Gra Recenzja

Catmaze – Podążaj za kicią

Catmaze co dość niepozorna gra, która ukazała się na rynku około 4 lat temu. Wtedy na PC, ale teraz gra ma swoją recenzję na konsolach dzięki Ratalaika Games. Nie jest to platformówka, to znaczy w pewnym sensie jest, ale to bardziej gra akcji z widokiem 2D. Metroidvania. Czy warto się nią w ogóle zainteresować?

No i gdzie te koty?

Widzieliście Stray? W Polsce nazwa powinna być przetłumaczona jako “dachowiec”, więc mamy sytuację, w której tytuł coś obiecuje, a następnie natychmiastowo zapewnia wszystko, czego mogliśmy chcieć. Catmaze? Ani nie ma “cat” ani nie ma “maze”. Jest jednak gra, która zaczyna się krótkim wprowadzeniem (na którym koty są), a następnie zostajemy wrzuceni w wir walki, skakania i poszukiwań. Alesta to nasza bohaterka, a naszym głównym zadaniem jest pomóc jej matce, która choruje. Wiemy, kto ma lekarstwo, ale droga jest trudniejsza, niż ją pamiętamy, a na pewno będzie dłuższa. Każde kolejne zadanie jakby oddalało nas od celu i kierowało w nieprzyjemny świat przerośniętych grzybów. Pomagać nam będą zwierzaki, które za nas je zaatakują i nieco później w grze właśnie w rolę atakującego pomocnika wciela się kot. Hurra! Między początkiem i końcem czeka nas zbieranie monet, kupowanie ulepszeń, odblokowywani nowych umiejętności i około godziny walk z bossami. 

Z jakiegoś powodu źle się w niej czuję

Catmaze, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Na obrazku idealnie widać różnicę styli wykorzystanych podczas tworzenia gry. Portrety postaci, nasza bohaterka i otoczenie to trzy zupełnie różne style. Ciekawe?

Jeśli włączyliście kiedyś grę i wiedzieliście od pierwszych sekund, że to jest gra dla was, to ja miałem z tą zupełnie inaczej. Nie gardzę platformówkami i grami akcji w jednym. Nawet cały gatunek metroidvanii mnie nie odpycha, ale w tej grze jest to coś, co sprawia, że po prostu mi ona nie leży. Z jednej strony mamy fabułę, która zawsze nas pcha w jakimś kierunku, ale z drugiej strony nigdy nie wiadomo, jaki to jest kierunek. Dostajemy jedynie rady, że mamy gonić za kotem, albo ścigać klucz, ale prędzej trafimy na nieodpowiedniego bossa, niż popchniemy fabułę naprzód. Gra nie ma też wybaczającego systemu zapisu gry. Podczas mojej pierwszej próby ewidentnie zabłądziłem i trafiłem na zbyt trudnych przeciwników. Straciłem wtedy około pół godziny gry. Jest to niesamowicie demotywujące, nawet bardziej niż mój legendarny autosave w Medal of Honor na wybuchającym granacie. 

Chociaż wszystko tu jest…

Catmaze, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Z czasem w grze pojawia się więcej kociaków, ale naprawdę myślałem, że będzie ich dużo. Lubię koty, ale to nie minus, tylko obserwacja…

Dość szybko jednak okazuje się, że Catmaze ma dosłownie wszystko, czego fani mogą pragnąć. Mordowanie, bieganie, skakanie, liczne powroty i eksplorowanie łudząco podobnych do siebie poziomów. Jeśli cię to kręci, to Catmaze będzie grą dla ciebie. Dodatkowo wersja konsolowa jest płynna i stabilna, więc nie ma typowo pecetowych problemów, z którymi gra borykała się na niektórych komputerach z kartą graficzną od Nvidii. Dodatkowo styl graficzny jest dość ciekawy. Mamy tutaj do czynienia nie tylko z pixel artem w wysokiej rozdzielczości, ale też naszą postacią i jej pomocnikami, którzy są pozbawieni wyraźnych pikseli. O dziwo nie wygląda to nie na miejscu. Taki połączenie grafiki sprawia, że nasza postać mocno wyróżnia się na tle poziomów, łatwo jest ją znaleźć i nie zgubić w ferworze walki, gdy na ekranie sporo się dzieje. Jednocześnie przyznam, że jest to zupełnie niepotrzebne. 

Nie taka jak inne

Catmaze, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X
Mimo tego, że Catmaze to metroidvania, to posiada wiele elementów, których nie spotkamy ani w Metroidzie, ani w Castlevanii. Na przykład atakowania jednookim nietoperzem!

Mimo tego, że gra wiele czerpie z podobnych tytułów, ma w sobie wystarczająco unikatowości, żeby nie być wiernym przedstawicielem gatunku. Koty jako nikłe drogowskazy. Ołtarze, które leczą i zapisują grę. Agresywne zwierzaki zamiast broni. To wszystko sprawia, że gra jest ciekawa. Konsola natomiast sprawia, że gra jest pozbawiona błędów i działa płynnie. O ile nie utkniesz gdzieś w okolicy 14% postępu, tak jak ja za drugim razem, to czeka cię naprawdę przyjemna zabawa. Catmaze nie jest typową grą od dawnej Ratalaiki, która wydawała szybkie gry, które dało się ukończyć w kilkanaście minut. Tym razem mamy do czynienia z pełnoprawną grą, która zajmie nam kilka godzin. Chęć zdobycia wszystkich osiągnięć podwoi ten czas. Jest to jednak gra należąca do dość specyficznego gatunku, który nie każdemu podpadnie. Ja nadal mam koszmary po Shadow Complex. Poza tym gra jest miłą przerwą od biegania w 3D.

Grano na Xboksie Series X

Jedna osoba umie zrobić grę. Thomas Was Alone, Minecraft i Dust: An Elysian Tail to jedne z najlepszych gier, w które grałem. Catmaze nie dzieli z nimi wiele, ale tę jedną cechę na pewno. Jedna gra, jeden deweloper. Czy jedna osoba to jednak czasami nie za mało? Gra została udostępniona do celów recenzenckich.

7
Catmaze:
7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.