Gry TOP 5

TOP 5: Mobilne gry w kategorii ‚PC-towy spin-off’

spin-off

Gry mobilne rządzą światem. Nieważne, czy grasz w Candy Crush, Angry Birds, Simcity, czy cokolwiek innego, jesteś graczem. Jest jednak grupa graczy, którzy chcą czegoś więcej, którzy chcą zabrać swoje pełnoprawne gry w drogę. Pisałem już o 5 najciekawszych portach gier PC na platformy mobilne, teraz czas na coś innego – spin-offy.

Zasady, jak zawsze. Tylko jedna z gra z serii, nie żeby zazwyczaj było więcej. Może być wiele pozycji od jednego wydawcy i jednego producenta. Gry muszą być oczywiście dostępne w momencie pisania tego wpisu. Dodatkowo dam linki do sklepu, jeśli gra jest dostępna na Androidzie, iOSsie, i Windowsie. A więc zaczynajmy!


5 – Assassin’s Creed: Pirates

Assassin’s Creed Pirates to gra, która została żywcem wyciągnięta z Assassin’s Creed IV: Black Flag. Tytuł opowiada historię pirata imieniem Alonzo Batilla, oraz jego pomocnika Jumao, którzy piracą sobie w zatoce meksykańskiej od 1716 roku. Ich historia zaczyna się w dniu uratowania przez pirata znanego jako La Buse, oraz przejęcia podarowanego przez kapitana statku. Po ciężkich początkach zaprzyjaźniają się, Alonzo zostaje wplątamy w konflikt między Templariuszami i Asasynami, szuka skarbu swojego przyjaciela, generalnie bierze udział we wielkim burdelu, jakim były XVIII wieczne Karaiby.
Gra jest ciekawa, ponieważ oferuje wszystko, co ludzie kochali w czwartej odsłonie serii Assassin’s Creed, albo czego nienawidzili – walkę morską. Rzecz jasna jest ona nieco uproszczona, ponieważ nie można było dać graczom pełnej swobody podczas walki, dlatego też umieszczono statki na szynach, a także znacznie ułatwiono obsługę dział. Pozostawiono jednak wolność poruszania się statkiem w trybie eksploracji, gdzie możemy rozwijać i zwijać żagle kiedy tylko chcemy, rozbić okręt o jakieś skały, czy znaleźć skarb porzucony na wyspie. Gra posiada wszystkie najważniejsze elementy Assassin’s Creed IV. Wpływ wiatru na statek, zmienna pogoda, ulepszenia statku, liczna zadania na morzu. Dodaje też nieco do warstwy gry odpowiedzialnej za obsługę statku. Nie jesteśmy ograniczeni tylko do jednej jednostki, jak to było w czwórce.  Mamy możliwość wyboru jednostek różniących się prędkością, wytrzymałością, i siłą ognia. Oznacza to, że czasami do pościgów będziemy musieli wykorzystać słabo opancerzony statek z nielicznymi działami, który nadrabia prędkością.

Assassin’s Creed Pirates jest dostępne na każdej platformie, jednak na Windows Phone/Mobile jest grą płatną, i drogą, co wydaje się nieco nie fair. W każdym razie gra jest niezłą, warta polecenia, a co najważniejsze dobrze wykonana na iOS-sie i Androidzie, gdzie nie uświadczymy już znacznych błędów graficznych znanych ze wcześniejszej wersji gry, która nadal dostępna jest na platformie Microsoftu.


4 – Call of Duty: Strike Team

Call of Duty: Strike Team znalazło się na liście, nie z powodu tego, że ta gra jest genialna, ale z tego powodu, że oferuje coś innego fanom serii. Gra dzieje się w świecie kreowanym przez Treyarch w ich serii Black Ops, i czerpie z trybu Strike Force obecnego w grze Call of Duty: Black Ops II. Tytuł oferuje nam połączenie pierwszoosobowego shootera i gry taktycznej w rzucie izomterycznym. Rzecz jasna powoduje to, że żaden z trybów nie jest najlepszy w swojej klasie, jednak z drugiej strony, po chwili na przyzwyczajenie się do sterowania, można bezproblemowo mordować przeciwników, nawet czerpiąc z tego nieco przyjemności. Warto też zauważyć, że gra nie wygląda zbyt dobrze, co jest cechą dzieloną z grami od Treyarch. Tekstury wyglądają tragicznie w widoku pierwszoosobowym, natomiast całkiem nieźle w rzucie izometrycznym, co daje powodu do przypuszczeń, że było trzeba pójść na skróty z powodów optymalizacyjnych. Wydaje mi się, że chcąc pokryć jak największą część rynku było trzeba sprawić, że gra działa idealnie na jak największej puli urządzeń.

Jeśli chodzi o spin-offy, to ten nie jest najlepszy, jednak z tych, które są sprzedawane pod marką Call of Duty ten jest zdecydowanie najlepszy i najciekawszy. Co prawda, i nie wierzę, że przechodzi mi to przez gardło, gra nie jest w stanie sprostać poprzeczce wysoko postawionej przez dzieła Gameloftu, takie jak Modern Combat 5: Blackout, jednak ten tytuł spin-offem nie jest, więc nie pozostaje nic innego fanom, którzy chcą doświadczyć swojej ulubionej serii na komórkach.

Brak tytułu w sklepie


3 – Sportowe gry od EA

Gry sportowe od Electronic Arts postanowiłem wrzucić do jednego koszyka. Dlaczego? Bo każda jest niesamowicie dobrze wykonana, jest idealną mobilną formą swojego dużego odpowiednika. No, i są za darmo, a to zawsze wielki plus. Nieważne, czy kochamy futbol, ten drugi futbol, koszykówkę, czy MMA, każdy znajdzie coś dla siebie, w co może pograć w wolnej chwili w komunikacji miejskiej, podczas nudnego dnia w pracy, na uczelni, czy czekając na cokolwiek innego i gdziekolwiek indziej. Można też zagrać  godzinkę, czy dwie po prostu siedząc, albo leżąc na kanapie. Gra jest też idealna pod tym względem z powodu braku „energii”, czy „paliwa”, który ogranicza możliwy czas rozgrywki. Wydawca postawił na mikrotransakcje osób chcących osiągnąć mistrzostwo, pozostawiając reszcie z nas możliwość swobodnej rozgrywki kiedy chcemy i jak długo chcemy, i to bez wydawania grosza.

Najwięcej doświadczenia mam grając w FIFĘ, ponieważ jest to sport, z którym miałem najwięcej do czynienia, którego znam wszystkie zasady, jednak wydaje mi się, że reszta gier wydanych przez EA w ich serii mobilnego sportu wydaje się tak samo dobrze wykonana, będąca tak rozbudowaną. W każdym razie FIFA bazuje na trybie Ultimate Team, który został wprowadzony jako darmowy dodatek do FIFY 09. Od samego początku cieszył się popularnością i odkąd FIFA stała się darmową grą na komórki, to Ultimate Team był jej głównym trybem, jednak brakowało w nim integracji w komputerowo-konsolową wersją. Dokładnie te plusy i minusy dzieli NBA, gdzie możemy grać do woli, jednak główny nacisk kładziony jest na LUT, czyli ich wersję Ultimate Team. Nie wiem tylko jak działa UFC… Jakoś nigdy nie byłem zainteresowany okładaniem się po mordzie w wirtualnym świecie… Jeśli chcecie sportu na komórce, to nie można trafić lepiej.


2 – Halo: Spartan Assault

Halo to idealna gra konsolowa. Pionierski twór Bungie, który sprowadził Internet na konsole. Od wydania tej gry, każda kolejna gra konsolowa musiała mieć tryb multiplayerowy i każda kolejna konsola musiała mieć możliwość rozbudowanego łączenia się z Internetem. Jaki był szok ludzi, gdy okazało się, że kolejna gra z serii Halo nie ukaże się na konsolach, tylko na komórkach. Mało szokujące? Cóż, tylko na komórkach z Windowsem Phone 8.

Jak oczywiście przyszło co do czego, to premiera na Windowsa Phone i na wersję dekstopową była w tym samym dniu, a niedługo później gra pojawiła się na konsolach Microsoftu, ale początkowo było to dość szokujące oświadczenie ze strony Microsoftu, że ich flagowa marka zasili ich konającą platformę. Po czasie także ukazała się wersja gry na iOS, więc potencjalna liczba osób, które kiedykolwiek grały w Halo zwiększyła się w niesamowitym stopniu. Ale czym jest w zasadzie ta gra? Ani strategią, ani typowym shooterem. Jest to gra w rzucie izometrycznym, gdzie naszym zadaniem jest wykonanie celów misji, które są różnorodne i mogą polegać na prostej obronie punktu, albo być bardziej złożone i składać się z kilku wytycznych, które zmieniają się podczas rozgrywki.

Niestety Windows Phone, na którym grałem w tę grę nie powala mi podpiąć bezprzewodowego kontrolera, co jest tragiczne dla tej gry, ponieważ od czasu do czasu wymaga poziomu precyzji, którego nie da się uzyskać na wirtualnych analogach, nieważne jak by przyszło nam się starać. Pomijając to małe faux-pas ze strony systemu operacyjnego, to wszystko wydaje się być świetne. Gra wygląda ładne, gra się naprawdę przyjemnie, można przenosić postęp między komputerem (przynajmniej w ekosystemie Microsoftu) i konsolami, więc jest to spin-off idealny, w wypadku którego można skończyć poziom przed konsolą na kanapie, a następny rozegrać w autobusie. Czego można chcieć więcej od ciekawego izometrycznego shootera? Jakby tego było mało, to dodam jeszcze, że jest to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, izometryczny shooter w jakiego grałem. Nie na komórce. W ogóle.


Honorowe wyróżnienia

Mass Effect: Infiltrator – przyjemna gra w świecie Mass Effect, niestety usunięta ze sprzedaży

Need for Speed: No Limits – jedna z najlepszych gier wyścigowych na komórkach

Pokémon GO – jakbym umieścił tę grę na liście, to Solitaire też powinno na niej być


1 – Deus Ex: The Fall

Deus Ex: The Fall ukazał się jakiś czas temu na Androidzie i iOSsie. Usłyszałem o niej jednak dopiero, gdy wyszła wersja na komputery osobiste. Musze przyznać, że wtedy dostała po tyłku od wszystkich najistotniejszych recenzentów. Gra była kiepsko przeniesiona, zupełnie niedostosowana do obsługi muszką i klawiaturą, wyglądała tragicznie. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że wersja na komórki jest świetna.

Deus Ex: The Fall to prawie spin-off spin-offu, ponieważ akcja gry jest silnie związana z fabułą książki Deus Ex: Icarus Effect wydanej w 2011 roku. Przynajmniej jest tak przez pierwszych kilka chwil. Z czasem gra zrywa z książką, chociaż nie do końca. The Fall opowiada historię Bena Saxona i Anny Kelso, znanych z książki, oraz historię znanych jeszcze wcześniej głównych przeciwników z Human Revolution – Lawrence’a Barretta, Yeleny Fedorovej, i Jarona Namira. Gra dodaje jeszcze więcej zawiłości do nieco porąbanej już fabuły serii, która z każdym wydanym dziełem staje się coraz bardziej poplątana. Wygląda to tak, jakby każda kolejna pozycja w serii starała się połączyć i połatać fabułę dwóch poprzednich. Sam bohater – Ben – był w szeregach chyba każdej organizacji, zarówno tej dobrej, jak i złej, co jest dla mnie dość dziwne. Nikt nie powinien mu ufać, jeśli jest jak chorągiewka i sprzymierza się z tymi, z którymi obecnie mu najlepiej.

Co do samej gry, to nie jest źle, zarówno pod względem rozgrywki, sterowania, jak i zawartości. Jedyne co tak naprawdę wydało mi się dziwne, to nietypowość tej gry w trybie pierwszoosobowym. Nie jestem przyzwyczajony do obserwowania ekranu, na którym nie ma zupełnie nic, oprócz elementów interfejsu. Brak broni i rak sprawił początkowo, że wydawało mi się, że pływam, albo latam, że nie mam pełnej kontroli nad postacią, jednak po pewnym czasie to uczucie minęło, nieco bardziej przywykłem do gry. Ma ona wiele wad, głównie technicznych, które są podyktowane ograniczoną mocą obliczeniową urządzeń, takich jak jedna animacja egzekucji, którą trzeba zawsze odtworzyć w ten sam sposób. Prowadzi to do powszechnej teleportacji postaci w otwartą przestrzeń, gdzie może ona być swobodnie wykonana i nie będzie przeszkadzać żaden obiekt tła.

W więc dlaczego ta gra jest na szczycie? Może dlatego, że niewielu ludzi docenia tę grę. Może dlatego, że jest całkiem dobra. Ale zapewne dlatego, że od gry w kategorii „spin-off” wymagam nieco więcej niż tylko dobrej gry. Deus Ex: The Fall właśnie taką grą jest, grą, która daje nieco więcej niż tylko rozgrywkę. The Fall dodaje tło do całej serii, opowiedziane nie w opisach misji, ale w formie godnej dużego tytułu, w cut-scenkach. I czy nie tego właśnie chcemy od spin-offów? Moim zdaniem dokładnie tego.

Teraz chwila tłumaczenia się. Nie uważam, że The Fall do gra zasługująca na pierwsze miejsce w jakiejkolwiek innej kategorii. Uważam, że najistotniejszym elementem tej gry jest „Deus Ex”, tytuł, który nadaje jej znaczenia i zapewnia miejsce w większej całości. Bez niego gra byłaby po prostu zła. Grałem w nią tylko dlatego, że była Deus Exem. Ludzie mają tak z Call of Duty, ludzie mają tak z Battlefieldami, ludzie mają tak z Final Fantasy. Grają w gry, tylko dlatego, że są one częścią ukochanych serii. Mniejsza o jakość wykonania, mniejsza o fabułę, mniejsza o zabawę z gry. Najważniejszym elementem jest przyczepienie ukochanego tytułu do co drugiej gry, dlatego mamy tak dużo Call of Duty i Assassin’s Creedów. Black Ops nigdy nie byłby tak kochany, gdyby nie był częścią uznanej serii, bo jest po prostu kiepską grą.

Brak tytułu w sklepie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.