Gra Recenzja

Prawie Lovecraft, ale jednak nie – recenzja Conarium

Conarium to przygodówka, horror i thriller jednocześnie. Połączenie jakich wiele. The Sinking City i Call of Cthulhu to podobne gry, które przemówią do tych samych graczy. Co mają wspólnego? Są inspirowane i czerpią, mniej lub więcej, z twórczości H. P. Lovecrafta. Chyba trzeba w końcu przeczytać coś jego autorstwa…

Arktyczna przygoda

Conarium, recenzja, review, Xbox One
Każdy z naukowców ekspedycji miał swoją domenę. Jeden z nich studiował życie. W tym ożywianie rzeczy martwych i sztuczną inteligencje.

Frank Gilman jest jednym z naukowców, którzy badają starożytną, zapomnianą cywilizację na Antarktydzie. Nie przyjechali oni nieprzygotowani. Już dawno eksperymentowali z urządzeniami, które potrafią odczytać wspomnienia zmarłych, niczym sny śniącego. Posiedli oni w ten sposób podstawę wiedzy, która pozwoliła im zgłębić tajemnicę tych nietypowych stworzeń. Część ludzka. Część gadzia. Grając jako Frank, musimy dowiedzieć się, gdzie podziała się nasza załoga. Był lekarz, był meteorolog, był psycholog, był botanik, była też obsługa stacji Upuaut. Nikogo z nami nie ma, prąd został wyłączony, a na zewnątrz panuje burza. Sam Gilman nie wie, co się dzieje, nie pamięta żadnych wydarzeń dłuższego okresu. Frank i jego samotność, poszukiwanie członków ekipy, którzy wyparowali, jest niemalże idealną podkładką do horroru. Wszechpanująca cisza, tajemniczy ból głowy, nieznane rośliny i mistyczna otoczka jeszcze bardziej dają wrażenie, że będzie to przygoda, jakich mało.

Czy Conarium to horror?

Conarium, recenzja, review, Xbox One
Podziemne korytarze nie są przerażające, jednak budzą pewien niepokój, szczególnie gdy brakuje światła i przed chwilą wydarzyło się coś stresującego naszego bohatera.

To akurat jest pytanie, które dla mnie nie ma oczywistej odpowiedzi. Jasne, że z definicji gatunku i zdaniem autorów jest. Brakuje w nim jednak elementów typowych dla horroru. Nie ma strachu, nie ma jump scare’ów. Jest tylko atmosfera samotności i pewna niepewność kolejnych kroków. W grze można zginąć na kilka sposobów, jednak tak naprawdę są tylko dwie sekwencje, gdy zginiemy, jeśli czegoś celowo nie zrobimy. Game over też jest możliwy tylko wtedy. Mamy ze sobą latarkę (łącznie chyba nawet 3), której baterie starczają na całą grę. Jest krótkofalówka, której możemy używać do woli, najczęściej bezskutecznie. Mamy też tyle czasu, ile jesteśmy w stanie grze poświęcić. Nie ma tutaj presji czasu. Nie ma presji czającego się za rogiem zła w żadnej postaci. Jest tylko ciemność, nieznana cywilizacja, ludzie-jaszczurki i tajemnicze rośliny. Czy to spełnia warunki horroru dla ciebie? Dla mnie to bardziej thriller w formie gry.

Po  prostu idź naprzód

Conarium, recenzja, review, Xbox One
W grze nie jesteśmy sami, tak jakby. Mamy krótkofalówkę, która służy czemukolwiek tylko, gdy skrypt mówi, że musimy z kimś pogadać.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to mamy do czynienia z typowym symulatorem chodzenia. Nie ma tutaj scen akcji, nie wyciągniemy broni, nie będziemy skakać. Co najwyżej będziemy musieli uciekać przez kilkoma mumiami i przerośniętym pająkiem. Mamy za to dużo chodzenia, sporo czytania i masę obracania przedmiotów, chociaż to ostatnie jest zawsze dodatkową przyjemnością. Historia gry opowiadana jest nam za pomocą kilku rozmów i stert notatek, map, kartek i pamiętników. Każdy miał coś do powiedzenia i niemalże każdy miał nierówno pod sufitem. Zapewne takie jest ryzyko zawodowe naukowców, którzy zgłębiają rzeczy nadnaturalne. Cała historia powinna zająć nam w granicach 3 godzin, chociaż wiedząc, co się robi, da się skrócić czas o godzinę. Niestety zabrakło mi w grze eksplorowania obozu. Panuje w nim śnieżyca i musimy tylko wyskoczyć na chwilkę, żeby włączyć generator. Poza nim nie ma tam nic. Są za to podziemne korytarze, w których spędzimy większość gry.

Powinienem był w nią zagrać wcześniej

Conarium, recenzja, review, Xbox One
W Conarium mamy też kilka łamigłówek, chociaż są one z rodzaju tych przyjemnych. Wiadomo co zrobić, musisz tylko wykombinować jak.

Conarium to kolejna już gra, w którą powinienem był zagrać wcześniej. Nigdy nie byłem fanem horrorów. Hollow, Layers of Fear i Outlast do mnie nie przemawiają. Nie mam nic przeciwko nieco bardziej mistycznemu podejściu do tematu. Call of Cthulhu i Conarium to bardzo podobne do siebie tytuły, gdzie przez większość czasu po prostu eksplorujemy lokacje. Takie wolne podejście do rozgrywki relaksuje, pomimo napiętej atmosfery. Dodatkowo gra nie jest sygnowana uniwersum stworzonym przez Lovecrafta, ale jest mocno inspirowana jednym z jego dzieł. I to czuć niemalże na każdym kroku. Świat jest podobny, motywy identyczne, a deweloperzy są zawsze o krok od naruszenia własności intelektualnej. Jednak to dobrze, bo widać w tym dozę kunsztu. Chcą dać fanom Lovecrafta jego świat, więc stworzyli świat, który mocno go przypomina. I przechodzą samych. Conarium to na pewno pozycja obowiązkowa dla każdego fana gatunku.

Grano na Xboksie One X

Gra została dostarczona przez wydawcę do celów recenzenckich.

8
Conarium:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *