Gry Spojrzenie na:

Spojrzenie na Saints Row IV

Saints Row IV

Moja historia z Saints Row zaczęła się od pamiętnego wydania CD-Action, w którym była dostępna druga część gry. Nie grałem w nią długo, bo niedługo potem dorwałem w swoje ręce konsolę, i pozostawiłem PC. Xbox pozwolił mi jednak zapoznać się z kolejnymi grami w serii. W tym z Saints Row IV.

Saints Row IV
Enter the Dominatrix to DLC, które stało się grą, a potem znowu stało się DLC

Historia Saints Row IV jest dość długa i skomplikowana. I nie chodzi o fabułę, bo ta jest nieźle porąbana, a o kulisy tworzenia gry. Początkowo Saints Row IV zostało zapowiedziane w pewnym sensie jakiś czas przed premierą trzeciej części w wypowiedzi jednego z pracowników THQ, który rzekomo miał już wgląd w grę. Z czasem był cały burdel w wypowiedziami szefa THQ, którzy rzekomo powiedział, że jest zażenowany serią i kierunkiem w jakim zmierza, a potem tłumaczył się, że wcale tak nie powiedział. Potem ten sam człowiek ogłosił, że DLC do Saints Row: The Third – Enter the Dominatrix – zostało wrzucone do kosza, a ekipa skupia się na kolejną częścią. W każdym razie gdy on – Jason Rubin – był u władzy THQ upadło, a studio odpowiedzialne za grę upadło wraz ze swoim wydawcą. Na szczęście pojawił się w czas rycerz na białym rumaku. A na imię mu Klemens.

Saints Row iV
Saints Row IV dzieje się w wirtualnej rzeczywistości, więc… supermoce?

Klemens Kundratitz był wówczas szefem grupy Koch Media, właściciela obecnego wydawcy serii, czyli Deep Silver. Doszli oni do wniosku, że gra chyba jest warta kontynuacji, bo przecież seria jest genialna! Ogłosili oni oddanie pełnej władzy nad marką w ręce Volition, Inc., a do pomocy najęli jeszcze wolnych strzelców z High Voltage Software. Pomocnicy nigdy nie zasłynęli z niczego własnego, przynajmniej na naszym rynku, ale maczali swoje ręce w niesamowitej liczbie znanych gier, takich jak Injustice: Gods Among Us, Mortal Kombat, Zone of the Enders HD Collection, czy Mortal Kombat X. Nie dość, że pomagali z Saints Row IV, to z czasem także z edycją Re-Elected, a nawet byli głównymi deweloperami samodzielnego dodatku Saints Row: Gat out of Hell. Wszystko jednak nie mogło być idealnie. Moim zdaniem gra była genialna, a humor przezabawny. Nie każdy jednak podzielał moje zdanie w zarówno pierwszej, jak i drugiej kwestii.

Dubstep Gun nie tylko zadaje obrażenia, ale także sprawia, że przeciwnicy tańczą

Jeśli chodzi o genialność gry, to wielu osobom przeszkadzało to, że mamy w zasadzie z nieco lepiej wyglądającym Saints Row: The Third, które zyskało po prostu nowe tekstury. I faktycznie, miasto było kalką poprzedniej iteracji, ale zamiast gangów na ulicach mieliśmy kosmitów. Mi to nie przeszkadzało. Zanim zacząłem grać w Saints Row IV spędziłem jakieś 50-60 godzin grając w The Third, a skoro ktoś spędza tyle czasu w jednej grze, to chyba musi z niej być zadowolony. Dla mnie IV było po prostu kontynuacją dobrej zabawy z poprzedniej części. Bardziej odebrałem tę grę jako DLC, w szczególności, że skorzystałem z Games with Gold i była ona dla mnie dostępna za darmo. Rozumiem, że osoby, które rzuciły się na tytuł, który miał być tchnięciem odrobiny życia w upadającą markę, były rozczarowane. A co jeszcze śmieszniejsze, Enter the Dominatrix zostało wyciągnięte z kosza i wykorzystane jako DLC do nowej gry. Recykling pełną parą.

Za skromne $100 można było kupić edycję kolekcjonerską, w sumie niewiele

W drugiej kwestii było już nieco poważniej. Nie protestowała grupa graczy, tylko rząd. Australia doszła do wniosku, że Saints Row IV to już za dużo. To akurat musimy zrozumieć, bo australijskie prawo zabrania pokazywania treści seksualnych razem z przemocą. Gdzie takie niby były? Cóż, Penetrator. Ta cudowna sonda analna, która wystrzeliwała ludzi w kosmos po krótkim pobycie w środku. Walczono, proszono, ale było trzeba ulec rządowi, bo niedopuszczenie gry do dystrybucji to większy problem niż zastąpienie broni w grze. A potem i tak twórcy pokazali ludziom gdzie mogą pobrać łatkę, która nieco… umiędzynaradawiała grę. Był też problem z narkotykami, które dawały dosłowne supermoce, ale na nie spojrzano nieco lżej niż na penetrację analną, chociaż często mieliśmy do czynienia z „witaminami” w australijskich wersjach gier (np. State of Decay, gdzie narkotyki po prostu przemianowano na witaminki). W sumie chyba nikt inny nie miał zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii.

Saints Row IV
Gra posiada kupę DLC i dodatków wizualnych, niektóre są całkiem dobre

Ale czy kontrowersje zaszkodziły grze? W sumie chyba nie. VGChartz wspomina o około 3 milionach sprzedanych fizycznych kopii na Xboksa 360 i PlayStation 3, oraz dodatkowo około 600 tysięcy na PlayStation 4 i Xboksa One. Na PC został oczywiście sprzedany ułamek, no ale Steam, ale Steam Spy podaje, że grę posiadają prawie 4 miliony graczy, co jest całkiem porządną liczbą. Całkiem porządne liczy. Podstawowa gra i reedycja, które łącznie powinny sprzedać od 8 do 10 milionów kopii? Każdy wydawca by chciał takich statystyk, pomimo kontrowersji i czasami kiepskiego PRu. Grze nie zaszkodził fakt, że główny wątek fabularny to w zasadzie rozszerzone DLC do Saints Row: The Third – Enter the Dminatrix, nie zaszkodziło, że rząd Australii zaprotestował przeciwko wydaniu gry w kraju, nie zaszkodziło w końcu, że DLC bazujące na DLC na którym bazuje Saints Row IV zostało wydane jako DLC do Saints Row IV. Czy coś było w stanie zabić tak potężną markę?

Saints Row IV
W pewnym momencie samochody stają się zupełnie niepotrzebne, skakanie jest szybsze!

Agents of Mayhem, anyone? Niesamowite jest, że pełnoprawna gra, która jest spin-offem serii zawaliła tak bardzo. Saints Row IV nie ma prawa odnieść sukcesu na papierze. Ta gra jest zlepkiem śmieci, które THQ uznało za niewarte zachodu. Jest paczką tekstur dla wcześniejszej gry sprzedawaną za 250 złotych. Każdy z aspektów tej gry osobno spowodowałby niesamowitą porażkę. Ale Saints Row: The Third to była po prostu dobra gra. Skoro IV bazuje na The Third, to z perspektywy czasu oczywistym wydaje się, że IV też będzie dobrą grą. Może nawet lepszą. Dubstep Gun, kilometrowe skoki, kosmici i karaoke w samochodzie, to wszystko sprawia, że Saints Row IV jest cudowną pozycją, którą każdy powinien mieć na swojej półce. I aż mnie naszła ochota na kupienie Re-Elected…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.