Gra Recenzja

Ta sama koncepcja w innym stylu – Recenzja Castle of no Escape 2

Castle of no Escape 2 to zupełnie inna bestia niż Castle of no Escape. Zdecydowanie poświęcono na grę więcej czasu i zasobów, ale czy zwiększona cena wiąże się z grą lepszej jakości? Castle of no Escape 2 to gra akcji, która bazuje tym razem na grach pokroju The Binding of Isaac i serii Zelda, a nie klasykach gatunku dungeon crawler.

Nagła zmiana gatunku

Castle of no Escape 2, recenzja, review, Xbox One
Dopiero w tej grze kule są przydatne i nie służą tylko do zadawania nam niepotrzebnych obrażeń. Opis tego co widzimy jest niestety nieco tajemniczy.

Castle of no Escape 2 to znaczne odstępstwo od tego, czego mogliśmy doświadczyć w Castle of no Escape. Niemalże każdy aspekt gry jest inny, począwszy od grafiki, przez mechanikę gry, po gatunek. O ile początkowo mieliśmy do czynienia z niewielką gierką zrobioną podczas game jamu, która brała niemalże każdy element żywcem z gry 30 lat starszej, teraz mamy do czynienia z wersją rozwojową tej gry, która wkracza w nową epokę, próbując emulować gry rodem z NESa, a nie DOSa. Castle of no Escape 2 wita nas prostym animowanym intrem, bardziej rozbudowanym menu, a także zupełną zmianą stylistyki. Co prawda kluczowe elementy nadal pozostają takie same — zamek o wymiarach 6x6x6, trzy postacie, boss do pokonania — ale zostaje dołożone kilka elementów, które zmuszą nas do dokładnego przeszukiwania przedmiotów, a także przeciwnicy staną się mobilni, znacznie utrudniając nam eksplorację zamku. Każdy z pokojów tym razem jest osobnym ekranem, w który poza przeciwnikami można znaleźć także pułapki, skrzynki, kowadła i rzecz jasna raz na jakiś czas schody na wyższy poziom.

Kontroler ma dwa analogi…

Castle of no Escape 2, recenzja, review, Xbox One
W grze są trzy podstawowe postacie, jednak możemy odblokować wersje bohaterów z poprzedniej gry.

Technologiczny krok naprzód jest niestety obarczony możliwością popełnienia kolejnych błędów. Trio deweloperskie Castle of no Escape 2 nie uchroniło się przed wyższym poziomem złożoności gry i wpadli w kilka pułapek nie tylko swojego gatunku, ale też mieli kilka wpadek technicznych. W kwestii graficznej najbardziej dziwi kwestia spritów potworów i przedmiotów w odniesieniu do wybranego bohatera. Wszystkie grafiki wydają się być na innej płaszczyźnie, co powoduje, że bez problemów możemy przejść przez przedmioty takie jak skrzynie, czy kowadła, a potwory zadadzą nam obrażenia po kontakcie z nimi, ale nie zatrzymają nas w miejscu. No i jest też kwestia tragicznego sterowania. Rozumiem, że gra ma bazować na klasykach gatunku, ale brak możliwości operowania drugim analogiem, żeby móc się obrócić jest nieco irytujące. Aby zaatakować przeciwników, często trzeba obiec pół sali, żeby móc obrócić się w jego stronę i czuć się chociaż trochę bezpiecznie. Nie wspomnę nawet o przeciwnikach, którzy są szybsi, bo próby zabicia ich prawie zawsze wiążą się z otrzymaniem obrażeń. W moich oczach deweloperzy popełnili błąd, nie dając nam możliwości obsługi gry analogami.

Kolejny pierwszy raz

Castle of no Escape 2, recenzja, review, Xbox One
Brak drugiego możliwości obsługi kierunku celowania za pomocą analoga sprawia, że gra jest niepotrzebnie trudna i niesamowicie nieprzyjemna.

Coraz więcej pojawia się gier na rynku od osób, które dopiero zaczynają, chociaż są tego lepsze i gorsze przykłady. Są gry pokroju Lake Ridden, które zrobił mały zespół i które są cudowne. Są gry niczym Super Mega Space Blaster Special Turbo, które bierze klasykę i daje nam jej odświeżoną wersję. Są też gry takie jak cała seria Castle of no Escape, włączając drugą część, które są, jakie są, bo w dzisiejszych czasach w miarę łatwo zrobić grę, która niegdyś sprawiała ludziom masę problemów. W czasach, kiedy nie trzeba się martwić ograniczeniami zasobów, ile bitów danych jesteśmy na raz w stanie wyświetlić, czy jak obejść ograniczenia twórcy konsoli, który daje nam tylko 2MB RAMu do wykorzystania, powinniśmy tworzyć gry, które są nieco bardziej wymagające, a zupełnie odpuścić sobie robienie „duchowych następców”, „czy gier inspirowanych”, bo inspirować się klasykami można, ale powinno to nieść za sobą stworzenie gry, która będzie przyjemna, a nie sztucznie ograniczoną kopią czyjegoś wysiłku sprzed lat. W moich oczach Castle of no Escape i Castle of no Escape 2 to zupełne deweloperskie dna, które nigdy nie powinny otrzymać złotówki.

Grano na Xboksie One

Grę do recenzji dostarczył wydawca gry - Xitilon.

4
Castle of no Escape 2:
4

Dodaj komentarz