Gra Recenzja

Młody bohater ratuje świat! – recenzja Bonds of the Skies

Bonds of the Skies to kolejna gra, którą wydało KEMCO. Wydają się oni wypluwać niekończący się strumień gier od niszowych deweloperów, którzy utknęliby w odmętach Steama, gdyby nie japoński wydawca. Bonds of the Skiers nie różni się wiele od poprzednich gier, które wydali. Czy jest więc coś, co przekona gracza do akurat tej gry?

Młody bohater naprzeciw bogom

Bonds of the Skies, Xbox One, Windows, recenzja, review
Grimoa to tacy pomniejsi bogowie, którzy odpowiadają za żywioły. Jeśli nasza wioska płonie, to podejżadny może być tylko jeden. Gdzie jest Rednaught?!

Gra opowiada historie młodzieńca imieniem Eli. W trakcie jego inicjacji, która ma sprawić, że zostanie dorosłym członkiem społeczeństwa, jego wioska zostaje zaatakowana. Morze ognia, które ją spowija, sprawia, że winowajca może być tylko jeden. Rednaught to jeden z Grimoa, którzy są bogami żywiołów w świecie gry. Eli oczywiście nie będzie wędrował sam przez całą grę, a pomagać mu będą postacie, które mają swój własny interes w pomaganiu naszemu bohaterowi. Czy to wolność, czy to zemsta, czy niepewność, każdego będzie motywować coś innego. Sprawi to, że po kilku godzinach gry będziemy mieć zespół, który nie potrafi sobie poradzić sam z siebie z niczym. Clou gry to interakcja głównych bohaterów z innymi Grimoa, których udało nam się przeciągnąć na naszą stronę. Pozwolą oni na wyrównanie szans w walce. Okazuje się jednak, że to nie starcia z bossami są najtrudniejsze. Co krok atakują nas przeciwnicy w losowych spotkaniach. Przetrwać ich szereg to wyzwanie.

Sztuczna długość, cecha gatunku

Bonds of the Skies, Xbox One, Windows, recenzja, review
Jedyne, co tak naprawdę ratuje grę przed byciem całkowitą nudą, jest możliwość automatycznego ataku i przyspieszenia walki. Większość gry spędzimy na automacie.

Bonds of the Skies to jRPG. Nie ma tutaj żadnego dodatkowego gatunku, a gra bazuje na dobrze znanych klasykach. Opowiada historię, która ma znany szablon, a deweloperzy przynajmniej próbują zrobić coś innego. Mam jednak wrażenie, że robią dość mało. Jasne, że gra dodaje Grimoy, które paruje się z bohaterami, żeby zyskać dodatkowe moce, ale nie sądzę, żeby to było wystarczająco. Dodatkowo gra jest sztucznie długa. Niemalże na każdym kroku czeka nas dodatkowa walka w losowych starciach. Nie mogłem jej pominąć, a jedyne opcje to odwrót albo automatyczna walka. Jasne, że auto pomaga, ale pod koniec walki ostatecznie dostajemy wielkie nic, bo doświadczenia za mało, a przedmioty nie są warte poniesionych strat. Mam wrażenie, że częstotliwość losowych starć służy tylko zmiękczeniu mojej drużyny przed walką z bossem. Nawet między ostatnim punktem zapisu, a wspomnianą walką jest sporo okazji, żeby stoczyć walkę z losową bandą przeciwników.

Przynajmniej muzyka jest fajna (ale nudna)

Bonds of the Skies, Xbox One, Windows, recenzja, review
Muszę przyznać, że Bonds of the Skies wygląda nieco lepiej niż większość podobnych gier, ale mam wrażenie, że to nieco za mało.

Jednym z naprawdę nielicznych niepodważalnych plusów tej gry jest muzyka. Chyba nawet jeden utwór, który nazywać „muzyką w grze” to nieco za dużo. Gdy grałem w Bonds of the Skies, musiałem wyciszyć telewizor. O ile utwór jest chwytliwy, to słysząc go tysięczny raz, nie chce się już słuchać więcej. Moja dziewczyna się też przyczyniła do wyciszenia. Nie mogła już znieść tego dźwięku, a słyszała go znacznie której niż ja. Co to mówi o Bonds of the Skies, gdy jedyną naprawdę pozytywną rzeczą o grze jest jeden utwór, który szybko się nudzi? Tyle, że jest to kolejne proste jRPG, których pojawiają się setki każdego roku. jRPG stało się trochę tym samym co HOPA, a KEMCO jest w tej scenie jak Artifex Mundi dla HOPA. Doceniam, że są, ale różnorodność produktów, które wydają, jest niska. Z jakością często jest podobnie.

Grano na Xboksie One X

Gra została udostępniona do celów recenzenckich przez dewelopera.

6
Bonds of the Skies:
6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *