Gry Spojrzenie na:

Spojrzenie na: Assassin’s Creed

Ostatnimi czasy, dokładnie rzecz biorąc odkąd mam Xboxa One, przeżywam szok związany z graniem w lepszą wersję gry zanim zagram w starszą lub gorszą. Zazwyczaj wiąże się to z kwestiami grafiki i poprawek jak w przypadku Tomb Raider, który znacznie lepiej wygląda na Xboksie One, co raczej nie dziwi. Jest tak też w przypadku Metro Redux i Metro 2033 i Last Light, gdzie to pierwsze znacznie lepiej wygląda i jest poprawione tam, gdzie była potrzebna łatka. Mam też tak z Assassin’s Creed. Dlaczego?

Assassin’s Creed wyszło w 2007 roku i gra była uważana za dość dobrą. Zdobyła też wspaniały wynik na Metacriticu uzyskując ponad 80% pozytywnych recenzji i nie zbierając żadnej negatywnej. Z czasem jednak wyszły jeszcze lepsze gry i prawie każda zdobywała więcej pozytywnych recenzji, poza Assassin’s Creed II: Revelations, które miało 1% mnie i najnowszymi odsłonami, które miały dość ciężkie początki związane nie z samą rozgrywką, a jakością wykonania. Problem polega na tym, że tak naprawdę nie grałem w Assassin’s Creed w okolicach premiery i pierwszą grą, w którą grałem więcej niż godzinkę było Assassin’s Creed II. Potem pograłem nieco w Assassin’s Creed: Black Flag i niedawno ukończyłem wszystkie osiągnięcia w Assassin’s Creed, prawie 9 lat po premierze gry i ponieważ można powiedzieć, że znam grę doskonale, to mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to nie jest dobra gra.

Zrzut ekranu 2016-02-25 o 17.58.38

Oczywiście można mnie opatrznie zrozumieć, bo ludzie nie zdają sobie sprawy, że jest duża różnica między grą, która jest zła i taką, która nie jest dobra. Pierwsza gra w tej kilkunastoczęściowej serii nie cierpi z powodu złej grafiki, bo podobnie jak Call of Duty 4: Modern Warfare całkiem dobrze się starzeje. Problem jest w rozgrywce. Podczas grania widać jak dużym krokiem naprzód była druga gra w serii, głównie w kwestii akrobatycznego poruszania się. Wielkie problemy w tej grze, tak samo jak we wczesnej wersji Dying Light, jest problem z czymść, co od czasów Windowsa 8 i Xboxa One nazywam snapowaniem. Podczas jednego z morderstw trzeba zinfiltrować port Akki, a ponieważ programistom nie chciało się nauczyć Altaira pływać (czytaj Altair potrafi pływać, ale błąd oprogramowania Animusa 1.28 powoduje, że w kontakcie z wodą zaczyna tonąć. Nie ma to jak dorabianie historyjek do czegoś, czego nie ma), to trzeba skakać na palach do których cumują łodzie. I tutaj pojawia się wspomniane snapowanie, jest to bardzo ogólny zestaw czynności i mechanik w grach i oprogramowaniu, które pozwalają przyczepiać element X do elementu Y w bardzo płynny sposób. W Assassin’s Creed brak tego objawia się częstym mijaniem słupków, bo gałka kontrolera była kilka stopni w złym kierunku. Zawsze uważałem, że takie gry powinny zawsze wybierać najlepszą drogę, a my powinniśmy wybierać generalny kierunek ruchu postaci. Jasne, czasami powodowałoby to frustracji związaną z brakiem precyzji, ale zdecydowana większość graczy doświadczyłaby zwiększonej płynności poruszania się. Taka sama sytuacja jest w Damaszku, gdzie musimy zebrać dwie flagi z łodzi zacumowanych w kanale. Te dwa miejsca wywołały u mnie ataki frustracji. Cała gra idzie dobrze, nabrałem już doświadczenia w obieraniu tras i wiem gdzie mogę się złapać, a gdzie nie i tu nagle trafiam na wodę, co powoduje że pokonanie 4 pali i około 6 metrów zajmuje mi pół godziny. Ale może to moja wina, nie wiem.

Kolejną kwestią, która mogłaby być lepiej rozwiązana to walka. Od momentu w którym poznajemy kontratak cała walka polega na czekaniu aż zaatakuje przeciwnik. Uważacie, że horda 20 przeciwników to dużo? Nie, zabicie ich po prostu zajmuje dużo czasu. Ostatnia walka z Robertem de Sablé jest trudna? Nie, po prostu czekasz na kontratak, w którym go powalisz i wykorzystujesz ruch ukrytym ostrzem, który jest zabójstwem celu na ziemi. Cała walka zajęła mi dosłownie minutę w ciągu której Robert wykonał dwa ataki, a ja jeden. Sposób w jaki działa kontratak sprawia, że nie opłaca się wyprowadzać normalnych ciosów, a cały problem polega na fakcie, że tak naprawdę nie da się tego rozwiązać w żaden inny sposób. Kontratak w Assassin’s Creed ma dokładnie taką samą przypadłość jak kontratak w serii Batman od Rocksteady – jest.

Jeszcze raz muszę podkreślić, że Assassin’s Creed to nie jest gra zła. Ona nie jest po prostu tak dobra jak kiedyś. Piękną analogią jest postać Percy’ego Williamsa. W 1930 roku pobił rekord świata w sprincie pokonując 100m w 10.3s. Potem jednak pojawili się Donovan Bailey, Asafa Powell i Usian Bolt. Sprawili, że Percy stracił znaczenie, bo jest po prostu gorszy. Oczywiście nie zmienia to faktu, że pokonałby każdego z nas, bo nadal jest cholernie dobry. Assassin’s Creed to najgorsza gra wśród najlepszych, które wykorzystują mechanikę akrobatycznego przemieszczania się i nie, to nie jest parkour.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.