Gra Recenzja

Dyna Bomb – Jedyne co pozostało, to bomby

Bomberman, albo Dyna Blaster, to gra, która zapoczątkowała szereg klonów i inspiracji. Są to gry, w których to właśnie bomba będzie naszą główną i często jedyną bronią. Sporo gier na tym jednak poprzestaje i nie przypomina już niczym innym pierwowzoru. Dyna Bomb to właśnie jedna z takich gier. 

Mordując roboty w 2D

Jeśli by się dłużej zastanowić nad tematem, to nie tylko bomby zostały. Dyna Bomb to także dwuwymiarowa gra, jednak z widokiem z boku, a nie z góry. Jest to bowiem platformówka, w której na przestrzeni kilkudziesięciu poziomów, będziemy musieli mordować roboty, zbierać kamienie szlachetne i ostatkiem sił zakończyć poziom. Początkowa Dyna Bomb wydaje się grą prostą, bo faktycznie koncepcja prosta jest. Problemy zaczynają się jednak kilka poziomów dalej, gdzie gra nie tyle staje się trudniejsza, co… Mniej przyjazna, nie używając sformułowania “mniej dopracowana”. Gra od samego początku wydaje się dość dziwaczna. Niestety obawiam się, że to wina deweloperów, a nie upsi przy portowaniu. Wydawało mi się, że Dyna Bomb to gra na komórki, bo dosłownie wszystko na to wskazywało. Jakie było moje zdziwienie, gdy ani na Google Play, ani Apple App Store gry nie było. Czyżby winny był Switch? 

W każdym razie to nie gra z komórek

Dyna Bomb, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Poziomy w grze są dość zróżnicowane, zarówno pod względem trudności, jak i wizualnym. Ilu jednak zobaczy ostatni poziom?

Chodzi tutaj głównie o to, że każdy element interfejsu jest ewidentnie przystosowany do małego ekranu i dotyku. Po prostu do komórek i tabletów. Grę toczymy na zaskakująco dużym przybliżeniu, co czyni większość poziomu wielką niewiadomą. Sytuacja idealna dla ekranu, który trzymamy na wyciągnięcie ręki. Każda ikonka jest ogromna, przytłaczająca, ewidentnie nie jest przystosowana do wielkich ekranów, które HDMI łączy z konsolą. Jakby tego było mało, to dodatkowo w menu głównym jest możliwość losowania bonusów jak na festynie. Brakuje tylko możliwości zakupienia kilku dodatkowych spinów. Sprawia to jednak, że gra mogła idealnie czuć się na Switchu, który z komórkami ma jednak coś wspólnego. Jednocześnie sprawia to, że gra po prostu wygląda dziwnie, nie na miejscu, jednak w gruncie rzeczy nie wpływa to na rozgrywkę.  

Jest nieco topornie, ale całkiem ok

Dyna Bomb, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Dyna Bomb to gra, która pojawiła się na komórkach, a potem po prostu musiała zawitać na konsolach. Brutalnie widać jej korzenie.

Dyna Bomb dość słusznie wije sobie gniazdko wśród… No cóż. Gier, które nazwałbym “1000G poniżej 25 zł”. Są to gry najczęściej małe, których przejście może i zajmie kilka godzin, ale komplet osiągnięć i trofeów da się zdobyć w ciągu kwadransa. W tym przypadku liczyłem i wyszło 13 minut. Nie jest to jednak zła rzecz, bo Dyna Bomb wydaje się małą grą, która znalazła się w portfolio wydawniczym, żeby dopełnić serii. 7 Raven Studios stworzyło bowiem grę Dyna Bomb 2, które kosztuje już około 80 złotych i reprezentuje sobą znacznie wyższy poziom. Nawet zdobycie kompletu zajmuje w niej więcej czasu. Bo to nie tak, że 7 Raven Studios nie potrafi zrobić fajnej gry. Z The Skylia Prophecy w końcu bawiłem się lepiej niż przy Castlevanii! Uznajmy więc grę Dyna Bomb jako konieczność i genialny tytuł dla osób, które muszą na szybko wykombinować tysiąc G albo platynkę. 

Grano na Xboksie Series X

Gra została udostępniona przez wydawcę.

5
Dyna Bomb:
5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *