Gra Recenzja

Moja nowa ulubiona gra turowa – recenzja Dark Quest 2

Dark Quest 2 to druga w serii niezobowiązujących gier turowych, które dostępne są chyba na każdą platformę. Pierwsza powstała w 2013 roku, druga zaś w 2016. Na Xboksie zawitała w 2019, a dzisiaj czas na recenzję gry. Dlaczego zajęła tak długo? Bo nie wiedziałem, co tracę!

Gobliny, czarodzieje i barbarzyńcy

Fabuła Dark Quest nie jest zbyt uwypuklona. Nikczemny mag budzi trupy, plugawi ziemię i generalnie psuje wszystkim dzień, mordując bez opamiętania. Pokonujemy go, ale to za mało. W tym momencie zaczyna się druga gra w serii. Tutaj mamy powtórkę z rozrywki. Gra jest podzielona na poszczególne wyprawy, a ostatecznym celem jest dotarcie do pałacu maga-nekromanty i unicestwienie go. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem i równie dobrze możemy się kiedyś doczekać Dark Quest 3! A to dobre wieści. Mimo tego, że gra jest prosta i oklepana, to jest naprawdę przyjemna. Są w niej podstawowe klasy, podstawowe zadania i podstawowe mechaniki. Nie ma zbędnego rzucania kostką jak w grach pokroju XCOM, czy bazujących na głębszych systemach RPG. Tutaj mamy czystą przyjemność z prostej formy gry i przyznam, że jest ona całkiem, całkiem. Dark Quest 2 wciągnęło mnie na około 8 godzin. Wystarczająco, żeby przejść grę na poziomie Hardcore.

Hardkor musi być!

Dark Quest 2, Xbox One, recenzja, review
O ile rozgrywka jest początkowo dość sielankowa, to z czasem zaczyna być wyzwaniem. Z niektórych opresji trudno wyjść nawet z ułatwieniami.

Brain Seal dało nam trzy tryby trudności. Normalny, który reprezentuje typowy sposób rozgrywki w Dark Quest 2. Łatwy, w którym jedyne co się zmienia, to wytrzymałość naszych bohaterów. Natomiast ostatnim jest Hardkorowy, w którym śmierć bohaterów jest permanentna. Z uwagi na to, że za ukończenie gry w tym ostatnim trybie jest osiągnięcie, to mój wybór padł właśnie na niego. Okazuje się, że równowaga między przystępnością i wyzwaniem jest idealna w tym trybie. Z jednej strony jedyną zmianą jest właśnie śmierć postaci, która jest permanentna, chociaż można wskrzeszać martwych bohaterów umiejętnościami. Jedynie po zakończeniu poziomu trafiają w dziurę. Z drugiej ilość przeciwników i ich nietypowe umiejętności potrafią zaskoczyć, przysparzając nas o chwile stresu i zwątpienia. Wielokrotnie wychodziłem z opresji ostatkiem sił, ale jednak się udawało. Nigdy gra nie wydała się niesprawiedliwa, nigdy nagle nie zaskakiwała czymś nagłym.

Nie dla fanatyków gatunku ale dla normalnych ludzi

Dark Quest 2, Xbox One, recenzja, review
Większość gry nie wymaga od nas ruchu w turach. Jeśli nie ma wokoło przeciwników, to możemy swobodnie eksplorować siatkę w pomieszczeniach.

Dark Quest 2 to gra, która zapewne nie przyciągnie fanatyków gatunku gier turowych. Cenią oni właśnie tę losowość, różne kostki, masę cyferek i matematykę, które dyktuje rozgrywkę. Tutaj jest tego stosunkowo niewiele. Mamy procent szansy obrony, procent szansy udanego ataku i zakres obrażeń, który możemy zadać. Gra jest przez to przystępna i nawet za bardzo z postaciami nie trzeba kombinować. Jedyne, co tak naprawdę ma znaczenie, to mikstury i wyposażenie. Statystyk gra nie ma, a przynajmniej nie ma takich, które możemy zmieniać, a umiejętności można kupić wszystkie stosunkowo szybko. Wśród mikstur jest natomiast jedna jedyna słuszna, a wśród wyposażenia wyboru wielkiego nie ma. Nic, poza artefaktami i świecidełkami, nie będzie podnosić tutaj z ziemi. Całość tworzenia postaci zamyka się w obrębie wioski i tak jak z niej wyjdziemy, tak będziemy musieli sobie poradzić. Dark Quest to fajna gra, którą naprawdę polecam.

Grano na Xboksie One X

Gra została udostępniona do celów recenzenckich przez dewelopera.

8
Dark Quest 2:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.