Gra Recenzja

1986 w 2020 – Recenzja Castle of no Escape

W którym miejscu mamy do czynienia z inspiracją, a kiedy zaczyna się już plagiat? Jako osobę, która obraca się w świecie naukowym i ma do czynienia z wieloma pracami naukowymi, bardzo jestem tym zaciekawiony. Castle of no Escape wydaje się albo bardzo nadwyrężać definicje inspiracji, albo po prostu dokonuje plagiatu gry z lat 80.

Leygref’s Castle 2

Castle of no Escape, recenzja, review, Xbox One
Menu w grze jest niesamowicie proste, pozwala zmienić język, przeczytać zasady gry w pliku tekstowym, albo rozpocząć nową rozgrywkę.

Gra, o której wspominałem to dość mało znany dungeon crawler z 1986 roku. Laygref’s Castle był inspiracją dewelopera, czego on nie ukrywa, przeraża mnie jednak stopień podobieństwa obu gier. Castle of no Escape czerpie z gry wygląd, system rozgrywki, potwory, cechy postaci i ich możliwości. Gry tak naprawdę różnią się tylko tym, że w Laygref’s Castle zaczynamy od pierwszego piętra i pokonujemy je po kolei, aż trafimy na 8, a w Castle of no Escape mamy ich tylko 6 i nie są poukładane po kolei. Znacznie zmienia to dynamikę rozgrywki i sprawia, że czynnik losowy jest jeszcze istotniejszy podczas rozgrywki. Przekłada się to na dość niewielki wpływ gracza na rozgrywkę, ponieważ decydujemy tylko o klasie postaci, a w pozostałych kwestiach musimy zdać się na łaskę gry. Dość często będziemy mieć wrażenie, że ta gra jest nieco bez sensu, jednak są sposoby na umilenie sobie rozgrywki i ostateczne pokonanie bossa — Nikolaia.

Metoda na grę

Castle of no Escape, recenzja, review, Xbox One
W grze są oficjalnie 3 postacie, ale czwarta też jest dostępna, Jest to super-potężny mieszaniec, który nie ma żadnych wad, postać do debugowania?

Losowa rozgrywka nie sprzyja strategicznemu myśleniu i planowaniu na przyszłość, dlatego na Castle of no Escape trzeba znaleźć metodę. Niestety nie wiemy, do jakiego pomieszczenia wejdziemy, co się w nim znajduje i czy uda nam się uciec. Z tego powodu większość moich rozgrywek wyglądała mniej więcej tak samo. Obejdź wszystko dookoła, znajdź pochodnie i jeśli ich nie znalazłem, to zazwyczaj ginąłem, zanim zaczęła się prawdziwa rozgrywka. Pochodnie pozwalają odkryć wszystkie pola dookoła postaci, co umożliwia planowanie, możemy zobaczyć, jaki przeciwnik siedzi w kolejnym pomieszczeniu i możemy oszacować, czy uda nam się go pokonać. Oczywiście samo pokonanie przeciwnika to też losowe przedsięwzięcie. Mamy jakąś zręczność, siłę, inteligencję, czary, broń i pancerz, ale wraz z nimi nie uzyskujemy informacji o szansie udanego ataku, czy naszych szansach na jego uniknięcie. Na ogół przydaje się mieć maksymalną zręczność i siłę, która robi jednocześnie za nasze punkty zdrowia, a także zainwestować w inteligencję, a co za tym idzie magię, bo ona ma największy potencjał zadawania obrażeń. Za pomocą inteligencji można też pokonać przeciwnika, przechytrzając go, ale tylko, jeśli nasza inteligencja jest wyższa od jego. A jak to sprawdzić? Metodą prób i błędów, bo znowu gra nam nie mówi, jak inteligentny jest przeciwnik.

7 klątw i 8 artefaktów

Castle of no Escape, recenzja, review, Xbox One
Grę zaczynamy bez sprzętu i ze standardowymi cechami postaci, co znacznie utrudnia rozpoczęcie gry. Nawet goblin jest wtedy poważnym zagrożeniem.

Jakby jednak nie patrzeć, to gra jest dość rozbudowana, jak na to, co oferuje. Podczas eksploracji spotkamy mnóstwo przeciwników, znajdziemy kilka broni i pancerzy, wszędzie będą porozrzucane księgi, monety i skrzynie ze skarbami. Najważniejsze natomiast wydają się klejnoty i artefakty. Przeszukując skrzynie i czytając księgi, możemy nadziać się na jedną z klątw, a te mają dużą rozpiętość efektów. Od całkowitej ślepoty, przez letarg, brak szczęścia, po słabość, czy książkę permanentnie przytwierdzoną do ręki, co uniemożliwia atak wręcz. Na szczęście na sześciu poziomach zamku możemy znaleźć też artefakty, które przeciwdziałają konkretnym klątwom. Ale najcenniejszym artefaktem jest latarnia, która pozwala nam odkryć, co znajduje się na polach powyżej, poniżej, na prawo i na lewo od nas. Jeśli latarnia będzie w naszych rękach, to jesteśmy na drodze do wygranej, ponieważ wtedy możemy bezpiecznie planować każdy krok. Nadzianie się przypadkiem na latarnię nie jest jednak takie łatwe i będzie wymagać od nas wiele cierpliwości. Natomiast gdy już mamy wszystkie artefakty i latarnię, to żadna księga i żadna skrzynia ze skarbem nie jest dla nas niebezpieczna i możemy czytać do woli i szukać tego cudownego pancerza, który pozwoli nam uniknąć dewastującego ataku Nikolaia.

Falstart

Castle of no Escape, recenzja, review, Xbox One
Interfejs gry jest prosty, poruszamy się po 6 piętrach 6×6, a po prawej stronie mamy cały pakiet informacji, w tym ekwipunek.

Bardziej spostrzegawczy z was mogą zauważyć, że data wydania Castle of no Escape to 20 grudnia 2019 roku, więc dlaczego recenzja pokazuje się po dwóch miesiącach? Okazuje się, że gra zaliczyła poważny falstart. Została wypuszczona do dystrybucji bez testowania i znalazła się w niej masa błędów, które często uniemożliwiały dalszą rozgrywkę. Błędy nadal są w grze widoczne, ale już nie w takiej ilości. Po szybkim wycofaniu gry ze sprzedaży, jeszcze tego samego dnia, postanowiono przy niej usiąść i naprawić wszystko, co było nie tak. Dwa miesiące później gra została wydana razem z Castle of no Escape 2, którego recenzja będzie gotowa wkrótce. W grze nadal brakuje elementów takich jak menu pauzy, bo jedyną metodą na wyjście do „menu głównego” jest śmierć, albo ponowne uruchomienie gry. To jest tak staromodna zagrywka, że aż głowa mała.

Czyli warto, czy nie warto?

Castle of no Escape, recenzja, review, Xbox One
Pierwsza wersja gry (oznaczona jako Beta 7) została wypuszczona podczas Ludum Dare 31, ale nie zdobyła żadnej nagrody.

Castle of no Escape to gra, którą trudno polecić komukolwiek, kto nie znajduje się w jednej z dwóch grup ludzi. Pierwszą są rzecz jasna łowcy osiągnięć, bo gra kosztuje niewiele (w okolicach 20 złotych) i przejście jej zajmuje około godziny, przy czym nie trzeba w niej za dużo myśleć i z powodzeniem można coś oglądać w tle, albo czegoś słuchać. Drugą grupą są osoby, które tęsknią za starym stylem rozgrywki, klasykami z czasów, gdzie cała grafika gier wideo składała się ze znaków. Castle of no Escape oferuje podobny styl rozgrywki, jednak wzbogacony o kilka spritów i przystosowany do konsol bardziej niż komputerów. Nie będzie w tej grze pisania, że postać ma iść na północ, ale mimo wszystko jest całkiem podobnie.

Grano na Xboksie One X

Gra została dostarczona przez wydawcę - Xitilona.

5
Castle of no Escape:
5

Leave a Reply