miła dla oka.

Dość długo próbowałem ogarnąć grę. Goetia oferuje niesamowicie dużo zawartości dodatkowej ponadto, co jest wymagane do ukończenia głównego wątku fabularnego. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że gra cały czas rzuca nas z jednego końca świata gry w drugi, a potem każe nam wracać. Nie pomaga to, że ognik, którym sterujemy, jest… Początkującym ognikiem. Dopiero wraz z postępem gry będziemy zyskiwać nowe umiejętności, które pozwolą nam na wykonanie części łamigłówek. Te z kolei są niemalże na każdym kroku i czasami logiczne jedynie w umyśle twórcy. Najczęściej jednak brak logiki wynika ze źle nazwanego przedmiotu, czy nietypowego zastosowania. Kto by pomyślał, że biały talk będzie nam potrzebny do odkrycia, jaki napis wyblakł na kartce? Szukałem nieco sadzy albo czegoś ciemnego, żeby moim oczom ukazała się wskazówka. Nie, małe pudełko leżało na półce wielkiej szafy w pomieszczeniu obok. To był zawsze mój problem z podobnymi grami. Nie można mieć im tego za złe.

Port, może nieco po łebkach

Geotia, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Czytając dowolny dokument w grze, nawet jeśli jest to tylko obrazek, będziemy musieli przenieść kursor na “X” widoczny w prawym górnym rogu ekranu. Dlaczego nie możemy po prostu użyć “B”?

Pozostaje też kwestia portu. W grze, która jest dość ciężka, wymaga sporo klikania i interakcji z otoczeniem, oczekiwałbym sporego nakładu pracy, żeby przystosować ją do konsoli. Z tego, co się orientuję, portem zajmowało się bezpośrednio Forever Entertainment. O ile uwielbiam pracę, którą robią i ich portfolio wydawnicze, czasami nie potrafię ich zrozumieć. Port Goetii to wyzwanie. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego dokonano portu po linii najmniejszego oporu. Przypisano interakcjom przyciski kontrolera i sterowanie kursorem jednemu z drążków. Poza tym nie zrobiono wiele. Co najbardziej irytuje to niemożliwość cofnięcia czytania za pomocą przycisku „B” na kontrolerze Xboksa. Musimy przesunąć kursor na X, najczęściej znajdujący się po dokładnie przeciwnej stronie ekranu. Sprawia to, że gra wydaje się ociężała i powolna. Aż chce się ją odpalić na komputerze i użyć myszki. Słyszałem jednak, że Goetia na Switchu ma wsparcie dla dotyku, a tą metodą grę obsługuje się rzekomo bajecznie.

Tylko dla wytrwałych

Geotia, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Geotia to ciekawa gra, jednak będzie wymagała od nas wielu godzin dość żmudnej rozgrywki. Na pewno nie dla osób lubiących wartką akcję i tych, którzy wolą słuchać, nie czytać.

Goetia to gra, która nie jest najprostszą w obsłudze na konsoli. Nie jest to też gra, która wizualnie powala. Dodatkowo jest kwestia osiągnięcia za zdobycie wszystkich osiągnięć, którego nie da się zdobyć. Geotia nie jest grą drogą, bo kosztuje około 45 złotych, ale jest to dużo, jak na eksperymenty z tym gatunkiem. Jeśli Geotia ma być twoją pierwszą grą point & click, omijaj ją szerokim łukiem. Jeśli jednak gry pokroju Sam & Max i Day of the Tentacle Remastered są dla ciebie zbyt banalne, zarówno pod względem fabuły, jak i rozgrywki, Geotia może być grą idealną dla ciebie. Geotia to po prostu gra stworzona dla weteranów gatunku, z którą każdy nowy gracz będzie miał spore problemy, głównie z uwagi na trudności w obsłudze gry za pomocą kontrolerów i błędami związanymi z interfejsem.



Grano na Xboksie One

Goetia to długa przygodówka, którą przetrwają tylko najsilniejsi. Będzie wymagać sporo kombinowania i sporo latania po lokacjach w całej grze. Jeśli kochasz przygodówki i kochasz czytać, Goetia będzie dla ciebie. Gra została dostarczona przez wydawcę na potrzebę tej recenzji.

6
Goetia:
6

Leave a Reply