Gry Spojrzenie na:

Spojrzenie na Hunter’s Trophy 2: America

Hunter's Trophy 2: America

Po opuszczeniu politechniki łowiectwo stało się istotnym elementem mojego życia. Studia na Uniwersytecie Przyrodniczym zobowiązują do małej zmiany kierunku rozwoju zainteresowań. Z niewieloma osobami da się rozmawiać o dronach, mikroprocesorach i EPROMach. Toteż nieco uśmiałem się, jak zobaczyłem, że na wyprzedaży jest Hunter’s Trophy 2: America. Szybko kupiłem, bank do mnie zadzwonił, że jest podejrzana transakcja za 5zł na moim koncie i po wyjaśnieniu całej sytuacji i pobraniu gry… Poszedłem spać.

Następnego poranka wstałem, pamiętając oczywiście o pobranej grze. Był piątek, dzień wolny na mojej uczelni dzięki studentom zaocznym. Uruchomiłem ją i włączyłem „kampanię”. Oczywiście trzeba zacząć od strzelnicy. Pamiętając jeszcze mój obolały bark po strzelaniu karabinem używając cudownej amunicji z czasów Cesarstwa Niemieckiego i zaprojektowanej przez Wilhelma Brenneke – 7×64 – zacząłem mój trening na myśliwego. Zajął on zaledwie kilka minut, nie ponad rok, jak to jest w rzeczywistości. Nie musiałem naganiać zwierzyny, nie musiałem zdawać egzaminów, tylko pokaż, że umiesz strzelać i możesz iść w teren. To było niesamowicie proste, w szczególności, że gra to w gruncie rzeczy celowniczek, a rola gracza ogranicza się do zmieniania pozycji między kolejnymi pozycjami strzeleckimi. Ale generalnie nie jest źle. Pierwszą bronią, jaką dostajemy jest dubeltówka, chociaż z tym związana jest ciekawa rzecz. Nie jest to jak w Battlefieldzie, gdzie Symthic wyciąga wszystkie dane broni i ładnie je porządkuje w tabelki i wykresy.

Hunter's Trophy 2: America

Tutaj broń jest opisywana dzięki kilku statystykom takim jak celność i zasięg, chociaż prawdę powiedziawszy nie widać różnicy między broniami tego samego typu, chyba, że znacząco różnią się w sposób mechaniczny. Sprawiło to, że zamiast być podekscytowanym kolejną celniejszą bronią, doszedłem do wniosku, że ta mniej celna, ale o większym zasięgu jest lepsza, bo szybciej można ją przeładować. Duża zmiana następuje dopiero podczas zmiany kategorii łowieckiej, w której jest nasza kolejna ofiara. Podczas polowania na zwierzaki o nieco większej masie niż królik, czy kaczka, dostajemy pierwszy karabin. Jeśli myślisz, że przełamuje to stałą monotonię polowań w tej grze, to zastanów się jeszcze raz. Nie żeby prawdziwe polowania były bardziej ekscytujące. Zazwyczaj też jest tak, że siedzisz, siedzisz, siedzisz, pif-paf, koniec polowania. Minęły 4 godziny. Pada. Zimno. Super. Podczas polowań przynajmniej nie trzeba wcielać się w rolę psa! W Hunter’s Trophy 2 trzeba.

Hunter's Trophy 2: America

Wydaje mi się, że ta gra jest serią błędów podczas projektowania rozgrywki. Wiem, że ludzie narzekali, że najnowsza gra z serii Cabela’s – African Adventure – to takie Call of Duty, gdzie twoi przeciwnicy nie strzelają do ciebie, ale giniesz porównywalną ilość razy, ale przynajmniej gra nie jest tak nużąca. Czy ktokolwiek grałby w Battlestations czy Silent Huntera, gdyby najpierw było trzeba płynąć ze stoczni w miejsce konfliktu i potem mieć nadzieję, że przeciwnik będzie w odpowiednim miejscu o właściwej porze? Nie. Tutaj tak jest. O ile początkowo jest w miarę przyzwoicie, bo wystarczy iść po śladach zwierzyny, to z czasem zamieniamy się w psa, co jest niesamowicie bezsensowne. Nasze zadanie w roli psa polega na tym, że tropimy zwierzynę po zapachu – wielkiej czerwonej chmurze, jak z Lost, ale… czerwonej – i dajemy znać myśliwemu, gdy zwierzaki będą blisko. Wszystko byłoby ok, gdybyśmy nie musieli robić tego ręcznie, tylko pies by nas prowadził.

Hunter's Trophy 2: America

Sprawia to, że Hunter’s Trophy 2 jest bezsensownie długie, nie pod względem ilości polowań, tylko faktycznej ilości czasu spędzonej między kolejnymi strzałami. Nie wiem, czy oddałem więcej strzałów niż kwadransów spędziłem tropiąc zwierzynę. W grze! Jakbym chciał to robić, to poszedłbym do koła łowieckiego i zabraliby mnie na prawdziwe polowanie, gdzie moje statystyki byłyby podobne. Szczególnie jest to widoczne w późniejszych poziomach, które są faktycznie spore i trzeba je pokonywać wielokrotnie, raz w tę, potem z powrotem i jeszcze raz na jakiś czas zabraknie go nam. Niesamowicie irytujące jest też ograniczenie w ilości zwierzyny jaką można upolować. Wiem, że limity polowań istnieją, ale bez przesady. Gra mówi nam, że wolno upolować 12 kaczek. Jak mam strzelone 11 i cała gromada wzbija się w powietrze to trzeba strzelać tak, żeby nie trafić i żeby ewentualnie coś spadło przez przypadek. Zły design.

A więc proszę, Hunter’s Trophy 2: America. Gra niekoniecznie dobra. A jest jeszcze Australia i Europa do przejścia. Wydaje mi się, wróć, wiem, że to będzie dokładnie to samo, ale zwierzaczki się zmienią. Nie ekscytuje mnie to ani trochę. Na pewno zanim zacznę grać w inne części, albo dorwę się do Cabeli, co jest niesamowicie trudne po tej stronie sadzawki, odwiedzę strzelnicę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.