Gra Recenzja

Walka o wolność robotów – Recenzja Disintegration

Disintegration właśnie ukazało się na konsolach i PC. Jest to pierwsza gra studia V1 Interactive, które ma niesamowite wspólne doświadczenie w branży elektronicznej rozrywki. Ich pierwsza gra to nietypowa strzelanka z elementami taktycznymi, ale jeśli myślisz o grach pokroju Rainbow Six Siege, to się zaskoczysz, odpalając grę po raz pierwszy.

Robocop + Surrogates

Disintegration, Xbox One, recenzja, review
Główną postacią w grze jest Romer Shoal. Wiemy o nim tylko, że jest znany i jest pilotem. Dlaczego jest znany już nie wiemy i musimy się domyślać.

Disintegration to ciężki temat, bo gra ma potencjał. Wydaje mi się jednak, że za bardzo skupiono się na akcji, rozgrywce i fabule, nie dając nam zupełnie tła fabularnego. W efekcie zaczynając fabułę, miałem wrażenie, że nie wiem nic o świecie gry. Intro mówi tylko, że kryzys ekonomiczny, choroby i generalnie kiepski stan społeczeństwa i środowiska doprowadziły do „integracji”, czyli procesu wszczepiania ludzkiego mózgu robotycznemu ciału, zachowując to, kim jesteśmy, ale w nowej formie. Naszym głównym bohaterem jest Romer Shoal, który jest pilotem maszyn znanych jako Gravcycle. Są to lewitujące kilka metrów nad ziemią platformy strzeleckie, które wspierają żołnierzy z powietrza. Romer był elementem kampanii marketingowej firmy Sang-Froid, która promowała integrację. Okazuje się jednak, że Romer jest więźniem Rayonne — frakcji w świecie Disintegration, która więzi zintegrowanych, zamieniając ich w niewolników. Naszym zadaniem w grze jest walka z Rayonne i eliminacja ich lidera znanego jako Black Shuck. Tylko części z tego dowiemy się podczas wprowadzenia do gry, a pozostałe informacje będziemy musieli wyciągnąć z materiałów marketingowych, strony internetowej gry i wiki. Po ucieczce z więzienia stajemy się, jako Romer, dowódcą niewielkiej grupy ruchu oporu i zaczyna się nasza trudna walka przeciwko przeważającym siłom wroga.

Wsparcie z powietrza

Disintegration, Xbox One, recenzja, review
Gravcycle to lewitująca platforma, na której możemy umieścić bron i za pomocą której możemy wydawać polecenia naszemu zespołowi na ziemi.

Gravcycle to, jak już wspominałem, maszyna, która pozwala nam lewitować nad ziemią. Jest to środek transportu, który przypomina nieco motor z możliwością zamontowania kilku działek. Będziemy zawsze kierować tą maszyną, ale nie będziemy walczyć sami. Na ziemi będą nasi kompani z ruchu oporu, którzy mają różne bronie i różne umiejętności, a także różne platformy integracji. Są normalne humanoidalne, ale też takie, które są przystosowane do walki. Podczas gry będziemy rozwijać ich umiejętności i uczyć się jak używać ich w odpowiedni, optymalny sposób. Najważniejszym elementem w grze są jednak rozkazy, które przyjdzie nam wydawać. Za pomocą interfejsu Gravcycle’a można mówić kompanom, gdzie mają iść i do kogo mają strzelać, ale jeśli nimi nie dowodzimy, to lecą na autopilocie. Rozkazy są jednak ważne, bo włączając grę na najwyższym poziomie trudności, nie przeżyjemy pierwszego starcia, jeśli nie będziemy kontrolować poczynań innych rebeliantów. Trzeba dbać o to, żeby mieli odpowiedni cel, eliminować na początku najgroźniejszych przeciwników i używać odpowiednich umiejętności w odpowiednim czasie. Można jednak sterowaniu zarzucić zbyt dużą dokładność, co ogranicza kontekstowe sterowanie. Musimy dokładnie wycelować w przeciwnika i nacisnąć przycisk komendy, bo jeśli trafimy w trawkę obok niego, to nasz zespół pobiegnie w to miejsce, niekoniecznie obierając go za cel. Tolerancja wydawania komend powinna być większa, bo rzadko będę chciał, żeby rebelianci pobiegli w stronę przeciwnika, częściej będę chciał wydać szybką, mało precyzyjną komendę w środku walki.

Walka o złom i przetrwanie

Disintegration, Xbox One, recenzja, review
W grze gramy jako pilot-celebryta, ale będziemy wspierani przez drużynę do 4 sojuszników, którzy będą walczyć z ziemi.

Fabuła Disintegration wydaje się ciekawa i daje spore pole do popisu. Sposób podejście do walki sprawia jednak, że każdy poziom to wielki korytarz, po którym przemieszczamy się tylko w jednym kierunku. O ile nie przeszkadza to początkowo, to z czasem zaczyna nieco nużyć. Wciąż pokonujemy tych samych przeciwników, zbieramy złom i staramy się przetrwać kolejne desanty. Po wykonanej misji oglądamy przerywnik filmowy, rozmawiamy z ekipą, żeby zdobyć kolejne wyzwania, które możemy wykonać w trakcie misji, ulepszamy nasz zespół i ruszamy ponownie w bój. Odmianą miał być tutaj tryb multiplayer, w którym piloci mieli walczyć ze sobą na punkty, lecz trudno znaleźć kogokolwiek do gry do tego stopnia, że nie jestem w stanie zdobyć osiągnięcia za ukończenie jednej gry online.

Wygląd to nie wszystko

Disintegration, Xbox One, recenzja, review
Gra wygląda ładnie, ale wygląd to nie wszystko. Rozgrywka dość szybko staje się powtarzalna i szybko przestaje oferować coś nowego.

Pierwsze, co nasz mózg odnotuje po włączeniu gry to nie fabuła, czy rozgrywka, a wygląd i dźwięk. V1 Interactive postarało się i stworzyło grę, która jest ładna i brzmi świetnie. Wsparcie Private Division na pewno miało znaczenie, dlatego gra była promowana już od jakiegoś czasu i kilka miesięcy temu można było zagrać w techniczną betę, która generowała generalnie pozytywne nagłówki. Kilka wspominało, że tryb online może nie cieszyć się popularnością przez długi czas i, że na opinię trzeba poczekać do momentu zagrania w singla. Niezbyt negatywnie. Okazuje się jednak, że pomimo ładnego wyglądu i dobrego brzmienia Disintegration posiada fabułę, która jest tylko ok. Brak fabularnego tła gry, nieznajomość głównego bohatera i związek między postaciami na zasadzie „i tak nie mam nic lepszego do roboty” sprawia, że nie czułem żadnego przywiązania do nich i nie zależało mi na sukcesie rebelii. Disintegration okazało się przyjemną grą, w którą gram tylko dla osiągnięć.



Grano na Xboksie One X

Gra została dostarczona przez Kool Things.

6
Disintegration:
6

Leave a Reply