Gra Recenzja

Miało być pięknie, wyszło… Meh – recenzja CrossfireX

CrossfireX to jedna z najnowszych strzelanek dostępnych na Xboksa. Jest to spin-off i wersja rozwojowa swojego odpowiednika z PC. Jednocześnie jest to gra nieco bardziej stonowana, ale też uboższa. Czy z jednej z najpopularniejszych strzelanek z PC da się zrobić dobrą grę na konsolę? To bardzo dobre pytanie.

Co to jest CrossFire?

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
CrossfireX to próba przeniesienia jednej z najpopularniejszych gier z PC na konsole. Nie wyszło? Niestety tak. Jednak dlaczego?

CrossFire to strzelanka, która narodziła się w Korei jako lokalny odpowiednik Couter-Strike’a. Gra wciąż niesamowicie przypomina wcześniejsze wersje gry od Valve, a działa niezmiennie na silniku stworzonym w 2005 roku. Gra zyskała dzięki temu popularność w swoim rodzimym regionie, bo nie będzie działać tylko na najstarszych z mikrofalówek. Jest to jednocześnie gra, która przez naście lat swojego istnienia dorobiła się masy trybów rozgrywki, niesamowitej ilości map i kupy broni. Smilegate Entertainment postanowiło jednak zaproponować grę nieco szerszej publice i we współpracy z Microsoftem wydać grę na Xboksa. Ta wersja gry jest jednak nieco inna. Posiada dwa zasadnicze tryby: Modern i Classic. Classic bazuje na tych samych zasadach co klasyczna gra. Brak celowania, brak modyfikowania broni, prosta rozgrywka rodem z CS i jego klonów. Modern to dorzucenie do poprzedniego wszystkich elementów, które po prostu muszą być we współczesnej strzelance. Efekt? No powiem, że gra nie jest zła. Ale czy jest dobra…?

Gatunek, który kuleje

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Podział gry na klasyczne i współczesne tryby rozgrywki niepotrzebnie fragmentuję bazę graczy. Chciażby Search & Destroy jest trybem dostępnym w obu trybach rozgrywki. Reszta nie.

Klony Counter-Strike’a nie są popularne na konsolach. Wcześniejsza gra to spin-off Warface o nazwie Warface: Breakout. Niewypał. A jeszcze wcześniej? Nawet nie pamiętam. W każdym razie każda podobna gra upadała. Czy z CrossfireX będzie podobnie? Chyba tak, ale powód nie jest jeden. Przede wszystkim bazą CrossfireX jest przestarzały model rozgrywki. Jasne, że jest on dobry dla tej jednej najpopularniejszej gry od Valve, ale większość od tego odchodzi, a nielicznym się udaje coś więcej (Valorant). Dodanie do tego modelu elementów takich jak optyka i celowanie sprawia, że gra się po prostu dziwnie. Próbuje się bowiem dostosować klasyczny odrzut do współczesnego celowania. W efekcie każdą bronią strzela się tak samo, ale z różną prędkością. No i według zasady, że im mocniej kopie, tym większe obrażenia. Czasy się jednak zmieniły i to jest po prostu za mało, czego uczą nas gry pokroju tych z serii Call of Duty i Battlefield.

Ograniczeń jest więcej

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Codzienne misje oferują spore nagrody, ale wymagają konkretnych broni. Codziennie trzech innych. Na szczęście nie jest tak z zadaniami tygodniowymi.

Sporym minusem gry jest też podział na rozgrywkę klasyczną i współczesną. Rozbija to sztucznie bazę graczy, a jeśli jesteśmy fanami danego trybu gry, jesteśmy zmuszeni do grania w trybie, który niekoniecznie lubimy. Dla mnie porażką jest tryb TDM, w którym nie mogę celować, a mam wrażenie, że większość ludzi gra właśnie w klasyczny TDM dlatego, że jest dostępny tylko w tym trybie. No i mamy też dosłownie kilka map, dla których dostępny jest tylko jeden tryb rozgrywki. Więc różnorodność jest na niskim poziomie.  Deweloperzy mieli do dyspozycji potężny zasób map i trybów. Dlaczego by nie zaimplementować najlepszych z nich? Więcej? Ewidentnie system zdobywania walut jest wyrwany rodem z darmowej sieciówki z pecetów. Bronie i dodatki kupujemy za kasę w grze, jednak nie ma dobrych sposobów jej zdobycia. Po zabiciu kilkuset przeciwników i rozegraniu ponad 100 gier ledwo mam kasę na cokolwiek. A gdzie są bonusy za zdobycie nowej rangi?

Recenzja kilka dni później

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Współczesna gra oferuje nie tylko celowanie i celowniki. Mamy też możliwość wyboru kilku perków, na przykład podniesienie zdrowia o 20%, zwiększenie obrażeń… Dlaczego?

Moją recenzję ratuje trochę fakt, że większość błędów, które pojawiły się na krótko przed premierą, zostało wyeliminowanych. Nigdy nie miałem samoistnego przełączenia celowania, żadnych błędów graficznych, chociaż jakość animacji pozostawia wiele do życzenia. Często zdarza się, że postaci na ekranie poruszają się z przeskokiem kilku klatek animacji kończyn i utrudnia to celowania. Wydaje mi się, że to jest jednak problem sieciowy po stronie gry. Poza tym w grze są już tylko problemy związane z rozgrywką i rozplanowaniem map. Jest wiele przypadków, że asymetria map daje jednej ze stron przewagę, a na innej snajper możne w momencie zaczęcia gry zabić kogoś z przeciwnej drużyny, bo akurat stoją naprzeciwko siebie. Irytuje też brak odliczania do rozpoczęcia gry i możliwość wycelowania, zanim ona się zacznie. Obrona punktów odrodzeń też jest porażką. Bez problemu można zajrzeć do nich i zabić kogoś, kto się odrodził. Jest kilkosekundowa ochrona po odrodzeniu, ale to naprawdę niewiele daje.

Dlaczego brak konkretów?

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Bronie w CrossfireX mają nawet ładne skórki, ale każda z nich to mniej więcej to samo. Nie wyczułem, że któraś broń jest inna pod względem innym niż moc i szybkostrzelność.

Ta recenzja nie-recenzja jest dość mało specyficzna, ale ma powody. CrossfireX to gra, która została stworzona i wydana w ciekawy sposób. Część online jest w pełni darmowa. Mamy dostęp do skórek, sezonów i wszystkich trybów gry online. Kampania dla pojedynczego gracza stanowi natomiast osobny, płatny tryb rozgrywki, za który przyjdzie nam zapłacić około 50 zł. Niestety nie są związana z nimi (obecnie dostępne są dwie kampanie) żadne osiągnięcia, a same tryby dla pojedynczego gracza to trochę ta mało imponująca fabuła i kupa strzelania. No i jest ten problem z mechanikami z dwóch epok w jednej grze. Na dodatek jest mało trybów i map. To wszystko sprawiałoby, że CrossfireX jest kiepską grą. Byłoby tak w każdej innej sytuacji. Tutaj jednak jest zaskakująco. Fakt, że gra jest okrojona, nie przeszkadzał mi w całkiem dobrej zabawie. Jasne, że wiele trzeba naprawić, ale jeśli gra ma przetrwać, ale deweloperzy wydają się to wiedzieć.

Co dalej z CrossfireX?

CrossfireX, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
CrossfireX oferuje wszystko, co na papierze musi być w strzelance. Niestety nie jest to wykonane w odpowiedni sposób. Grze po prostu brakuje „tego czegoś”.

CrossfireX miało być czymś nowym, orzeźwiającym. Okazuje się, że gra jest po prostu mierna. Część wczesnych recenzji mówi o błędach, których już w zasadzie nie ma wiele. Spora część wspomina też o problemach ze stabilnością. One są rozwiązane. Pozostały jednak te najważniejsze. Wiele czytałem o tym, jaka ta gra jest kiepska, jakie sterowanie jest prymitywne, tryby gry oklepane i kiepsko wykonane, a sama rozgrywka po prostu kuleje. Gra jednak spełnia w znacznej mierze swoje założenia. To nie miała być współczesna strzelanka, tylko nowa odsłona CrossFire. Problem tylko w tym, że chyba nie ma na tę grę miejsca na współczesnych konsolach. Counter-Strike został wydany na Xboksa. Nie cieszył się popularnością. Warface: Breakout tak szybko, jak zostało wydane, tak szybko zostało porzucone. I teraz pora na CrossfireX. Czy w grę warto zagrać? Jasne, tryb online jest darmowy, osiągnięcia są łatwe, więc czemu nie? Nie pogracie jednak w nią zbyt długo.

Grano na Xboksie One X

CrossfireX to najnowsza gra, którą przygotowało nam Smilegate w części online, a singla stworzyło Remedy. Jest to też zła na jak na 2022 rok. Przestarzała mechanika miesza się tutaj z nowymi trendami w strzelankach, dając nam grę, która nie ma tożsamości i każdego czymś odrzuca. To było złe posunięcie.

4
CrossfireX:
4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *