Gra Recenzja

Ładna, ale… – kampania Call of Duty: Vanguard

Niedawno miała miejsce premiera Call of Duty: Vanguard. Pora więc na recenzję jednej z najbardziej wyczekiwanych premier roku. Jest to gra, która w wielu kręgach może budzić sporo kontrowersji, szczególnie z uwagi na kampanię. Ja jednak pominę aspekty populizmu i poprawności politycznej, skupiając się na grze. Jest to ciekawa bestia.

Wysokie oczekiwania

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Pokryty śniegiem Stalingrad jest ładnie stworzonym miastem, którego zniszczenia są odzwierciedleniem miesięcy walk o każdą ulicę i każdy budynek.

Call of Duty: Vanguard to kolejna już odsłona serii jednych z najpopularniejszych strzelanek. W związku z tym oczekiwania są zdecydowanie wysokie. W dodatku jesteśmy w momencie cyklu, w którym gra dostarczona jest pod wodzą Sledgehammer Games. Ich ostatnia gra – Call od Duty: WWII (2017) – obeszła się bez większego echa. Konkurencja jednak nie śpi i mimo tego, że Call of Duty ma czasową przewagę nad najnowszym Battlefieldem, porównania będą i podkradanie sobie graczy też będzie. Call of Duty: Vanguard wraca też do silnika znanego z Modern Warfare, więc można od gry oczekiwać ładniejszej oprawy wizualnej i powrotu niektórych znanych elementów rozgrywki. I dokładnie tak jest. Call of Duty: Vanguard nie tylko tworzy zupełnie nową zawartość, ale też rozwija to, nad czym pracował zespół Infinity Ward. Wiążą się z tym jednak pewne problemy. Activision chce podpiąć pod jedną markę już trzy aktywne gry. Co mogło pójść nie tak?

Kampania na pierwszy ogień

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Podczas bitwy o Midway będziemy mogli polatać samolotem. Jest niesamowicie toporny, a walki toczone są na krótkim dystansie. To złe połączenie.

Tryb fabularny w grze rzecz jasna jest. Nie mogło w nim zabraknąć imponującej liczby wybuchów i akcji. Samemu lub w małym zespole, przyjdzie nam wymordować bataliony przeciwników. Akcja gry jest opowiadana jako główny wątek fabularny z odnogami, które prezentują historię członków zespołu. Część fabuły jest bardzo luźno wzorowana na faktycznych wydarzeniach, a każda misja jest dość długa i składa się z kilku segmentów. Na szczęście akurat ta odsłona serii jest dość prosta i weteran nie będzie większym wyzwaniem. Bez problemu będziemy mogli dyktować tempo walki, a nie wyczekiwać w schronieniu na regenerację zdrowia co kilka sekund. Kampania oferuje też spory arsenał, bo chyba każdą broń z trybu online da się znaleźć w trybie fabularnym, a większość już w pierwszych poziomach. Gra się niesamowicie przyjemnie, a poziomy oferują sporą różnorodność, od szturmów, przez skradanie i paniczny bieg. Niestety fabuła, o ile ciekawa, ma wiele luk, niedociągnięć i niedorzeczności.

Nikt nie patrzy na szczegóły?

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Stalingrad przygotowujący się do wojny. Czołgi na zdjęciu stworzono dopiero w następnym roku z połączenia T-34 i radzieckiego działa przeciwlotniczego o kalibrze 85 mm.

Szczegóły to elementy, które stanowią duży problem, gdy jest ich dużo. Twórcy gry jasno dali do zrozumienia, że szczegóły ich nie interesują. Główny zły – Freisinger – jest niemieckim odpowiednikiem podporucznika. Rozkazuje on w pewnym momencie Richterowi, który jest porucznikiem lub kapitanem. Żeby było śmieszniej, Freisinger ma na ramieniu odznaczenie Sturmmanna, czyli ichniejszego szeregowca. Poza tym każdy z żołnierzy służących pod Freisingerem wydaje się mieć krzyż żelazny na szyi, co wydaje się po prostu dziwne. Idąc dalej, gra pokazuje Operację Tonga, której umiejscowienie i przebieg nie pasuje do faktów tego wydarzenia. Dalej, AS-44, który spotykamy w 1942 w Stalingradzie, został zaprojektowany w 1944 roku. W tymże Stalingradzie panuje sielanka, a chwilę później miasto jest w pełni opanowane przez nazistów. Mam wrażenie, że z każdym poziomem znajdowałem więcej rzeczy, które mi nie pasowały. Taka sytuacja jest akceptowalna w Wolfensteinie, który korzysta z ogólnego zarysu historycznego, a nie konkretnych wydarzeń.

Po kampanii…

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Zakończenie gry nawiązuje do wydarzeń ze wcześniejszych gier serii. Jeszcze brakowało tylko pojawiania się Price’a w brytyjskiej kampanii.

Ostatnie spostrzeżenia dotyczące kampanii Single Player. Kampania Call of Duty: Vanguard nie jest długa, ale pozwala zwiedzić spory kawałek świata, a przy okazji zalicza każdą z ikonicznych lokacji II Wojny Światowej. Brytyjska ofensywa na pustyni. Walka o każdy dom w zaśnieżonym Stalingradzie. Walka na bagnety na wyspach Pacyfiku. Lądowanie we Francji jako część ofensywy Overlord. Fabularnie kampania jest nawet ciekawa. Nawiązuje do dosłownie każdego wydarzenia, które będzie miało później w świecie gry. Zombie i gaz Nova to jedyne, które zapamiętałem, ale teczek w zakończeniu było znacznie więcej. Niestety troszkę zaskoczyło mnie właśnie zakończenie, bo wydaje się trochę bez konsekwencji i ostatecznego rozwiązania akcji. Ostatnie słowa naszego głównego bohatera mówią i zaczęciu zadanie w innym miejscu i czy nasz pilot zdoła tam polecieć. Jego twierdząca odpowiedź sugeruje kolejne elementy fabularne gry, chociaż równie dobrze może to być nawiązanie do nowej mapy Warzone. A może… Fabularne DLC do Call of Duty?

O problemach technicznych

Call of Duty: Vanguard, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
W grze jest wiele dymu, ognia i wybuchów, ale gra wydaje się przycinać w dosłownie każdym innym miejscu, a nie podczas największej akcji. Dziwne zachowanie, którego powodu nie znam.

Podczas gry borykałem się z licznymi potknięciami. Nie zostałem wywalony z gry i nie została umniejszona moja przyjemność z rozgrywki, ale warto o nich wspomnieć. Po pierwsze, grafika. Gra jest ładna, ale miejscami chyba coś idzie nie tak. Zauważyłem, że gra żąda ode mnie coraz więcej miejsca na dysku, co związane jest ze streamowaniem tekstur. Wyłączyłem opcję, przez kilka kolejnych godzin miałem problem z dymem, który wyglądał jak czarno-białe błyski. Jeśli streamowanie jest włączone, możemy doświadczyć artefaktów, jakby nagle jakość tekstur znacznie spadła. Gra się też kilka razy ścięła, a nie wierzę, że to Xbox sobie nie radzi z wyświetlaniem grafiki. Kilku przeciwników nie mogło mnie trafić (na szczęście), mimo że byłem zaraz obok nich, a pewien punkt kontrolny był w momencie, w którym dostawałem śrutem w twarz. Powtórka poziomu, nie ma innej opcji. Chociaż z drugiej strony słyszałem, że Far Cry 6 ma znacznie większe problemy w tych kwestiach…

Grano na Xboksie Series X

Kampania Call of Duty: Vanguard do ciekawa bestia. Z jednej strony mamy genialnie zbudowane poziomy i wartką akcję, a z drugiej spowolnienia, artefakty i brak skupienia uwagi na szczegółach. Gra jest przyjemna i nawiązuje do pozostałych części Call of Duty, a to sprawia, że historia wydaje się ciekawsza. Kopia gry została dostarczona do recenzji przez agencję PR.

7
Kampania Call of Duty: Vanguard:
7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.