Gry World of Tanks

World of Tanks: Mercenaries – kontrowersyjna aktualizacja

World of Tanks: Mercenaries

Duże zmiany w ważnych grach zawsze wywołują kontrowersje. Nawet niewielkie zmiany czasami tak robią. Pecetowcy z pogardą spoglądali na konsolową wersję World of Tanks. Zbyt duża liczba czołgów premium, które nie mają sensu, uproszczona rozgrywka, wszystko powodu, wszystkie bez znaczenia. Teraz mają kolejny – aktualizacja Mercenary.

Aktualizacja wprowadza kilka zmian, które mają mniejszy lub znacznie większy wpływ na rozgrywkę jako całość. Postaram się tutaj wymienić wszystkie istotne elementy rozgrywki i interfejsu, które uległy zmianie podczas tej aktualizacji, a muszę przyznać, że jest ich całkiem sporo.

Kampania fabularna

World of Tanks: Mercenaries
Kampania opowiada historię zadania jednej z grup najemniczych oraz ich czołgu

W grze pojawia się nowa kampania fabularna o nazwie The Heist. Owy skok rzecz jasna nie jest na bank, czy kantor, stawka jest o wiele wyższa. Nasza ekipa najemników została zakontraktowana do opracowania i wykonania planu napadu na tajna placowkę połączonych sił amerykańsko-rosyjskich, gdzie trwają prace nad nad technologiami atomowymi. Nasz tajemniczy pracodawca ma swoje własne plany co do radioaktywnych kanistrów. Naszym bohaterskim czołgiem jest Trinity, połączenie kadłuba T-44-100, wieżą T26E4 SuperPershing i działem znanym z Pantery II, czy E 50. Jego dowódcą jest natomiast nieustraszony najemnik znany jako The Collector.

World of Tanks: Mercenaries
Trinity to wyjątkowo ciężki czołg. Podczas zderzenia zniszczy większość lekkich czołgów

Jest to idealne wprowadzenie do stylu nowych czołgów, ale z uwagi na występowanie tylko w trybie PvE, jest on znacznie potężniejszy niż powinien być. Ale to dobrze, bo tym razem nie walczymy z małą ilością czołgów, a z ogromnym połączonym kontyngentem Rosjan i Amerykanów, który często posiada w swoich szeregach silniejsze czołgi, taki jak T29, czy KV-4. Czasami bez wsparcia się nie da przetrwać kontaktu z wrogiem. Bo Trinity może być potężnym czołgiem, ale trzeba pamiętać, że koniec końców, jest to czołg średni. Wiąże się to z podatnością na wszelki ostrzał przeciwnika poza najmniejszymi kalibrami czołgów lekkich. Może to sprawiać problemy, szczególnie w drugiej misji wykonywanej jako najemnicy.

Dodatkowo dodano nowe elementy otoczenia, takie jak statyczne punkty obronne. Są to wieżyczki czołgów zamocowane na bunkrze, nieco jak te z poprzednich aktualizacji World of Tanks na PC. Te w Mercenaries maja 1000 punktów wytrzymałości i zadają koło 100 punktów obrażeń. Sa raczej niewielka niedogodnością bardziej niż prawdziwym zagrożeniem. Ich potęga tkwi jednak w potencjale niszczenia podzespołów czołgu. Niskie obrażenie wiążą się z wysoką szybkostrzelnością, a wieża strzela co około 2 sekundy. Jeśli pozostaniemy w miejscu, skończymy z martwą załogą lub czołgiem w płomieniach.

Trzy nowe misje kampanii pozwolą nam też nieźle zarobić. Podczas kampanii w Mercenaries z kontem premium potrafiłem zdobyć ponad 50 tysięcy sztuk srebra zysku i grubo ponad 20 bez konta premium. Warto się zainteresować misjami, jeśli brakuje nam funduszy na kilka ostatnich pocisków premium, do naszej maszyny w trybie multiplayer. A te będą na nowo potrzebne z pojawieniem się kontraktów, ale o nich za chwilę.

Szkoda tylko, że na razie wszystkie misje fabularne nie mają żadnego wspólnego punktu zaczepienia. Naprawdę myślałem, że Wargaming da nam rozbudowaną kampanię oparta o ostatnią aktualizację fabularną, ale widocznie na razie zakończyli tamten wątek. A fajnie byłoby zobaczyć nieco więcej razy tych niesubordynowanych wojaków, którzy przypadkowo spotkali się w Casablance.

Interfejs

World of Tanks: Mercenaries
Menu nie przeszło rewolucji, zmianom uległa tylko czcionka

W interfejsie nie mamy wielu zmian. Główne zmiany w konsolowej wersji World of Tanks miały miejsce kilka miesięcy temu, kiedy to dokonano poważnych zmian i odświeżenia interfejsu. Ale i tym razem nieco zmieniono. Przede wszystkim możemy zaobserwować zmianę czcionki na taką, która przypomina litery nanoszone szablonem i sprayem na drewniane skrzynki. Dlaczego piszę o czcionce? Ponieważ wydawała się całkiem fajna, gdy byłem w menu, ale obecnie ta czcionka jest używa to opisania każdego dużego elementu w menu. Zakładki, poziom czołgu, jego nazwa. Zmiana czcionki zaczyna męczyć oczy podczas gry, ale jej akceptacja jest na pewno kwestią przyzwyczajenia.

W najnowszej wersji gry garaż został zamieniony przez dżunglę

Zmieniono też całą oprawę graficzną menu, począwszy od ekranu ładowania, przez menu wyboru trybu rozgrywki, na garażu kończąc. Ten ostatni właściwie przestał być garażem i stał się obozem. Daje to nadzieję, że już on nie wróci, a wersja World of Tanks na konsole wraz z atualizacja Mercenaries będzie dostawać raz na jakiś czas odświeżony obóz. Wersja na PC jakiś czas temu miała obóz w bardzo ładnym lesie o poranku, obecnie ma tło tematyczne w postaci stadionu piłkarskiego. Może nie jest to wiele i nie jest to w żaden sposób istotne dla rozgrywki, ale jest miłe dla oka i warte docenienia. Nawet World of Tanks Blitz ma zmienne tła!

Najemnicy

O nowej frakcji nie będę mówił dużo, nakreślę tylko ich rolę i sposób w jaki możemy zdobyć czołgi z ich drzewka. Zasługują oni bowiem na osobny artykuł, to wcale nie wynika z mojego lenistwa! Ale do rzeczy. Najemnicy. Tytułowi ‚Mercenaries’. Są oni najnowszą frakcją w World of Tanks dostępną tylko na konsolach. Nad ich czołgami nie powiewa żadna konkretna flaga narodowa. Powodów jest kilka. Są oni oczywiście najemnikami, a każdy wie, że ich wierność można kupić. Druga sprawa, to fakt, że ich czołgi nie mają nacji. Moglibyśmy spodziewać się unikalnych wersji znanych czołgów, coś na pokrój HMH. Twórcy poszli jednak o krok dalej. Ja wnioskuję natomiast, że ktoś miał wolny dzień w pracy. Każdy z nich jest bowiem miszmaszem czołgów kilku nacji. Pierwszym jest ‚Caboose‚. Jest on nietypowym połączeniem niemieckiej myśli technologicznej, japońskiego wykonania i czechosłowackiej technologii. Połączenie to daje nam typowego frankentanka.

World of Tanks: Mercenaries
Po misjach dostajemy aktualizację raportu postępów kontraktu

Czołgi możemy odblokować poprzez wykonanie serii kontraktów. Te oczywiście można kupić. Odblokowanie Caboose będzie nas kosztować około 4 tysięcy sztuk złota. Możemy też je wykonać. Cały problem polega na tym, że seria kontraktów jest długa, mamy na nią ograniczony czas, a ktoś nie pomyślał nad sensownością niektórych z nich. Ponieważ Caboose to konstrukcja japońsko-niemiecko-czechosłowacka, to będziemy musili się ograniczyć do tych nacji albo konkretnych gałązek drzewka technologicznego. Będziemy więc potrzebowali gałązki zaczynającej się od LT vz. 38, Type 91 Heavy i Pz.Kpfw. 38 (t). Wszystko było by ok, ale szybko okazuje się, że wariaci robili te zadania. Już na 3 poziomie wymagane jest od nas granie w roli scouta, żaden problem, ale nie możemy używać czołgów lekkich. Musimy używać czołgu z japońskiego drzewka, co oznacza że będziemy agresywnym scoutem w… O-I. Tym niemniej kontrakty są ciekawym nowym wyzwaniem. 2 dni na ich wykonanie, ograniczenia co do czołgów i ich liczba sprawiają, że wszyscy, którzy zatracili sens grania w World of Tanks odkryją nowy w Mercenaries. Przy tym wyzwania wydają się co najmniej tak samo wymagające jak w wersji na PC podczas zdobywania unikatowych czołgów za dokonania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.