Gra Wpis

GTA: Vice City kończy dla mnie trylogię GTA 3D

Grand Theft Auto: Vice City – The Definitive Edition to ostatnia z gier z trylogii GTA 3D, w którą przyszło mi zagrać. Jednocześnie jest to gra najwcześniejsza, bo pokazuje Vice City inspirowane Miami z okresu zmierzchu neonów. Ile zostało ze śmiałych kolorów, twardych narkotyków i całej masy łusek?

Wstyd!

Grand Theft Auto: Vice City - The Definitive Edition, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Często zdarza się, że jakimś cudem samochód zrośnie się z drzewem, krzakiem, czy innym słupem. Co wtedy zrobić? Porzucić nadzieję i znaleźć inny pojazd.

Nie jest sekretem, że wszystkie gry z odświeżonej serii miały problemy. Głównie były one natury technicznej. Sporo z nich zostało naprawionych, ale część nie. Deszcz, przez który nie dało się nic zobaczyć w GTA: San Andreas. Samochody zmieniające rozmiar w GTA III. Tutaj nie było nic takiego poważnego, jednak też najmniej naprawiono. GTA: Vice City boryka się bowiem z masą problemów związaną z kolizjami. Niejednokrotnie zdarzyło mi się zatrzymać w słupie telefonicznym po zderzeniu. W drzewach tak samo. Sporo samochodów zapada się pod ziemię ze wstydu. Niektóre ze strachu chowają pod ziemię silniki. O ile gra jest stabilna (choć z niedopracowanym i zawodnym Quick Resume) i wygląda ładnie, to problemu natury technicznej związane z modelami i teksturami śmieszą. Przynajmniej na początku. Dość szybko zaczynają żenować, bo jest ich tak dużo, że podczas mojej 40-godzinnej przygody w Vice City, miałem wrażenie, że jest takich zdarzeń dużo.

Oto jak Phil stracił rękę

Grand Theft Auto: Vice City - The Definitive Edition, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Gra wygląda ładnie, bo już sam klimat Miami z końcówki lat 80 sprawia, że jest to wdzięczny obiekt do remasterowania. Neony i odważne kolory dają efekt.

Historia opowiedziana przez Vice City to kolejna już historia zdrady, zemsty i seryjnego mordu. Tommy Vercetti jest mieszkańcem Liberty City, który po odsiadce musi zostać… Przeniesiony. Jego szef uważa, że może budzić negatywne emocje na ulicach. Okazuje się też, że ma on nagraną akcję w Vice City. Wysyła więc Tommy’ego. Deal nie przechodzi. Winny zostaje ujawniony. Rodzi się zdrada z braku szacunku. Zdrajca zostaje ujawniony. Zdrajca zostaje wyeliminowany. Kwestia szefa zostaje rozwiązana. Nie jest to jednak jedyne, co przyjdzie nam robić. Poznamy tutaj wiele postaci, które będą miały znaczenie w przyszłości. Donald Love, który jest magnatem medialnym, a w Vice City protegowanym magnata deweloperskiego. Phil Cassidy, któremu ratujemy życie, żeby kilkadziesiąt lat później dostarczył nam porządną broń do walki z kartelem. Ken Rosenberg będzie też lata później ważny dla fabuły San Andreas. O dziwo historia GTA jest w miarę spójna, a Vice City to idealne wprowadzenie.

Tu chodzi o wszystko, co robisz poza fabułą

Grand Theft Auto: Vice City - The Definitive Edition, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
Poza misjami głównymi i interesami, przyjdzie nam zrobić kilka misji dodatkowych. Nagrody kiepskie, ale muzyce trzeba pomóc, jeśli tego potrzebuje.

Fabuła i główne misje to tylko część zabawy w Vice City. Jasne, że masz dodatkowo misje sanitariusza, strażaka, możesz rozwozić pizzę i zabijać przestępców, ale to nadal nie wszystko. Spora część gry, taka odcinająca cię od zakończenia, skupia się na wykupywaniu biznesów. Są to zazwyczaj ciężko przędące przedsiębiorstwa, które potrzebują zastrzyku gotówki i nieco nielegalnych działań. Możesz wykupić dok, salon samochodowy, firmę taksówkarską, lodziarnię, czy studio filmowe. Każde z przedsiębiorstw będzie wymagało jakiegoś działania, zanim zacznie generować zyski. To właśnie owe interesy zajmą nam najwięcej czasu. Co prawda często będzie trzeba zrobić szybką rzecz, sprzedać 50 działek narkotyków pod przykrywką lodziarni. Będziemy musieli zebrać podejrzane paczki z wody, czy dostarczyć 3 listy samochodów. Przyjdzie nam jednak też obrobić bank, czy nakręcić porno, co zajmie nieco więcej czasu. Dopiero opanowanie odpowiedniej liczby dochodowych interesów otwiera nam dwie ostatnie misje fabularne. Jest to sprytny zabieg na wydłużenie rozgrywki.

Czas na GTA IV

Grand Theft Auto: Vice City - The Definitive Edition, recenzja, review, Xbox One, Xbox Series X, Xbox Series S
GTA: Vice City to leciwa gra, ale Grove Street Games odwaliło kawał dobrej roboty, dając nam starą grę, w którą gra się bardzo przyjemnie.

Trójwymiarowa trylogia GTA to masa pozytywnych wrażeń. Po latach mogłem ponownie zagrać we wszystkie gry, a przy okazji doświadczyć dosłownie wszystkiego, co mają do zaoferowania. Mam jednocześnie wrażenie, że czas ponownie zagrać w GTA IV, korzystając z warstwy wstecznej kompatybilności mojego Xboksa. Jednocześnie mam nadzieję, że Grove Street Games pracuje nad remasterem GTA IV. Wiem, że to będzie znacznie większe przedsięwzięcie niż do tej pory, ale na pewno warto i Rockstar mógłby liczyć sobie tyle samo za odświeżone GTA IV, co teraz liczy za całą trylogię. Wracając jednak do Vice City, gra jest rzecz jasna warta ceny pakiety i właśnie to bym doradzał. Wybierając się do sklepu albo zaglądając na Allegro, znajdziesz całą trylogię, zafoliowaną za około 150 złotych. Da ci ona około 150 godzin dobrej zabawy w Liberty City, Vice City i San Andreas. Kto śmie powiedzieć, że nie warto?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.