Gra Wpis

Life is Strange: True Colors wzruszy każdego

Life is Strange to była dla mnie zawsze genialna seria gier. Nie dość, że opowiadały o problemach, które są dość delikatnym tematem, to robiły to dobrze. Samotność, samobójstwo, brak akceptacji, porzucenie. Life is Strange: True Colors nie zaskakuje w tej kwestii i jest dla mnie grą roku 2021. 

Historia samotności

Naszą główną bohaterką będzie tym razem Amerykanka azjatyckiego pochodzenia. Alex Chen trafiła do sierocińca po tym, jak ją i jej brata – Gabe’a – porzucił ojciec po śmierci matki. Alex z czasem zaczęła odkrywać swoje moce, co miało na nią zły wpływ. Jej wrodzona empatia sprawiały, że czerpała z emocji innych osób. W pobliżu osób agresywnych stawała się agresywna. Gdy inni byli smutni, ona stawała się smutna. Podobnie było z innymi emocjami. Jedynym, czego nie widziała w ludziach, to szczęście. Alex i Gabe zostali rozdzieleni, gdy ten trafił do poprawczaka w Portland. Ponieważ był nieco starszy, to był w stanie po kilku latach rozpocząć nowe życie w Haven Springs. Po latach spędzonych u rodzin zastępczych i w sierocińcach, w końcu dostała swoją szansę na nowe życie. Postanowiła dołączyć do brata. Alex Chen jest początkowo postacią dość tajemniczą, bo wiemy o jej atakach złości, ale nie wiemy, czym są spowodowane. Jest postacią ciekawą. 

Czuć emocje

Life is Strange: True Colors, Xbox
Czytanie ludzkich emocji jej ważną częścią rozgrywki. Wszystkie najsilniejsze oddziałują na Alex, powodując u niej złość, szczęście lub wszechogarniający smutek.

Emocje w grze są nie tylko domeną Alex. Co prawda tylko ona widzi je w ludziach i potrafi wykorzystać je dla dobra swojego lub innych, ale to tylko część tej historii. My też poczujemy emocje, miejscami dość silne. Blisko początku będzie miało miejsce kilka scen, które nadadzą kierunek całej grze. Popchną one akcję ku dość definitywnemu zakończeniu, gdzie nie ma miejsca na niuanse. Są to momenty, w których oczy robią się wilgotne same z siebie. Pomijaj już fakt, że Alex, jak i spora liczba postaci pobocznych, są krzywdzone przez życie na wiele sposobów. Niektórzy dosłownie, niektórzy pośrednio. Haven Springs to wrzący kocioł, w który niedługo po prostu musi wybuchnąć. Z powodu każdy jest szczęśliwy ze swojego sielankowego życia w górniczym miasteczku. Pozory zostają jednak dość szybko obnażone, a my będziemy musieli sobie z nimi poradzić. Zrobiono to też w genialny sposób, bo gra ma wiele opcjonalnych historii rozciągniętych w czasie. 

Idealne wtrącenie wątku LGBT 

Life is Strange: True Colors, Xbox
W grze możemy dokonać całkiem sporo pomniejszych wyborów, które kreują postać Alex. Tutaj widać to najbardziej w całej serii.

W zasadzie nie tyle LGBT, ile L. Całą grupę reprezentuje jedna z postaci, która początkowo wydaje się po prostu jedną z wielu względnie młodych osób w całej grze. Jej przedstawienie jako lesbijki jest bardzo łagodne, nigdy niepowiedziane wprost, a pewność możemy mieć tylko w momencie, gdy sami wykonamy jakiś ruch. Sama postać Alex też jest gdzieś w spektrum bardziej liberalnej orientacji seksualnej, bo mamy możliwość romansowania z kobietą i mężczyzną, a tylko od nas zależy, co wybierzemy. Danie graczowi opcji i niemówienie niczego wprost sprawia, że czujemy się bardziej utożsamieni z postacią Alex, bo wybór tak naprawdę należy do nas. A ponieważ ja wspieram lewactwo we wszelkiej formie, to jasne, że moja Alex nawiązała romans ze swoją własną płcią. To też było prześmieszne, bo takie prawdziwe. Więcej w tym było zmieszania, zażenowania i niewiadomych, niż czegokolwiek romantycznego. Ta gra po prostu idealnie imituje życie. 

Skąd to nagłe zakończeni?

Life is Strange: True Colors, Xbox
Ostatni rozdział gry, będący zakończeniem, jest kiepski. Najlepsza część gry to wszystko, co dzieje się przed nim.

Jedynym minusem gry jest zakończenie, które reprezentuje ostatni rozdział gry. Haven Springs ma mroczną tajemnicę, o której dowiadujemy się pod koniec 3 z 5 rozdziałów. Rozdział 4 to typowa cisza przed burzą, gdzie króluje sielanka i przygotowania przed wielkimi wydarzeniami dnia następnego. Tymczasem tej samej nocy zaczyna się rozdział 5, który jest krótki, złożony głównie z przerywników filmowych i flashbacków. Musimy przeżyć ponownie istotne wydarzenia z życia Alex, gdy ta dogorywa. I potem nagle mamy wielkie zakończenie i happy end, przynajmniej w moim przypadku. Podczas ostatniego rozdziału czułem się, jakbym po długim spacerze pod górkę nagle zeskoczył z klifu. Czułem się jak podczas oglądania serialu, w którym nagle było trzeba rozwiązać wszystkie wątki w jednym odcinku. To nie tak, że fundowanie gry się skończyło. To nie tak, że historia nagle straciła potencjał. Byłem niesamowicie zadowolony z pierwszych 8 godzin gry. Ostatnie 2 to było takie “meh”. 

Tu są dobre wybory 

Life is Strange: True Colors, Xbox
O dziwo w True Colors są dobre wybory. Czasami możemy odebrać kogoś emocje, a potem okazuje się, że zniszczyliśmy tej osobie życie albo nadaliśmy mu nowy sens.

Najtragiczniejsze jest natomiast to, że w grze ewidentnie są dobre wybory. Gra ma jasny happy end, gdzie każdy staje murem za tobą. Można dokonać wyborów, żeby tak było. Pogadać z odpowiednią osobą w odpowiednim momencie. Zdradzić komuś czyjś sekret. Raz manipulowanie emocjami ludzi jest dobre, a raz złe. Oglądając zakończenie, wiedziałem, że zdania dwóch osób nie mogłem zmienić. Cała reszta powiedziała coś, co dało mi do myślenia. Wiedziałem dokładnie, w którym momencie gry przegrałem. Samo zakończenie, które osiągnąłem, zostało też skonstruowane tak, że może mieć miejsce niezależnie od naszych poczynań. Alex nagle wyciąga asa z rękawa, który jest tak oderwany od całego świata gry, że zakończenie jeszcze bardziej traci sens. Automatycznie sprawia, że happy end po prostu jest. Opcje są mniej lub bardziej happy. Brakuje tutaj druzgocącego zakończenia, które byłoby obiektywnie złe. Chociażby wmówienia Alex paranoi. Może śmierć? W najgorszym wypadku w Life is Strange: True Colors zaczynamy od zera. 

Pocztówka z Kolorado

Life is Strange: True Colors, Xbox
Gra o Kolorado została stworzona w Kolorado. Idealnie oddane sielankowy i senny klimat górniczego miasteczka, które zatrzymało się w czasie.

Life is Strange: True Colors to gra, która jakimś cudem zdołała mi umknąć mimo tego, że jestem wielkim fanem serii. True Colors, mimo swoich wad, sprawnie wskakuje na drugie miejsce w kategorii moich ulubionych gier Life is Strange i zabezpiecza swoje miejsce pośród najlepszych gier 2021 roku. Historia, która porusza, jest moim zdaniem rzadkością w obecnych czasach. Jasne, że są metaforyczne opowieści o dorastaniu, śmierci i rozłące, ale żadna z nich nie ma tak wysokiej wartości produkcyjnej jak Life is Strange: True Colors. To bowiem pozwala lepiej odebrać przekaz gry i utożsamić się z bohaterami. Wiele uczuć Alex rozumiałem. Do wielu uczuć mogłem się odnieść. Wielu też doznałem. To właśnie sprawiło, że kilka zrobiło mi się wilgotno pod powiekami. Nie każdy jednak odbędzie takie same rozmowy jak ja i historia nie każdego zaprowadzi was w to samo miejsce. Czego można oczekiwać więcej od gry? 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.