Gry Spojrzenie na:

Spojrzenie na Saints Row: The Third

Saints Row to ciekawa seria gier. Jest tyle legend na temat jej powstania, że już sam nie wiem, która jest prawdziwa. Najpopularniejszą jest chyba chęć stworzenia GTA bez ograniczeń narzucanych przez zdrowy rozsądek i kompas moralny. Volition zrobiło dobrą robotę. Zaczynając od Saints Row i kończąc na Gat Out of Hell.

Saints Row: The Third jest trzecią odsłoną serii. Śledzi ona dalsze poczynania gangu Świętych na drodze do całkowitej dominacji. Akcja zaczyna się oczywiście niedługo po zakończeniu dwójki i jakiś czas przed rozpoczęciem czwórki, gdy gang zostaje wplątany w walkę z rywalami w innym niż dotychczas mieście – Steelport. Nowe miasto, ale te same absurdy, choć znacznie rozbudowane. W mieście jest wystarczająco, żeby zająć około 40 godzin rozgrywki, wyłączając z tego DLC, co jest niesamowite, gdy porówna się potencjalny czas rozgrywki z tym z GTA IV, gdzie ukończenie gry w 100% zajęło około 10 godzin mniej, wyłączając oczywiście komponent multiplayerowy i DLC, które są niesamowicie czasochłonne i nadal są na mojej liście rzeczy do ukończenia. W zasadzie poza podobnym stylem rozgrywki gry nie mają ze sobą już nic wspólnego. Saints Row poszło w kierunku radosnej i kontrowersyjnej rozwałki, GTA postawiło na jakość, historię i skalę. Może dlatego w czasie w jakim Rockstar North robił GTA V Volition wypluło zarówno The Third, jak i IV, z przerwą na perturbacje z bankructwem THQ, stwierdzeniem że w portfolio wydawcy nie ma miejsca na grę z różowym dildo i szybkim podchwyceniem tematu przez Deep Silver.

Sr3-Dbat

W Saints Row nie grałem zbyt wiele. Gdy gra była w CD-Action w numerze 199 zagrałem w nią po raz pierwszy. Nie sprawowała się zbyt dobrze na moim ówczesnym komputerze, więc odpuściłem sobie po kilku godzinach. Potem, w 2014 roku, kupiłem okazyjnie za kilka złotych Saints Row na Xboxa 360, ale poza zaliczeniem pierwszych kilku misji nie wkładałem już więcej płyty do napędu. Nawet gdy Saints Row: The Third było w programie Games with Gold, to nie byłem zainteresowany, chociaż grę pobrałem i zajmowała miejsce na dysku Xboksa. Pewnego dnia przeglądałem jednak sklep i zobaczyłem, że Season Pass do gry kosztuje 20 złotych i się zainteresowałem. Włączyłem grę i jaki byłem zadowolony, że to zrobiłem. Saints Row: The Third to cudowna gra w bardzo specyficzny sposób. Całość jest dość płytka, bo nie ma tutaj problemów z rodziną jak w GTA San Andreas i GTA IV, nie ma presji na kasę jak w V. Saints to znany gang franczyzowy. Jedyny problem z szacunkiem, kasą i rodziną jest taki, że pierwszych dwóch jest za dużo, a ostatniego nie ma. Jest za to kupa innych, czasami dość porąbanych problemów. Jak wspomóc hakerkę z fetyszami w walce z hakerem , który te fetysze ujawnił i sprawił, że została wywalona z FBI? Jak poradzić sobie z kolnem martwego przyjaciela stworzonym przez szalonego fana? Czy zaufać byłem nemesis i wspomóc ją w zemście za zabitą siostrę? Czy wysadzić Steelport w akcie zemsty, czy zamienić tę sytuację w okazję PR-ową? To są codzienne problemy Świętych. A wszystko w otoczce absurdu, kiepskiego humoru i niesamowitych dialogów.

Viola_and_Kiki_DeWynter_in_an_unknown_cutscene_in_Saints_Row_The_Third

Klimat gry sprawia, że nie można się od niej oderwać i sprawił że przeszedłem ją i Saints Row IV jednym ciągiem w niecałe dwa tygodnie, zdobywając wszystkie osiągnięcia w podstawowych grach i DLC. To mówi wiele, szczególnie że nie jestem sobą grającą w jedną grę przez długi czas, z nielicznymi wyjątkami oczywiście. One-linery, docinki, riposty, czarny humor i czysta przesada w kwestiach dobrego smaku są oczywiście zachęcające dla niektórych, ale mogą być odpychające dla innych. Pomijając już bycie alfonsem bo to było nawet w GTA, wszechobecne narkotyki i Professor Genki’s Super Ethical Reality Climax, gra chce żebyśmy biegali nago po mieście, mordując ludzi ciosem w jaja, uderzając ich raz na jakiś czas wielkim różowym dildo – Penetratorem – i sieli ogólne spustoszenie. Mnie to nie rusza, bo to tylko gra i taki humor jest czymś świeżym i nietypowym. Nie każdy jednak wychodzi z tego samego założenia. Dzięki wszystkiemu co wspomniałem, gra nie jest dystrybuowana w wielu krajach, lub doczekała się okrojonych wersji. Najgłośniej protestują tutaj Niemcy, którzy dostali grę w wersji „low violence”, pomimo bycia gra USK18. W grze zabijanie cywilów nie ma żadnych plusów, nie wypada z nich kasa, nie można ich używać jako żywych tarcz, policja od razu zaczyna ciebie ścigać po zabiciu cywila i ogół działań policji jest usprawniony.

SRTT_Promo_Protagonist_with_Human_Shield

Jakiś czas temu pisałem, że Watch_Dogs to najlepsza gra z otwartym światem, w jaką grałem, że motory w końcu są użyteczne, miasto idealnych rozmiarów, a rozgrywka interesująca. Saints Row: The Third jest podobne, jednak motorów nie da się używać, są w zasadzie bezużyteczne. Jest to jednak gra równie dobra, jednak oferująca znacznie różniącą się rozgrywkę, która stawia na radosne, twórcze mordowanie o wiele mocniej niż na fabułę, bo ta jest oklepana i zupełnie nieinnowacyjna. Zemsta zawsze taka jest i nawet kilka plot twistów nie pomoże w uratowaniu gry w tej kwestii. Ląduje ona na 3 miejscu moich ulubionych gier z otwartym światem i widokiem z trzeciej osoby. Jej zdecydowanymi plusami są postacie bawiące się w karaoke podczas misji, kilka ciekawych dialogów odnośnie profesjonalizmu i Professor Genki’s Super Ethical Reality Climax, który wygląda jak żywcem wycięty z japońskiej telewizji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.