Gra Recenzja

Mi się tam podoba – recenzja multi Call of Duty: Vanguard

Call of Duty: Vanguard miało swoją premierę kilka dni temu. Pozwoliło mi to sprawdzić, jaka jest rozgrywka online w tej grze. Czy coś zmieniło się od czasu bety, o której pisałem wcześniej? Jaka jest wartość przepustki sezonowej? Czy strzela się dobrze? Czy warto kupić Call of Duty: Vanguard dla multiplayera?

Czego oczekiwać od Vanguard?

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Call of Duty: Vanguard to bardzo ładna gra, która zasługuje na nieco uwagi. Czy zasługuje jednak na wasze ciężko zarobione pieniądze? Cóż… Odpowiedź nie jest taka prosta.

Najnowsza gra od Sledgehammer Games to oczywiście gra dopracowana. Studia, które za właściciela mają wielkich wydawców, zazwyczaj takie dostarczają. Problemem są jednak szczegóły. Jak w kampanii, także i tutaj pojawia się masa pomniejszych problemów, które nieco psują doświadczenia. Co mam na myśli? Poziomy, które zdobywamy zawsze podczas celebracji, pokazują odblokowany o poziom wyżej, co już mnie kilka razy zmyliło.  Da się odblokować elementy kosmetyczne, które zawsze pojawiają się jako nowe, choć używam ich od samego początku. Kilkukrotnie zdarzyło się, że nie pojawił mi się ekran kończący grę, a zamiast niego widziałem czarne tło. Niby nic wielkiego, ale ktoś powinien uważać na takie szczególiki, bo skopanie istotnego elementu gry można wytłumaczyć. Bo był trudny w implementacji, bo jakiś inny element gry go uszkodził podczas implementacji. Powodów już słyszeliśmy wiele. Ale ramka wizytówki, która od zawsze świeci się na zielono, bo jest „nowa”? To powinno już dawno być naprawione.

Szybka i zabójcza albo nieco wolniejsza

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Po raz pierwszy nie byłem wkurzony na to, że karabin zabija jednym strzałem. Szkoda tylko, że SHG i Activision nie postarały się o licencję i faktyczne nazwy. Klauser i Sakura zamiast Mausera i Arisaki.

W grze nie ma wielu trybów rozgrywki. Jest podkładanie bomby, Deathmatch w dwóch wersjach, patrol, podbój, zabójstwo potwierdzone i to chyba na tyle, jeśli chodzi o standardowe tryby. Ciekawą rzeczą jest natomiast możliwość wyboru tempa gry. W praktyce oznacza to ilość graczy. Najwolniejsze to tempo taktyczne, potem szturmowe, a najszybsze to szybkie. Ilość graczy wydaje się zależna od mapy, ale przyznam, że różnica jest. Starcie 8 na 8 na większej mapie gwarantuje sporo biegania. Szybkie na małej, a jeszcze najlepiej któryś szybki Deathmatch, gwarantuję śmierć w kilka sekund. Jest to oczywiście opcja, którą możemy wybrać w filtrze, więc losowości tutaj nie ma, chyba że zaznaczymy dowolne tempo. Sztandarowym trybem Call of Duty: Vanguard jest też Wzgórze Mistrzów, które znane już było za czasów testów Alfa i Beta. Tym razem jest dostępne od samego początku w dwójkach i trójkach, więc jeśli masz kilku znajomych, to będzie tryb dla was.

Wszystko to laser

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Rusznikarz pozwala zmodyfikować niemalże każdą grą do stopnia, w którym zaczyna ona być przesadnie celna. Moje MG 42 było celne nawet bez kucania, leżenia i podpory.

Prawie wszystkie bronie w grze mają aż 70 poziomów. Sprawia to, że na każdy element przypada mniej więcej 7 modyfikacji, choć celowników jest znacznie więcej. W efekcie przekłada się to na możliwość dostosowania każdej broni do swojego stylu walki w niespotykanym dotąd stopniu. Ma to też efekt uboczny. Każda broń w grze może stać się istnym laserem. Nawet AS-44, którego anachronizm wytykałem w kampanii, z niesamowicie szybko strzelającej i mało celnej broni może stać się genialną spluwą. Doprowadza to do absurdów. Mój MG 42, którego wyposażyłem we w miarę wczesne modyfikacje, był w stanie razić wrogów na drugim końcu mapy celnym ogniem automatycznym. Dodaj do tego amunicję zapalającą i okazuje się, że kogo nie zmiotę z planszy, ten spłonie w ukryciu. Operator Wade ma wyzwanie zabicie 50 przeciwników za pomocą ognia, co udało mi się zrobić w dwa dni bez używania granatów i nagród za serię.

Ale biega się przyjemnie

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Bar to moja ulubiona broń w hardkorze. Ma siłę karabinu, ale jest automatyczny, z dużym magazynkiem i jest zabójczo celną bronią. Czego chcieć więcej?

Moje ogólne odczucia co do rozgrywki są dość pozytywne. Czuć, że bronie są znacznie potężniejsze niż wcześniej, chociaż zdarzają się wyjątki, a sprzęt jest całkiem zróżnicowany. Przynajmniej początkowo. Niestety wydaje mi się, że rusznikarz niweluje różnice. Da się jednak znaleźć perełki (MG 42, BAR) i kilka dziwnych konstrukcji (Type 11, Owen). Biega się z nimi fajnie. Rozgrywka jest dynamiczna, biega się szybko, ginie się też dość szybko, więc rozgrywka jest zdecydowanie dynamiczna. Mam jednak wrażenie, że jest to najmniej dynamiczna z ostatnio wydanych gier z serii, co dla mnie jest idealne. Kwestia preferencji, jeśli wolicie jeszcze szybszą grę, to lepiej zostać przy Modern Warfare albo Cold War. Hardcore to jednak najlepsza implementacja tego trybu w serii od dawna. Szczególnie gdy gra się karabinem lub BARem. Te bronie są na tyle potężne, że wymagają jednego strzału, podczas gdy nie jest to prawdą dla większości pozostałych.

Battle Pass nie ma sensu

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Pierwszy sezon w Call of Duty: Vanguard zawiera tylko 20-kilka nagród, które są do odebrania w grze. Reszta to albo nagrody w Warzone albo w Cold War. Trochę bez sensu.

Coś, co mnie bardzo zaskoczyło, to przepustka sezonowa oferowana w Vanguard. Sezony oczywiście są, bo być muszą, jednak ich format mnie niepokoi. Sledgehammer Games zaimplementowało w pierwszym sezonie jedynie 24 nagrody (wszystkie darmowe), które da się odblokować w Vanguard. Pozostałe spośród 100 nagród są do Call of Duty: Warzone i Call of Duty: Black Ops Cold War. Zamiast pozwolić nam wystartować w pięknym stylu, z nowymi kostiumami operatorów, fajnymi schematami broni i resztą fajnych dodatków, możemy odblokować zegarek dostępny w Warzone. Trzecia odsłona gry zaimplementowana w Warzone w końcu pokazuj tak naprawdę, gdzie leżą priorytety Activision. Wiem, że prawdopodobnie się to zmieni, bo chyba pierwszy sezon Vanguard to „rozgrzewka” („preseason”), ale właśnie z tego powodu przydałoby się skupić na Vanguard. Jeśli nie gracie regularnie w Warzone, to kupowanie przepustki sezonowej nie ma sensu w Call of Duty: Vanguard. Gdyby jeszcze postęp był w miarę szybki… Jakaś rekompensata braku dodatków?

Aha, zombie

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Zombie to zaskakująco przyjemny tryb w tym roku. Pozwala na sporo akcji, ale też pozwala odpocząć między rundami. Zabicie 10 tysięcy zombie dla osiągnięcia nie było wcale żmudne.

Coś, o czym zapomniałem, więc leci na koniec. Tryb zombie to zupełna zmiana koncepcji w porównaniu do wcześniejszych gier. Tym razem zaczynamy grę w swoistym hubie, którym jest mapa Red Star. Stąd przyjdzie nam ruszać w bój. Zostały nam oddane trzy typy wyzwań. W Blitzie musimy przetrwać określony czas przeciwko niekończącym się hordom zombie. Transmisja polega na podążaniu za głową w klatce, wokół której będą zbierać się zombie. W Żniwach musimy zbierać kamienie runiczne i dostarczać je do kapliczek. Nie jest to więc typowa walka przeciwko zombiakom. Taka fragmentacja gry pozwala na chwilę oddechu, wyjście do toalety, czy po kawę, bo jeśli w hubie zabijemy wszystkie nowe zombie, to możemy tam poczekać. Jednocześnie sprawia to, że możemy wybierać sobie nasz ulubiony tryb i rozprawić się z zombie na własnych zasadach. Tryb zombie w Vanguard jest najlepszym. No i rzecz jasna MG 42 tutaj tez pomaga. Panzertrup pada szybciutko…

Czy ktoś w ogóle lubi Vanguard?

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X|S
Niestety w grze nadal jest masa błędów, głównie wizualnych. Bardzo często brakuje postaci podczas celebracji, albo po prostu brakuje całego ekranu kończącego grę. Poza tym nie ma wielu błędów.

Call of Duty: Vanguard to dziwna bestia. Niby ma wszystko, co współczesne Call of Duty Powinno mieć. Szybka akcja, masa kosmetyki, podstawowe tryby rozgrywki, bez zbędnego kombinowania. Tryb z zombie w roli głównej też jest w pakiecie. A do tego kampania, której można wiele zarzucić, ale gra się przyjemnie. Mam jednak wrażenie, że nikt w tę grę nie gra. To znaczy, lobby są zawsze pełne, jednak po przeniesieniu mojego regimentu ze wcześniejszych gier do klanu w Vanguard, okazało się, że jestem sam. To nie tak, że pozostała część ekipy to nie są maniacy Call of Duty. Wszyscy wspólnie zadecydowali, że odpuszczają sobie Vanguard, skupiając się na Warzone i Cold War. Dlaczego? Nie pasuje im klimat. Nie pasują im bronie. Mam wrażenie, że II Wojna Światowa jest na powrót oklepanym tematem. Nie pomaga, że poprzednia gra od Sledgehammer Games też była drugowojenna i też taka sobie w opinii graczy.

Grano na Xboksie Series X

Call of Duty: Vanguard to najnowsza odsłona serii, w którą najwyraźniej żaden zagożały fan nie chce grać. Jednym nie pasuje tempo, drugim umiejscowienie akcji, a trzeci nadal chcą grać w Warzone. Czy to oznacza, że Vanguard będzie kolejnym miernym Call of Duty od Sledgehammer Games? Może będzie zupełnie inaczej? Kopia gry do recenzji została dostarczona przez agencję PR.

8
Tryb wieloosobowy Call of Duty: Vanguard:
8

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.