Gra Recenzja

Albert i Clarence lecą na Marsa – Recenzja 39 Days to Mars

39 Days to Mars to gra, która dawno temu, bo w 2014 roku, uzyskała pomyśle dofinansowanie od użytkowników Kickstartera. Prawda, że chodziło tylko o tysiąc nowozelandzkich dolców (2700 PLN), ale jednak. Uzyskali ponad 3 razy tyle (9200 NZD). Czy to jednak oznacza sukces? Czym w ogóle jest 39 Days to Mars?

39 dni albo pół godziny

39 Days to Mars, recenzja, review, Xbox One
39 Days to Mars to krótka przygodówka coopowa, w której naszym celem jest dolecenie do Marsa. Za wszelką cenę… I z herbatką w ręku. Może nawet być słona.

Kooperacyjne przygodówki to fajny gatunek gier. Pozwalają przetestować przyjaźnie i związki, nawet jeśli są dobrze wykonane. It’s Anecdotal postanowiło dać nam nieco większe wyzwanie. 39 Days to Mars pozwala wcielić się nam w rolę Alberta i Clarenca, którzy mają szalony pomysł. Jest XIX wiek, a oni chcą być na Marsie. Postanawiają wziąć mapę i wyruszyć w podróż swoim balonem. Naszym zadaniem jest im umożliwić to zadania, poprzez parzenie herbaty i rozwiązywanie prostych łamigłówek. Rozgrywka w zasadzie w całości składa się właśnie z tego. Biegamy po pokładzie, próbujemy walczyć z przeciwnościami losu i dotrzeć na Marsa w jak najkrótszym czasie. Osiągnięcie wymaga zrobienia tego w pół godziny, jednak pierwszych kilka prób nie będzie nawet bliska temu wynikowi. Wynika to głównie z potrzeby współpracy na każdym kroku. Co prawda można grać w kooperacji albo solo, jednak trzeba się zastanowić… Wolisz sterowanie obiema rękoma, czy oddać władzę nad jedną z nich towarzyszowi?

Wiele się zmieniło

39 Days to Mars, recenzja, review, Xbox One
Przygotowywanie herbaty to powtarzalna łamigłówka, w której naszym celem jest przygotowanie idealnego naparu. Wymagania nie są wielkie.

Kickstarter, mimo że nie oferował deweloperom wielkich pieniędzy, znacznie wpłynął na rozwój gry. Pozwolił na rozwój gry i jej przemianę. Ostatecznie usunięto elementy takie, jak nuda i głód, pozostawiając w grze jedynie herbatkę. Tę przyjdzie nam przyrządzić niejednokrotnie, ale to nie ona będzie naszym największym problemem. Niestety gra jest dość… Kapryśna w kwestii sterowania. Nie dość, że statek ma masę ciasnych klatek schodowych, to jeszcze samo sterowanie rękoma nie jest szczególnie precyzyjne. Może doprowadzić do masy niepotrzebnego stresu i uszczerbku na relacji z partnerem. Nie ma jednak tragedii, bo kilka prób i ukończonych ekspedycji jest w stanie przyzwyczaić nas do sterowania. A wtedy szybka wycieczka na Marsa to już tylko kwestia w miarę szybkiego rozwiązywania łamigłówek. Nie wszystko jednak musi iść po naszej myśli. Możemy skopać niemalże wszystko i nadal osiągnąć cel, jakimś cudem. Nie o to jednak w grze chodzi.

To nie Overcooked!

39 Days to Mars, recenzja, review, Xbox One
Niestety rozgrywka kooperacyjna nie jest na poziomie, który by mnie satysfakcjonował. Jest też możliwość grania samemu, ale wtedy pomaga nam tylko kot.

Niestety 39 Days to Mars to dość prosta gra, w które nie ma wiele miejsca na niuanse. Nie ma rozgałęziającej się fabuły, a historia jest opowiedziana w zasadzie tylko i wyłącznie na pokładzie statku „kosmicznego” naszego bohatera. Nie jest to też gra, która oczaruje nas możliwościami współpracy, czy przyjemnością płynącą z rozgrywki, jak chociażby Overcooked!. 39 Days to Mars to po prostu gra, w którą można zagrać. Nie jest to pozycja obowiązkowa, a jeśli gramy solo, to sporo potencjalnej przyjemności nam umyka. 39 Day to Mars jest ok. Nic ponad to, ale jednocześnie nie mniej. A przejście całej gry zapewne zajmie nam w granicach jednego dnia roboczego, włączając w to minimum dwie w pełni ukończone rozgrywki. Jest to też spora odmiana po graniu w masę gier jRPG. Mały plus, ale zawsze!

Grano na Xboksie One X

Gra została udostępniona do celów recenzenckich przez dewelopera.

6
39 Days to Mars:
6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.